Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Wycieczka nothing inclusive, czyli uroki jazdy w pojedynkę

2014-04-13 22:28:32, komentarzy: 5

Ano, nie piszę... Od pół roku nie ma z kim stroić min do obiektywu i w ruinach pałaców naśmiewać się z kodeksu budowlanego. Iza zastrajkowała! Dzisiaj już po raz drugi wyruszyłam na wycieczkę sama. Nie mam w zwyczaju narzekać, ale muszę nadmienić, że się zdumiałam, gdyż mało z takiej wyprawy w pojedynkę pamiętam...


Tydzień temu wpakowałam się w jakieś polne bruzdy i podziwiałam polną kabinę WC, z której należy chyba korzystać w pozycji leżącej. Dzisiaj natomiast jeździłam w Dolinie Bystrzycy. Taaa, to te szlaki, które kiedyś przemierzaliśmy razem kilka razy do roku (strusie w śniegu, jazda przez Równinę Wrocławską na jednym biegu, bez hamowania i inne, co przedniejsze relacyje). Zwiedziłam odcinek od Mokronosu przez Smolec, Kębłowice, Skałkę i Sadowice. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to są całkiem krótkie odcinki. To tylko we czwórkę pokonujemy takie trasy z mozołem, od rana do wieczora. A więc dzisiaj nie było kłopotu z zaplanowaniem trasy i ze zdążeniem na pociąg. Nie było kłopotu z przystankami na zdjęcie, bo komu by się chciało brać aparat fotograficzny, kiedy z przyczyn praktycznych nie wchodzi się do lasu ani w ruiny? Nie było też kłopotu z hamowaniem przed każdym kolejnym sklepem, bo samemu jeść się nie chce. 

 

Raz napotkani turyści rzucili się w moim kierunku, gdyż miałam w ręku skarb - prawdziwą mapę "Okolice Wrocławia. Część południowo-zachodnia". Ale tak poza tym nawet most Baileya w Skałce, który tak głęboko dudni, gdy się po nim chodzi, nie mógł przykuć mojej uwagi.


Wiara i nadzieja wróciły mi dopiero w drodze powrotnej. I za to ja, potomek pradziadka - kresowego maszynisty i pradziadka - kresowego dróżnika, lubię Polskie Koleje: za ten czas, co stoi w miejscu. Dzisjaj zatem weszłam na stację w Sadowicach, gdzie ujrzałam dwie tablice i dwa rozkłady. Nad jednym napisano dumnie: "ROZKŁAD PRZYSZŁY". Nad rozkładem w domyśle aktualnym zapisano tylko datę ważności. Sprawdziłam tam pociąg, ale wtedy się okazało, że to i tak na nic, bo na stacji (oznakowanej walącym sie budynkiem zabitym deskami i do połowy pokrytym sprayem) nie ma tabliczek z numerami peronów - były na pewno, ale widać ukradli. No to poczekałam, aż przejedzie towarowy z Wrocławia, i uznałam, że mój osobowy DO Wrocławia wjedzie na tor sąsiedni. Wjechał na ten sam... Razem z grupą młodzieży puściliśmy się biegiem przez tory we właściwym kierunku. W pociągu pan kolejarz wypisał bilet, po czym szepnął do ucha: BILET DLA PANI, A ROWER GRATIS. TYLKO SZAAAA! 

 

Gdzie jesteście, Kompani?!

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Daniel 10:58, 17 kwietnia 2014

    Zauważyłem, że Twój adres e-mailowy, na który pisałem nie istnieje. W takim razie piszę tu: Wesołych Świąt!

    Odpowiedz
  • Sosenka 19:22, 18 kwietnia 2014

    A, rzeczywiście :) Odpisałam Ci na Twój e-mail znany mi z S24.

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 10:08, 2 maja 2014

    No cóż..
    Lajf is brutal end ful of zasadzkas >

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 10:10, 2 maja 2014

    Ale nadrobimy to jeszcze, obiecuję ^^ ;)

    Będzie tak czadowo, na ile tylko starczy węgla :P

    Odpowiedz
  • Sosenka 11:04, 2 maja 2014

    Izo, we fetorek!

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW