Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Zawsze mogą zwinąć asfalt

2012-10-21 20:27:47, komentarzy: 2

Na Dolnym Śląsku przepyszna jesień! Rano długo utrzymują się mgły. Szare stają się białe, a białe stopniowo przenika błękit i w końcu jeden błysk słońca wydobywa z półmroku złociste buki i dęby. Albo czerwone klony. Dzisiaj właśnie zrobiliśmy sobie trasę na zakończenie sezonu, w lasy koło Obornik Śląskich.

 

Bardzo spokojnie przemierzyliśmy odcinek od Osoli przez Górowo do Ligoty i Strupiny. Adam coś niezdrowo tęsknił za posiłkiem w starym stylu i wszędzie widział cmentarze. My z Izą w ciszy kontemplowałyśmy ciszę sosnowych lasów i ściernisk. W krzakach szamotały się bażanty, przeganiane przez wolno biegające koty i psy,  a na płatkach bladych jesiennych astrów przysiadły paż królowej oraz liczne pszczoły.

 

Jak wiadomo, spokój na naszej wyprawie nie trwa długo, więc najlepsze wydarzyło się na końcu.

 

Zmierzchało się już, gdy Strupinie, jak przystało na taką nazwę, wywinęłam orła wraz z rowerem na metalową kratę w jezdni. Noga spuchła, a poza tym - jak się okazało - obluzowałam wentyl w przednim kole. Do stacji w Skokowej - kolejna wieszcza nazwa (słynna Skokowa, gdzie  mniej lub bardziej szczęśliwie kończyły się już i zaczynały takie wyprawy i inne) - jechałam na formalnym flaku, jakie 2 km, tyle że Adam podpompował mi koło po drodze. Pociąg tym razem pomieścił naszą gromadkę. Rowery stały w przegubie, postawione na sztorc. Jeden przywiązany kablem do poręczy przy drzwiach wagonu. Koła, koła, koła - wszędzie, gdzie się spojrzało. Jak w wieży zegarowej. Kiedy pociąg stawał na stacjach, drzwi te szturmowali ludzie o skwaszonym wyrazie twarzy, Adam mozolnie odsuwał konstrukcję i torował im przejście. Jego wyraz twarzy również wiele mówił o tym, co sądzi o dodatkowych pasażerach. Było zupełnie jak w tym framencie "Pana Tadeusza":

 

Ale Gerwazy groźbą wcale się nie strwożył,
Prawą rękę poważnie na zegar położył,
A lewą wziął się pod bok; tak oburącz wsparty,
"Podkomorzeńku! - krzyknął. - Wolne pańskie żarty.
Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach
Śmielszy jest aniżeli puszczyk w cudzych dworach:
Co klucznik, to nie puszczyk; kto w cudze poddasze
Nocą włazi, ten puszczyk, i ja go wystraszę"

(Księga piąta. Kłótnia)

 

Koło obleganego tego wieczoru WC (pociąg dalekobieżny, gdyż jechał z Białegostoku do Międzylesia) znalazła się jednak jakaś pusta kabina, jakby po rozdzielni. Tamże wcisnęły się Iza z Zuzią, obwieszczając, że jest to przedział dla matki z dzieckiem. Rzeczywiście, dla matki, dziecka i dwóch sakw. Tam chowałyśmy się też w czasie wzmożonego ruchu na trasie  do WC i z powrotem. Czasem Zuzia przeciągle piszczała "taaata!" i wtedy ponad licznymi głowami grzybiarzy, złomiarzy i badylarzy niósł się głos Adama: "tuu jeeestem!" Nie było najgorzej. Nasza doświadczona współpasażerka dzieliła się z nami opowieścią o pociągach-widomo, któe do połowy są IR, a od połowy IC (uwaga!), albo takich, które psują się w drodze dwa razy. Pani ta z ulgą wysiadła na Popowicach. Na koniec zwróciła nam jeszcze uwagę na obietnice naszego premiera i na to, co możemy zastać we Wrocławiu. Okazuje się, że kiedy wykonawca drogi pokłóci się z miastem, może na odchodnym zwinąć asfalt, który wcześniej zdążył był położyć. To znaczy, drogę dla rowerów też.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Iza Fotołazik 11:23, 22 października 2012

    Ech.. błogostan powycieczkowy nie trwał długo, niestety.. Jak się przyłożyłam do łóżka by uśpić Zuzię to sama tak twardo przysnęłam, że spałam do rana.. Gdybym się przebudziła w nocy, jak mam w zwyczaju, usłyszałabym tego gnoja co zaopiekował się moim rowerem.. ;(

    Odpowiedz
  • Gość 20:26, 22 października 2012

    A ja tak przygrzałam tą nogą, że potem całą noc była ciepła i nie można jej było dotknąć. Ciekawe, czy powietrze dętka dalej trzyma.

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW