Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Zwiastowanie

2016-10-26 17:09:07, komentarzy: 0

Miał ciężką sylwetkę i niski głos. Mówił jakby z wysiłkiem, nie spiesząc się. Nie były to wykłady porywające. Z wykładu dziennikarskiego pamiętam tylko jedno jego zdanie: "Przyjmę każdy tekst". Zniknął z pola redakcyjnego i po latach dopiero spotkałam go dopiero na jakimś profesorskim pogrzebie. Dwa miesiące później ksiądz profesor sam nie żył. Zginął w wypadku samochodowym pod Środą Śląską, 15 grudnia 2011.


Przygotowywałam się do egzaminu w WORD w przekonaniu, że to mój "Rubikoń". Prawo jazdy - to miało być coś nie dla mnie, coś, czego nigdy nie powinnam opanować. Na kursie instruktor przechodził ze mną katusze: szaleńczy śmiech i lawina słów, przykrywających wieczny stres. "Co ja tutaj robię? On na pewno zaraz mi podziękuje. Ja się nie nadaję". Wariatka pewnie. Albo niewychowana. Ale powiedziałam A i zgodnie ze swoją zasadą, powiem B. Idę. W takich sytuacjach zawsze umawiam się z jakąś duszą czyśćcową, której dotyczy ta data. W tym roku umówiłam się z nim. 24 X to były jego urodziny, a innego dnia nastąpiła ta śmierć w wypadku... Może on właśnie wie, jak to jest z tą jazdą autem?


*


Wracałam z Brochowa. - Ostatni raz marznę na tej trasie na rowerze - wzdychałam z ulgą, widząc sznur "L" na tej popularnej trasie kursanckiej. Prawo jazdy odbieram za dwa tygodnie. Przetrwać zimę z dachem nad głową, a nie kaskiem. O rany...

 


Coś w sobie mam, że nie tylko mogę gadać bez końca, ale też ludzie sami zaczynają mi opowiadać życiorys. Sprzedawca zniczy streszczał mi swój kurs jazdy sprzed lat 30. - A teraz niech Ksiądz pomoże znaleźć swój grób - pomyślałam. Kobieta sprzątająca przy jakimś innym grobie od razu pokazała mi którędy.

 

 

To jest cmentarz przy Bardzkiej, odgrodzony od świata wiaduktem, a za tym wiaduktem jest nasz plac manewrowy. Więc on leżał tak blisko moich codziennych tras. Ks. prof. Piotr Nitecki. Zapaliłam znicz, który okazał się być w kształcie serca. Stanęłam w tych swoich rajtkach rowerowych i kasku, i myślę: "Dziękuję Księdzu za wstawiennictwo u Boga, bo..." Patrzyłam na płytę. Pod imieniem i datą, zza pęku chryzantem wyjrzały do mnie złotem wyryte słowa: "...bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych (Łk 1,37)".


Pękłam. Powiedziałam wtedy więcej, wszystko to, co chciałam, całe archiwum człowieka pracującego. Księdzu można się spowiadać. Dość udawania, wrzasku i śmiechu. Ja mówiłam, a on milczał, bo przecież nie jest wylewny. Powiedziałam swoje. Nie powiedział "nie". Powtarzał tylko cierpliwie, złotymi zgłoskami: "...dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych".


Ksiądz Nitecki podróżował Renault Clio, takim, w jakim zdawałam egzamin. To odkrycie dla mnie było wstrząsem.

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW