Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Życie pozagrobowe istnieje

2012-08-17 20:35:09, komentarzy: 2

Był wieczór. Pierwsze, co zauważyłam w mroku, to że na podwórzu u sąsiada stoi lokomotywa wąskotorowa. Zawsze prezentował paralotnię, motorówkę lub wagonik na szynach, ale tym nie. Tym razem o mało nie spadłam z roweru. Gdy podjechałam bliżej, stwierdziłam, że sąsiad kupił sobie koparkę. – Były plany lokomotywy wąskotorowej – potwierdził – ale kiedy przyjechałem na skład złomu, ktoś mi zabrał sprzed nosa. – Miał być też samolot – dodała z uśmiechem żona sąsiada.  

 

Wróciłam ze wschodniej Polski i zauważyłam, że duże miasto mnie przeraża. Po pierwsze, ktoś bezmyślnie zaorał horyzont. – Nie zaorał… - odpowiedział znużonym głosem rozsądek – tylko tam nigdy nie było wzgórz. To Równina Wrocławska….  Po drugie, nie wiem, gdzie jestem, i nie rozumiem, dlaczego nie znam ludzi, którzy mnie otaczają. Nikt nikogo nie zna, zaraz pójdzie w swoją stronę i już nie minie się z nim po raz drugi. – A jednak obcy! – zatriumfował rozum, który 2 tygodnie wcześniej cierpliwie wysłuchiwał, że TO na wschodzie to koniec świata i w ogóle osobliwość. Po trzecie, we Wrocławiu nawet drzewa są sztucznie sadzone i nie wyrastają z korzeni. Nowy, wielki dom w stylu brazylijskim  rozpycha maleńką działkę, wykrojoną chytrze z dużej działki sąsiada. Przed domem równy trawnik, na trawniku gładkowłosy pies i to drzewo – jeszcze taśmami przytrzymywane. – Fiii… – odezwał się na to rozsądek rodowitego kresowiaka – u nas też osadzają drzewka przy tyczkach.  Ale moje skojarzanie z drzewem wydało się nieśmieszne.  

 

Najgorzej, że zaczął drażnić mnie własny rower. Tam jednak wszystko było blisko, i zanim odpięłam grata od stojaka, decydowałam, że wolę odpalić trampki i udać się pieszo. Dokądkolwiek szłam, to spacerkiem, a jeszcze w dobrym towarzystwie, i prawdę mówiąc, rower skorzystał na tyle, że wreszcie zaznał generalnego remontu. Skoro nieużywany, przynajmniej w warsztacie se postoi… No więc pojechałam na pierwsze zwiady po peryferiach Wrocławia. Najpierw zaczęło mnie drażnić, że muszę udać się rowerem, potem że nie wiem po co on mi w ogóle, potem z niego… zeszłam. Szłam kilkaset metrów, poczułam zapach mokrego zielska w lesie i dopiero zrozumiałam, że TAM tak było. I że to właśnie było dobre.  

 

Nie muszę już sobie tłumaczyć, dlaczego tym razem odpowiadało mi, że Iza, Adam i ja, którzy po południu umówiliśmy się przy torze wyścigów konnych (a jakże), leżeliśmy przez dwie godziny w trawie z widokiem na przestrzeń. Żadnego sklepu ani pałacu. Rozmownych meneli i ryczących BMW, co wyłaniają się nagle zza zakrętu. A przede wszystkim, żadnego ekscytowania się osobliwościami cmentarza i posiłku pod płotem. Nic z tych rzeczy, a jednak byłam zadowolona. Leżałam z nogą założoną na nogę, patrzyłam w turkusowe niebo, po którym kursowały dwa sportowe samoloty, to znów na swoje opalone stopy. Znowu było dobrze. I myślałam, że jednak istnieje inne życie. Życie pozagrobowe!  

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • SławekP 20:27, 11 września 2012

    Ha, nawet życie pozablogowe istnieje! ;)

    Odpowiedz
  • Sławku 21:00, 11 września 2012

    Jeszcze jakie :D

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW