Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Recenzje

Droga Pani,

niedługo  po 10 kwietnia byłam u OO Dominikanów i zostałam obdarowana książką obu Pań . Proszę się nie dziwić temu, że w ówczesnym ciężkim zmartwieniu natychmiast o niej zapomniałam. Niedawno dopiero znalazłam ją. pieczołowicie odłożoną, na półce \"Dedykacje\"- i oczywiście natychmiast przeczytałam, z największą przyjemnością i pożytkiem dla siebie.Dodam, że sama jestem zapaloną welocypedystką i wielbicielką wiejskich oraz leśnych krajobrazów, małych miasteczek i dobrych ludzi. Tym większa była radość z lektury.

Proszę wybaczyć, że tak późno dziękuję - za to z całego serca!
Pozdrawiam najserdeczniej i życzę wielu jeszcze wspaniałych i inspirujących wypraw, oraz wielu jeszcze książek -

Małgorzata Musierowicz
, pisarka



***


Sosenka jest filologiem polskim idziennikarką. Była dwukrotnie nagrodzona i kilkukrotnie wyróżniana w konkursiena tekst miesiąca, organizowanym przez serwis dziennikarstwa obywatelskiegoWiadomości24.pl. W 2008 roku zdobyła międzynarodową nagrodę dziennikarską, przyznawaną przez fundację"Pamięć, odpowiedzialność i przyszłość" z siedzibą w Berlinie.


Od marca 2007 roku Sosenka publikuje w Salonie24.pl, pod adresem http://sosenka.salon24.pl/.Tutaj, jeszcze zdyszana, bo dopiero co przybyła ze stacji kolejowej czy przystanku autobusowego, publikuje relacje zwycieczek po Dolnym Śląsku, zwiedzania ruin poniemieckich pałaców, wzgórz, zktórych widać Sudety, odwiedzin u zapomnianych staruszek. Lubi też włóczyć siępo obrzeżach miasta późną jesienią i wyobrażać sobie scenerię"Wesela" Wyspiańskiego. W czwartek wieczorem siada do komputera i piszetekst o tej włóczędze, a w piątek wstaje o piątej rano, by kupić na targu nartybiegowe i zapięcie do słynnego Srebrnego - swojego wysłużonego roweru. A gdynadchodzą ferie zimowe i letnie, z pasją opisuje szlaki górskie Małopolski iwędrówki po uliczkach Krakowa.To miasto jest jej szczególnie bliskie, bo tumieszkali jej pradziadkowie. Ostatecznie to właśnie krakowianin namówił Sosenkędo pisania w Salonie.

 Pani Łyżeczka,poznanianka z urodzenia, obecnie mieszka na zachodnim krańcu dawnej Galicji,gdzie wciąż jeszcze odczuwa się silne krakowskie wpływy. Jestprzede wszystkim żoną i matką, ale również tłumaczem. Swój świat opisuje zperspektywy domu – starego dworku, który dawno już przeszedł do historii orazmałego domku na przedmieściach, pełnego dziecięcych śmiechów i głosówprzybywających tam gości.

 

W salonie24 prowadzi blogo nazwie „Codzienność posrebrzana”,bo właśnie w ten sposób opisuje to, co zwykłe: wybiera proste zdarzenia,podsłuchane rozmowy dziecięce, czy zakurzone obrazy przeszłości i nadaje imnowe znaczenie. Teksty te czyta się tak, jakby przeglądało się album, w którymprzechowuje się stare rodzinne fotografie, obrazki z maluchami baraszkującymipo podłodze i piękne pejzaże uchwycone w czasie rodzinnych wycieczek w góry.

 

W zeszłym roku wydały wspólną książkę, złożonąz tekstów publikowanych dotychczas w Internecie, pt. „Gdy świat jest domem. Gdydom jest światem.” W recenzji Krzysztofa Maciejewskiego, jaka ukazała się naportalu papierowemysli.pl czytamy: ”Pozornieobu autorek, poza spotkaniem na Salonie24, nic nie łączy. Pierwsza z nich głosichwałę domowego ogniska wypełnionego miłością i tupotem małych nóżek, a drugajakże daleka od osiadłego trybu życia jest niespokojnym duchem, który nasrebrnym rowerze przemierza drogi Dolnego Śląska. A jednak to tylko gra pozorów- bo przez Panią Łyżeczkę i Sosenkę przemawia podobna wrażliwość i otwartość nadrugiego człowieka. Lecz jak ktoś kiedyś zauważył - dom to nie miejsce,tylko stan umysłu".

"Książkę Pani Łyżeczki i Sosenki można bez wahaniapolecić wszystkim tym, którzy uwielbiają podróże do Krainy Łagodności. Wartozasiąść z tym tomikiem nad herbatą w ciepłym świetle lampy, by przenieść się wświaty, które są domem i do domów, które są światami. Tymi odległymi i tymibliskimi".


Krysztof Wołodźko, publicysta



***


Brodząc w łopuchach


Gdy ktoś opisuje swoje przeżycia jako ofiara wojny, przesiedleń czy złegolosu, już sam temat jego wspomnień nadaje opisowi odpowiednią wagę. Czyjednak opisy turystyczne, opisy rozrywki i płynącej z niej przyjemność mogą zyskaćopinię prozy dużej miary?     

Okazuje się, że mogą.

Istnieje literatura górska, turystyczna, włóczęgowska. W Polsce do jejklasyki należą na przykład dzieła Władysława Krygowskiego czy „W stronęPysznej” Stanisława Zielińskiego. Jednak gdy napisze się o jakimś tekście, żestanowi „świetną literaturę turystyczną”, można dziełu wyrządzić krzywdę. Bo zrecenzji wynika, że ta literatura jest doskonała w swojej kategorii, ale jużnie w kontekście szerszym. Tymczasem książka „Gdy świat jest domem. BlogSosenki”, szczególnie część „Wycieczki śmieszne”, jest opisem turystycznychwłóczęg, będąc zarazem literaturą wysokiej miary.

            Włóczącasię, głównie po Dolnym Śląsku, grupa z autorką „Gdy świat jest domem” jakouczestniczką, jest rozbrykana, wesoła, młoda. Książka oddaje radość wędrówki,jej dynamikę, rozkosz obcowania z krajobrazem, z porami roku, z zapachami, znocą i z dniem, ze światem; radość pokonywania  trudności, przepraw przez rzeki, przedzieraniasię przez tunele, całe  w sadzy, jakazostała tam po dawnych parowozach, czy brnięcie na czworakach przez rozwalone,pocięte przez złomiarzy mosty. Czytelnik śledzący akcję  niemal  samzaczyna odczuwać to zmęczenie i zadyszkę. I poznawanie różnych światów. Jacyludzie żyją w maleńkich miasteczkach, a jacy są z pozoru groźni urzędnicy,konduktorzy w pociągach.

     Ata wędrówka  zahacza o ruiny.  Ruiny dworów, pałaców, domów. Ruinytorów i cmentarzy. Ruiny części miast. Ruiny i ruiny.  Wojenne, powojenne.Jak gdyby ślady dawnych cywilizacji. Cywilizacji bardzo starych. A są to śladyczasowo nieodległe. Ślady, których, jak wydawało się w XIX wieku, już w Europienigdy nie będzie, bo takie, jak sądzono, mogli niegdyś zostawiać po sobie Asyryjczycy, lecz nigdy – cywilizowana i nowożytna Europa.

      Bohaterowie książki to ludzie co chwilę parskający śmiechem młodości, wędrujący w swoichnowoczesnych ubraniach, w polarach, z telefonami komórkowymi w kieszeni. Z łagodnychkrajobrazów, z zielonej turystycznej ścieżki zbaczają ciągle ku ruinom. Bo takraina, jak pisze autorka, jest tak głęboko ich krainą, i jednocześnie – bardzonie ich. Są bowiem wnukami ludzi z dawnych polskich Kresów. Aby ta ziemia stałasię ich, muszą po prostu  obwąchać,obejść, poznać każdy zakątek, każdy fundament ukryty wśród łopuchów. Muszą sięzbratać z duchami tej krainy.                             


Jerzy Trammer, publicysta



***


Codzienność online. Internetowy świat Sosenki i Pani Łyżeczki


- Tipsy, modne ciuchy, obiady w restauracjach, weekendy w spa - taki model życia lansują pisma dla kobiet. Blogerki Salonu24 Sosenka i Pani Łyżeczka robią dokładnie co innego.

 

Kobietom rzadko pozostawia się dziś wybór. Model obowiązujący jest jeden – trzeba robić karierę, pieniądze, wydawać tysiące na ciuchy i zajmować się wyłącznie swoim wyglądem. Małżeństwo to słowo-abstrakcja, dziecko zaś traktowane jest bardziej jak rodzaj maskotki, która na pewnym etapie kariery jest pewnym urozmaiceniem. Nie wszystkie kobiety poddają się temu terrorowi. Są wierzące, są szczęśliwymi mamami i piszą o swoich przeżyciach prowadząc blogi. Ponieważ mają talent literacki, dostrzeżono je i postanowiono z ich blogów złożyć książkę. O kim mowa?


Jak młoda mama została uroczą staruszką


Pani Łyżeczka jest poznanianką, filologiem angielskim i tłumaczką. W 2007 roku została uznana za blogera roku w konkursie Wiadomości24.pl. Sosenka jest wrocławianką, sama siebie określa jako publicystkę i wolnego strzelca. W 2008 roku otrzymała międzynarodową nagrodę dziennikarską fundacji "Pamięć, odpowiedzialność i przyszłość".

Do blogowania namówił ją znajomy. - To było dwa lata temu, gdy zostałam mamą po raz trzeci. Najtrudniejszym momentem w zakładaniu bloga było dla mnie znalezienie odpowiedniego nicka – wspomina Pani Łyżeczka. W końcu znalazła: - Wypowiadałam w myślach nazwy wszystkich przedmiotów, na jakie padł mój wzrok, aż w końcu spojrzałam na łyżeczkę leżącą na stole. I przypomniałam sobie postać z bajki: Panią Łyżeczką, uroczą staruszkę, która czasem zmniejszała się i zaczynała rozumieć mowę zwierząt – wyjaśnia blogerka.


Wystarczy polubić codzienność


O czym pisze Łyżeczka? - Zakładając blog miałam postanowienie, by pisać o wszystkim, tylko nie o domu i dzieciach. To miał być trochę rodzaj ucieczki od szarej codzienności. Zrobiłam wyjątek przy pierwszym wpisie i tak przy tym wyjątku trwam. Pani Łyżeczka pisze więc o domu, o kuchni, w której toczy się życie rodzinne. Opisuje codzienność, tę szarą, zwyczajną. - Ponieważ jednak staram się ją ująć w sposób niezwykły, blog swój nazwałam "Codzienność posrebrzana". Okazało się, że od codzienności nie trzeba uciekać, wystarczy ją polubić – mówi.

Co robi Pani Łyżeczka na Salonie24, wśród blogerów prowadzących ostre spory polityczne? - Uprawiam politykę prorodzinną. Pokazuję, że rodzina może być i jest polem do własnego rozwoju, drogą do szczęścia, po prostu sposobem na życie. Pisząc w dużej mierze dla własnej przyjemności, piszę też dla tych wszystkich kobiet, które czują się obciążone macierzyństwem, które chciałyby jakoś się z niego wyzwolić – mówi Pani Łyżeczka. - Ja je rozumiem, bo mnie też jest ciężko wstawać codziennie rano i zabierać się w kółko za te same czynności, ale wiem, że to jest właśnie moje zadanie na dziś.


Wiara jak powietrze


Pani Łyżeczka opisując życie swojej rodziny nie ukrywa tego, że są katolikami. - Religijność nie jest centralnym tematem moich opowiadań, ale nietrudno ją tam znaleźć. Moje doświadczenie religijne jest zupełnie zwyczajne. Jako nastolatka należałam do Oazy, potem do Duszpasterstwa Akademickiego u poznańskich dominikanów. Wiele czasu spędziłam w Domu św. Jacka na Jamnej.

To tam Pani Łyżeczka nauczyła się, że wszystko co robi, jest zasadzone w Bogu. Jak to rozumie? - Nie muszę używać wielkich słów, by o Nim mówić. I bardzo nie lubię religijnej egzaltacji. Wiara jest dla mnie jak powietrze, jak jedzenie, jak codzienna praca. Po prostu jest – wyjaśnia.

Z tamtego czasu formacji Pani Łyżeczka zapamiętała anegdotę, opowiadaną przez Ojca Jana Górę. Spytał on pewnego razu papieża Jana Pawła II - jak mam mówić ludziom o Bogu? - żyj tak, żeby ludzie sami Cię o Niego pytali – padła odpowiedź. Właśnie temu chce hołdować.


Domowe ognisko dla wszystkich


W swojej twórczości odwołuje się także do religijności dziadków. - Babcia pracując w kuchni śpiewała "Kiedy ranne wstają zorze". Dziadek codziennie wieczorem klękał przy łóżku i odmawiał pacierz. Ta ich wierność, trwanie przy Bogu przez wszystkie lata, to zostawiło ślad również i na moim życiu – wspomina codzienną i praktyczną religijność dziadków.

Jak reagują na pisanie Pani Łyżeczki inni blogerzy? - Czytelnicy często odnosząc się do moich tekstów mówią: "jak tu zwyczajnie, domowo, normalnie". Wydaje się, że oni bardzo potrzebują takiego doświadczenia. Są osoby, które po prostu przychodzą ogrzać się w cieple naszego domowego ogniska.


Kronika spotkań z Aniołami


A dlaczego Sosenka? - Bo jestem stworzeniem wędrowniczym, a soki do życia czerpię z górskiej gleby. Tak jak sosna górska. Kiedy patrzę na to drzewo, widzę, że jest silne, opiera się wiatrom i burzom. Sosna jest dla mnie symbolem zdrowia i dobrej kondycji – mówi blogerka w rozmowie z portalem Fronda.pl.

Sosenka zaczęła pisać w 2007 roku. Blog to dla niej pamiętnik z jej licznych wypraw oraz kronika spotkań z ludźmi, których Sosenka nazywa Aniołami. Czyli takimi, którzy w jej życiu nie pojawiają się przypadkiem. - Spotkanie z nimi zmienia mnie i świat potem nie jest już taki sam: są to ludzie-świadkowie historii (nikomu nieznani emeryci, a raz nawet Anna Walentynowicz), innym razem pacjentki oddziałów onkologicznych, które odwiedzamy z koleżankami, a innym razem znajomi z Salonu24.pl, z którymi bez przerwy się odwiedzamy w naszych domach - wyjaśnia.


Dom jest światem, a świat jest domem


Skąd pomysł na książkę? - To był pomysł jednego z czytelników, rzucił go już dwa lata temu i dyskretnie dopingował nas obie. W maju poznałam innego swojego czytelnika, Kairosa, który przedstawił mi konkretny plan i - po prostu zaczął wydawać książkę. I wydał! - opowiada Sosenka. - To jest taki trochę eksperyment: książka otwierana z dwóch stron, o podwójnym, jakby "lustrzanym" tytule – doskonale zresztą oddającym charakter naszych blogów. Ale cała nasza przygoda z Internetem jest eksperymentem, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej? - dodaje Łyżeczka. Część Pani Łyżeczki zatytułowana jest "Gdy dom jest światem". Część Sosenki "Gdy świat jest domem".

Wątki religijne są także subtelnie wplatane w pisarstwo Sosenki. - Nic nie dzieje się bez przyczyny – mówi. - Czy to spotkanie z aniołem na chemioterapii, czy to ze staruszką, która kiedyś brała ślub na książęcym zamku, czy to z tajemniczą postacią spotkaną w pociągu, która przedstawia się jako Zaklinacz – wylicza. - Jestem przekonana, że Ktoś musi te chwile konstruować. To jest "On". To słowo w formie zaimka w zupełności oddaje, że On tam jest. Bo na pewno te wszystkie zdarzenia nie są moją zasługą, ani czyjąkolwiek inną – mówi Sosenka.

undefined

 

Jakub Lubelski
, publicysta, Fronda


***

"Światy bliskie i dalekie"


Blog to jedno z najmłodszych dzieci Literatury - często stanowiąc zaledwie niegramatyczną i niepogłębioną karykaturę dziennika lub pamiętnika. Jednak najlepsze blogi zaczynają pojawiać się również w wersji książkowej, dokonujesię swoisty rytuał przejścia z ekranu monitora na kartki papieru. Czy to nobilitacja? Poniekąd tak, chociaż wielu blogerów może pochwalić się liczbami odsłon znacznie przekraczającymi nakłady książek tradycyjnych. Ważne jest jednak przede wszystkim to, że dobra literatura broni się w każdych warunkach,bez względu na rodzaj nośnika.

Książka Pani Łyżeczki i Sosenki to bez wątpienia bardzo dobra literatura. Znajdziemy w niej kilkaset postów umieszczonych przez obie autorkina platformie publicystycznej Salon24.pl. To miejsce miało być przede wszystkim forum wymiany poglądów na tematy społeczno-polityczne, lecz szybko okazało się, że nawet najbardziej rozpolitykowani adwersarze potrzebują azylu, w którym znajdą chwilę wytchnienia od ideologicznych potyczek. Tak powstał Salonik Kameralny. Gdzie można usiąść przy kuchennym stole lub w cieple ogniska i wspokoju posłuchać opowieści o zachwytach nad światem. Tym zwyczajnym dniem powszednim, który u Pani Łyżeczki nagle rozjaśnia się blaskiem i magicznymi iskierkami. Prawdziwa Codzienność posrebrzana. Gdzie pachną jabłka zestarego sadu, w którym kiedyś mieszkały wróżki, a teraz zaludniają go jedynie wspomnienia. To ten bliski świat, czasem tak przybliżony, że nie umiemy go dostrzec. Ale zachwycać się można też tym bardziej odległym - jak na blogu Sosenki - w rowerowej wycieczce do opuszczonego tunelu, w śpiewie na górskim szlaku,czy w odwiedzinach u staruszki i pochylaniu się nad starymi zdjęciami. Tu deszcz pachnie świeżością i tajemnicą, a kosodrzewina migocze w pajęczynie srebrnych kropelek. Tu właśnie można spotkać Włóczykija, który na pytanie o to, dokąd prowadzi droga, odpowiada niezmiennie: Tam, gdzie mnie nie ma…

Pozornie obu autorek, poza spotkaniem na Salonie24, nic nie łączy. Pierwsza z nich głosi chwałę domowego ogniska wypełnionego miłością i tupotem małych nóżek, a druga jakże daleka od osiadłego trybu życia jest niespokojnym duchem, który na srebrnym rowerze przemierza drogi Dolnego Śląska. A jednak to tylko gra pozorów - bo przez Panią Łyżeczkę i Sosenkę przemawia podobna wrażliwość iotwartość na drugiego człowieka. Lecz jak ktoś kiedyś zauważył - dom to niemiejsce, tylko stan umysłu.

Stylistycznie również odnajdziemy zapewne więcej podobieństw niż różnic. Pani Łyżeczka i Sosenka unikają barokowej ornamentyki i stronią od szafowania wielkimi słowami. A jednak te wielkie słowa, a właściwie Słowa, docierają do nas spomiędzy opisów dziecięcych zabaw i oglądanych krajobrazów. Czytanie kolejnych opowieści odkrywa przed nami chrześcijańską wizję świata, jednak odległą odnatrętnej retoryki wojujących kaznodziejów. Bóg w Gdy świat jest domem. Gdy dom jest światem jest między słowami i kroplami deszczu, wszechobecny, a przecież niewidoczny. Przywodzi na myśl raczej dobrotliwego Ojca z poezji ks.Jana Twardowskiego lub piosenek Antoniny Krzysztoń, aniżeli surowego Sędziego z płomiennych kazań teologów uwielbiających proste podziały i schematymyślenia.

Książkę Pani Łyżeczki i Sosenki można bez wahania polecić wszystkim tym, którzy uwielbiają podróże do Krainy Łagodności. Warto zasiąść z tym tomikiem nadherbatą w ciepłym świetle lampy, by przenieść się w światy, które są domem i do domów, które są światami. Tymi odległymi i tymi bliskimi. A dodatkową zaletąjest także to, że po skończeniu lektury można odnaleźć dalsze opowieści obu pisarek na Salonie24. 


Krzysztof Maciejewski, publicysta, PapieroweMyśli.pl


****

Polis: "Dwa światy" 


Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie kiedy i jak trafiłam na blog PaniŁyżeczki na Salonie24, ale jak już raz zawędrowałam do posrebrzanego domu, to stałam się jego stałym gościem. Z Codzienności Posrebrzanej zaś dotarłam na szlak wędrówek Włóczykija, który przechodził niekiedy tymi samymi ścieżkami, którymi i ja niegdyś chadzałam. Tak poznałam z czasem cały Salonik Kameralny - specyficzne miejscewśród blogów Salonu24. Gdy dowiedziałam się, że z obu blogów ma powstać książka, pomyślałam „nareszcie!". Wydawało mi się jednak, że będzie to poprostu dodatek, jakieś inne utrwalenie tych treści, które już przecież znałam. Cieszyłam się na to wydarzenie, kibicowałam przedsięwzięciu, a mimo to nie spodziewałam się, że taką radość mi sprawi, gdy wezmę do ręki książkę. 

Któregoś dnia, po długiej drodze pocztowej: z Łyżeczkowa do Sosenkowa, a potem do mnie - przyszła wreszcie paczka (książek wszak zamówiłam kilka, bo chciałam się tymi drukowanymi blogami podzielić). Gdy wyjęłam pierwszą książkę, gdy przeczytałam dedykacje, zrozumiałam, że to jest całkiem inna historia. Czekały mnie ciepłe wieczory, przy lampce z kubkiem herbaty i wizyty w „magicznym domu", albo wędrówka w nieznane mi okolice i krajobrazy. Zebrane w jedną książkę opowieści z blogów stanowią zupełnie inną rzeczywistość niż ta, która tworzy się w wirtualnej rzeczywistości. Swoboda poruszania się po kolejnych opowiadaniach jest większa niż w świecie blogosfery - książka jest jak album ze zdjęciami, który można wciąż i wciąż wertować, raz zatrzymując się przy jakiejś fotografii, raz przeskakując kilka stron. Czytanie tych opowiadań na blogu ma oczywiście inne uroki - czekanie na kolejne posty, czy możliwość rozmowy od razu po pojawieniu się wpisu. Oba te światy - świat książki i świat wirtualny mają swoje niezwykłe zalety. Jednak jako dziecko ery Gutenberga z rozkoszą otwieram kolejne strony. 

Pierwszy świat, świat Pani Łyżeczki jest ciepły i bliski. Pełno w nim śmiechu dzieci, rozmów, cichych wieczorów i wspomnień. Na okładce książki w oknach domu- dziecięce rysunki. Dokładnie tak, jak wygląda dom z dziećmi - wszędzie pełno kartek z dziełami sztuki autorstwa małych artystów. Pod żadnym pozorem nie wolno pozbywać się tych rysunków - są bezcenne, choć jest ich bez liku. Łyżeczkowo z książki zaprasza czytelnika o każdej porze roku (taki jest układ treści - od wiosny do zimy i znów od wiosny do zimy, choć są sprawy także ponad(poza)czasowe). Jest tu wszystko, co musi być w wymarzonym domu: stół jako serce, dziecięce zabawki, kredki, kolejka z pociągiem, lampy z ciepłym światłem na jesienne wieczory, herbata z sokiem porzeczkowym, stary kredens, zioła, modlitwa, zdjęcia.... Jest letnia wyprawa, jesienny spacer z dziećmi i wieszanie prania z filozoficznymi przemyśleniami. Jest mnóstwo pytań, na które trzeba szybko szukać odpowiedzi i mnóstwo odpowiedzi, których dorośli szukać by mogli daremnie przez czas długi. Taki dom można zawsze ze sobą zabrać - bo tam gdzie jest cała rodzina, tam idzie „duch domu" i odwrotnie, gdy rodzina jest rozdzielona (dzieci u dziadków, Pan Łyżeczka w pracy), dom jest jakiś niepełny. Pani Łyżeczka tak pięknie opisuje dom z Pannami Ł. i T., Chłopczykiem S. i Inżynierem, że ma się natychmiast ochotę wsiąść do pociągu w odpowiednim kierunki i jak najszybciej dojechać na stację, z której już tak blisko do Łyżeczkowa. Można też zrobić odwrotnie - zaprosić ich do siebie, i dosłownie i w przenośni. Każda lektura książki, to takie goszczenie u siebie mieszkańców domu posrebrzanego - to całkiem inaczej niż na blogu, gdzie raczej jest wrażenie bycia goszczonym. A ileż było radości, gdy ten wypisany na klawiaturze świat nagle stał się bardzo realny w postaci gości-wędrowców, którzy prosto ze szlaku wakacyjnego zawitali do mojego domu. Panny T. i Ł. natychmiast zniknęły z moimi dziećmi w pokojach na górze, zaś Chłopczyk S. z nierozłącznym uśmiechem na buzi dzielnie towarzyszył nam w długich rozmowach..... I już wiadomo, że oba światy: wirtualny i realny są tak blisko siebie. 

Wczesne lato, wrocławska starówka, upal niemiłosierny. Stoję z komórką w ręce rozglądając się za... Srebrnym. Jak bowiem inaczej rozpoznam Sosenkę? W pewnej chwili szlaki naszych wędrówek - moja do Wrocławia i Sosenki na spotkanie - przecinają się w jednym punkcie. I na kolejne kilkanaście minut (tyle tylko n ie s t e t y miałam) wchodzę w drugi świat - świat sosenkowy. Skąd można brać tyle pogody ducha, zapału i cierpliwości? Skąd w tak skąd inąd drobnej postaci tyle sił do tylu dzieł i wędrówek? No i do dźwigania Srebrnego ;) Mam teraz w książce z piękną, napisaną piórem dedykacją: przewodnik po wielu szlakach turystycznych (i turystycznych inaczej) i niekończącą się lekturę na zimowe wieczory. Drugi świat bowiem - świat Sosenki, to z jednej strony swoista mapa z komentarzem dla byłych i obecnych wędrowców, takich co to wolą mniej uczęszczane szlaki niż te, po których trzeba iść z tłumem turystów. To także notatnik o wielu historycznych miejscach, zapomnianych cmentarzach, cichych kościołach, niezwykłych ludziach. Świat z sosenkowej części książki, to nie tylko wędrówki Włóczykija, to także kronika upływającego czasu. Rozdział VI łapie te wszystkie pożółkłe już kartki z historiami rozmaitych Bab - tych z torbami, i tych z kościoła. To portrety osób, które już nie spieszą się nigdzie. Sosenka zbiera te kartki wytrwale, by się nie pogubiły, by nie leżały schowane gdzieś w sekretarzyku, by nie osiadał na nich kurz. „Ja przez te lata nigdy nie sądziłam, że ktoś do mnie przyjdzie i zapyta... - wyrwało jej [opowiadającej o Historii Babie] się w pewnej chwili." A Sosenka chodzi, pyta, spisuje... I Włóczykij i Kronikarz :) 

Dwa światy w jednej książce. Dwa światy prowadzące do innych światów - innych blogów, miejsc, historii. Światy połączone ze sobą - z blogu Pani Łyżeczki jest linkowy most do Sosenkowa, książkę można odwrócić do góry nogami i już się jestw drugim świecie, w „realu" zawsze można umówić się na herbatę z sokiem porzeczkowym przy stole kuchennym Łyżeczki. Na to ostatnie czekam zniecierpliwością - musimy tylko zsynchronizować nasze zegarki, spakować plecaki i wsiąść do pociągu :)

Pani Łyżeczka, Sosenka, Gdy dom jest światem. Gdy świat jest domem, Umedia,Wrocław 2009. 

Noblog, Polis. Miasto Pana Cogito 



***

DanielPaczkowski.Blogspot.com:
 "Książka Pani Łyżeczki i Sosenki"  

Napiszę parę słów o książce niezwykłej. Dla mnie niezwykłej. Wydały ją bowiem pod pseudonimami artystycznymi dwie blogerki, znane z platformy salon24.pl, na której i ja przez dwa lata z okładem prowadziłem bloga,wybierając w końcu rok temu to obecne miejsce w samotni internetowej.

Tytułem podsumowania, jako że za parę dni minie rok, gdy zamieściłem w salonie24.pl swój ostatni tekst, była to i jest nadal, choć w nieco zmienionym kształcie bardzo ciekawa witryna. Blogi prowadziły tam bowiem zarówno osobyznane publicznie o poglądach różnorakich, od lewa do prawa, jak i amatorzy.Powstały wielorakie długo- i krótkotrwałe mikrospołeczności internetowe, spotykające się między sobą, organizujące różnego rodzaju akcje, a przedwszystkim powstała znakomita platforma wymiany poglądów, racji, komentarzy. Okazało się przy okazji, że blogerzy amatorzy potrafią z o wiele większą zaciętością drążyć tematy, które dziwnym trafem nie pojawiają się w wysokonakładowej prasie, nie mówiąc już o radiu i telewizji.

Choć nie istnieję już w przestrzeni salonu24.pl, nadal bardzo chętnie na nią zaglądam, nadal podczytuję blogi różnego rodzaju, gdyż drugiej takiej platformyw internetowej przestrzeni związanej z naszą polską rzeczywistością nie ma.(Choć na salonie24.pl prowadzą blogi osoby z całkiem różnych stron świata.)

W listopadzie otrzymałem książkę wydaną przez Sosenkę i Panią Łyżeczkę, które w salonie24.pl pojawiły się w 2007 roku. Prawie od początku stałem się wiernym czytelnikiem ich blogów. Wydawało mi się więc, że książka z wyborem tekstów blogowych nie będzie aż tak ciekawa, dla kogoś, kto treści zamieszczone w niej zna od dłuższego czasu. Myliłem się. Obie autorki "namieszały"bowiem, wydając książkę. Przede wszystkim zniknął porządek chronologiczny znany z bloga, nie ma też w książce, co dla mnie zupełnie zrozumiałe, komentarzy od czytelników. A co najważniejsze czytając książkę przeżyłem niejedną niespodziankę.

Czytanie rozpocząłem od części napisanej przez Sosenkę. Książkę bowiem da sięczytać w obie strony. Okładki tej książki, zależnie od tego, jak położymy ją nabiurku, zawsze prowadzą nas w świat bloga albo Sosenki, albo Pani Łyżeczki.Końce obu historii znajdują się zaś w środku książki.

Sosenka podzieliła swoją opowieść na kilka części tematycznych. Jej blog bowiem jest wielowątkowy. Pamiętam, gdy rozpocząłem jego czytanie w połowie roku 2007,zachwyciły mnie teksty związane z wędrowaniem po górach, typach schroniskowych spotykanych na szlaku, przystankach PKS i wiejskich sklepach. Zbliżało się lato i tym latem z blogu Sosenki powiało. Ale potrafi ona zmienić tematykę n abardziej frywolną, opowiadając o swoich wycieczkach z przyjaciółmi Adamem i Izą, gdzie wyróżnikiem opowiadanych historii jest humor, często absurdalny, śmiech, radość i niecodzienne śmieszne zdarzenia (Gang Olsena?) Lubię historie adamowo-izowe, ale najbardziej pociągają mnie w blogu Sosenki wspomnienia z przeszłości, zarówno gdy pisze o starym Wrocławiu, jak i przywołuje wspomnienia ludzi, którzy są świadkami dawnej historii. Tak a propos, Sosenka zajmuje się profesjonalnie dziennikarstwem i niektóre z historii, o których tylko napomykana swoim blogu można później odnaleźć w artykułach zamieszczanych w różnych czasopismach. Niespodzianką, na którą wcześniej nie zwróciłem uwagi, czytając bloga w internecie było odkrycie, że Włoszka, bohaterka jednego z artykułów Sosenki, za który otrzymała nawet nagrodę, jest mamą Ryśka, gospodarza Barysiówki, opisywanej nie raz na blogu.

Czego mi zabrakło w książce. Pamiętam, że magnesem przyciągającym mnie do blogu Sosenki były jej wspomnienia rodzinne. Znałem dalszy ciąg niektórych jej opowieści blogowych o tej tematyce z artykułów w Rzeczpospolitej, czy Niezależnej Gazecie Polskiej. W książce ich zabrakło. Może dlatego, że kiedyś wyjdzie jeszcze inna książka? Tego nie wiem.

I ostatnia rzecz. Dwukrotnie czytając część sosenkową książki, natknąłem się naswoje nazwisko. Sosenka bowiem zmodyfikowała cześciowo swoje niektóre notki,podrasowując niektóre (podobnie uczyniła zresztą Pani Łyżeczka), a w niektórych zmieniając treść, odnosząc się w ten sposób do komentarzy oraz korespondencji z czytelnikami w trakcie pisania bloga. Blog bowiem jest bardzo elastycznym instrumentem, gdzie interakcja między piszącym, a czytającym odbywa się często on-line. Za te wzmianki dziękuję.

Blog Pani Łyżeczki zacząłem czytać trochę później. Przeczytałem jedną notkę i poczułem, że muszę przeczytać wszystkie wcześniejsze. O ile Sosenka jest obieżyświatem piszącym o otaczającym nas bliżej lub dalej świecie (mocno generalizując), o tyle Pani Łyżeczka wprowadza nas w swój domowy świat, świat matki pracującej, cieszącej się życiem (Tak, wiele tu bowiem radości.), wychowującej trójkę dzieci. O sile tego pisania świadczy wrażliwość autorki oraz wartości, jakim hołduje. Gdy bowiem czytam o dworku dziadków, do którego przyjeżdżało się na wakacje, o ostatnim dniu pierwszego mężczyzny (dziadka) w życiu Pani Łyżeczki, o codzienności wypełniającej życie dworku, o Marcie, która otrzymała takie imię, jako drugie, o spacerach z mamą po Poznaniu, czuję, że tak, to jest to, o tym warto pisać i to warto czytać.

Część Pani Łyżeczki podzielona została nieco inaczej. Na pory roku, choć ostatnia część, zatytułowana została "Poza czasem". Dla mnie świat opisywany przez Panią Łyżeczkę stanowi taką właśnie krainę bajkową, idealną. Abstrahuję tutaj od codzienności, tak obecnej w jej notkach. Chodzi mi o takie wartości, jak pamięć o bliskich. Cmentarz oraz album ze starymi zdjęciami, listy dawno nie czytane stanowią istotną część tego świata. Chodzi mi oprzyjaźń, o której tak pięknie Pani Łyżeczka pisze w notce "Droga przez las nie jest długa, jeśli idziesz odwiedzić przyjaciela". Chodzi mi odzbanek z herbatą na stole i lampę zawieszoną nad stołem, symbole bliskości iciepła.

Gdybym miał wskazać, czego mi w tej części książki brakuje, to na pewno wskazałbym brak notek z tegorocznych wyjazdów do miejsc związanych z przodkami.

Aha, część Pani Łyżeczki urozmaicona została rysunkami Katarzyny Samulskiej. Rysunki te znakomicie oddają klimat bloga moim zdaniem. Najbardziej podobał mi się ten, przedstawiający matkę tulącą dziecko.

I jeszcze jedno. Do książki dołączona została zakładka. Często, gdy towarzyszy książce ma formę dodatkowego gadżetu, który przeszkadza i często zostaje zawieruszony gdzieś tam. Tutaj zakładka jest integralną cześcią książki.Zawiera krótkie biogramy obu autorek oraz słowo wstępne od założyciela witrynysalon24.pl, Igora Janke. Świetnie pomyślana rzecz. 


Daniel Paczkowski
blog


***


Sajonara:  Spotkałem Panią Łyżeczkę oraz Sosenkę 


Rozdarty miedzy obowiązkiem podzielenia się wrażeniami ze spotkania, a przemożną chęcią zatopienia się w lekturze cennego nabytku, usiadłem za klawiaturąaby jednak spełnić pocztowy przywilej. 

Zetknięcie wirtuala z realem jest niezwykle ciekawym przeżyciem. To trochę jak z ekranizacją powieści. Nagle postać z naszej wyobraźni nabiera realnych kształtów i wszystko jest w porządku gdy wyobrażenia z dziełem realnym są zbieżne, ale gdy są rozbieżne to są dwa wyjścia. Albo rozbieżność nas mileza skakuje, albo niemile bodzie. 

Że też musiałem się spóźnić. Co ja się będę tłumaczył no spóźniłem się i tyle. A nie chciałem, bo spotkanie autorskie miało być nowym doświadczeniem. Co prawda z dziesięć lat temu byłem na spotkaniu z Wiesławem Myśliwskim, ale jako obsługa, a nie widz. Wtedy było tłoczno, duszno i sztywno. Tym razem było na odwrót. Byłem świadomym fanem, który wybrał się na niecodzienne spotkanie z autorkami, które znał tylko z blogowej aktywności. „Stara Drukarnia” dobrze pasowała do takiego wieczoru. Piwniczny klimat, ale duże okna. Drewniane krzesła, ale wyściełane. Świece, pianino, lampka i stare fotografie. Przede wszystkim Sosenka i Pani Łyżeczka. 

Pierwsza wcale nie jest nobliwą cioteczką, którą to dość mylnie sobie wyimaginowałem. Druga pasowała do moich wyobrażeń jak ulał, a nawet lepiej. Od dawna emanowały wspaniałym ciepłem, które przy bliższym kontakcie jeszczebardziej ogrzewa potargane dusze. Choć Sosenka potrafi pokłuć ostrym słowem i z pewnością ma wariackie papiery (jarosławskie korzenie zobowiązują) to przede wszystkim jest to radosna i sympatyczna dziewczyna. Pani Łyżeczka to nie kwoczka rozedrgana nad swoim potomstwem, ale matka wsłuchana w swoje dzieci, bo jest ciekawa drugiego człowieka co dała odczuć osobom, które pojawiły się na spotkaniu. 

Można było posłuchać o kulisach powstania książki, o pomysłach na blogowanie, o szerszym tle niektórych wątków z książki, o wspólnych pasjach i cudownej przyjaźni. Sosenka i Pani Łyżeczka są związane z Salonem24 kojarzonym raczej jako gorącym politycznym forum. Gdzieś w jego zakamarkach jest miejsce na wytchnienie, na herbatkę czy kawę, miejsce na bujany fotel i ciepło z kominka oraz z kontaktu z drugim życzliwym człowiekiem. Dlatego w ciągu kilku godzin spotkania ani razu rozmowa nie otarła się nawet o politykę. Nie padła żadna nazwa partii politycznej ani nazwisko z pierwszych stron gazet. Czyż nie inne sprawy są w życiu ważne? 

O tym przypominają nam obie blogerki za co im serdecznie dziękuję. A teraz z kubkiem ciepłego kakao idę wyprostować nogi pod pierzyną i zatopić się wuroczym świecie jaki znaleźć można u Pani Łyżeczki i u Sosenki.


Sajonara, "Spotkałem Panią Łyżeczkę oraz Sosenkę", Poste Restante 

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW