Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Warto pytać

2015-11-01 18:25:39, komentarzy: 0

Dziwne to było. Jakiś czas temu okazało się, że nawet cmentarz Grabiszyński jest mało bezpieczny. Kradzieże liter, podejrzane typy włóczą się bez celu. Przestałam chodzić na groby rodzinne położone w głębi, chodzę tylko wtedy, gdy jest więcej ludzi. Uznałam jednak, że całkowite porzucenie regularnych odwiedzin jest niewłaściwe, i postanowiłam nawiedzać w zamian jakiś obcy, ale zapomniany grób. Taki, który byłby położony blisko ruchliwej ulicy, żeby lokalizacja była bezpieczna. Trafiłam na taki niedaleko bramy. Nazwałam go - "pan Władysław".

 

"Pan Władysław" ma nagrobek z koszmarnego lastryka, jakie było w modzie, kiedy ja byłam całkiem mała i myślałam, że to jest właśnie prawdziwy granit. Stoi więc płyta ze słabo wyżłobionymi literami: "Władysław ....ski", daty. Niżej skromna rabatka, a na niej zmięta, spłukana deszczem kartka: "Grób przeznaczony do likwidacji". Zastanawiałam się dlaczego, skoro wciąż pojawiają się znicze i skromne kwiaty z plastyku. Kto o to dba? Czy żona? Czasem zaglądałam tam, wyrzucałam śmieci, wymieniałam wkład zniczowy. Ładne nazwisko, pogodne takie, kojarzy się z czerwonymi prymulkami. Zastanawiałam się, kim był "pan Władysław", skoro grób niestary, a jeszcze ktoś stawia tutaj doniczki.

 

Dzisiaj wracałam do swoich. Szłam, szłam i szłam przez ten cmentarz. Nie znalazłam grobu jednej wariatki, a bardzo chciałam. W plecaku miałam jeszcze kilka wkładów. - "Boże, jeśli chcesz, to wyślij mnie jeszcze do jakiegoś sąsiada, żebym tam zapaliła znicz". No i nie wiem, jak to się stało, bo byłam pewna, że idę w prawo. Ale szłam widocznie na przełaj, jak gdyby ktoś mną sterował. O! Grób Michalczyka, manifestanta w Stanie Wojennym, który dostał kulkę w oko. Ten znałam, kiedy byłam mała, tam zawsze jarzył się krąg świateł. Powinnam go dzisiaj mijać. Ale... Nagle zorientowałam się, że jestem nie na prostej drodze, ale na łuku. Poszłam wzdłuż płotu i widzę, że przy grobie "pana Władysława" już ktoś stoi. Zdziwiła się moim przybyciem, rozmawiałyśmy chwilę.

- Znałam ich - powiedziała drobna starsza pani - mieszkałam u nich na sublokatorce przy ...wej. To byli bardzo dobrzy ludzie.

- A kim był ten pan? 

- Pracował w X. O, i biegał! To sportowiec był!


Poczułam dotknięcie w środku. No to już wiem, dlaczego szukając kiedyś grobu "do pamiętania", zostałam przysłana właśnie tu. Naszarpałam się z rowerem, gdzie by go przypiąć, i po prostu skręciłam w prawo. "Sportowiec"! To dlatego bratnia dusza. Próbowałam tej pani wytłumaczyć, ale otrząsnąwszy się ze zdziwienia, mówiła bardziej do siebie. O dwóch synach, z których jeden pochowany z matką, ale w innym zupełnie miejscu, i drugim, który był portierem gdzieś tam i nie wiadomo, czy żyje. - A ten dom ktoś po nich kupił. Bardzo dobrzy ludzie!

Odwróciła się jeszcze:

- Do widzenia ...Ale że pani tak z drugiego końca cmentarza???
- Do widzenia. Może się jeszcze tutaj spotkamy?

 

Pierwsze spotkanie przy tym grobie po dwóch latach przypadkowych wizyt. Ciekawa jestem, czy to nie początek jakieś ciekawej historii: do omówienia, do spisania, do połączenia na papierze obcych względem siebie i niewyraźnych ścieżek, które znienacka krzyżują się po to, żeby potem szła jedna gruba linia przyjaźni, pomocy i pamięci żywych. Wszystkich Świętych dzisiaj.

Kategorie wpisu: Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW