Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

W pojeździe kosmicznym

2016-03-17 20:13:00, komentarzy: 0

Boję się. Ja nie nadaję się kierowcę. Ja kogoś zabiję na drodze. Mam wizje strasznych wypadków z własnym udziałem. Próbuję, bo jestem piłowana przez ciocię, która zaczęła jeździć, mając 60 lat. We wtorek 8 marca poszłam sprawdzić szkołę jazdy. Założyłam sobie tak: jeżdżę z instruktorem, zdaję z egzaminatorem, a co będzie dalej, nieważne. W szkole na dzień dobry usłyszałam: – Pani myśli, że pani jest jedna? Ja tu mam cała grupę takich, które się kiedyś obraziły na cały świat, a teraz wracają do prawka, bo muszą.


Szczegół zwiastuje dobrą metodę wychowawczą: ten instruktor nie daje wyboru. Gdy się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Nad teorią się nie rozwodził: wyłożył podstawy, a reszty kazał nauczyć się samemu, z testów i podręcznika. Kilka wykładów i od razu jazda. Polegało to na tym, że instruktor usiadł po stronie kierowcy, ja na miejscu pasażera, dojechaliśmy do jakiejś drogi wewnętrznej i tam nastąpiła bezlitosna zamiana ról. Najpierw kontrolnie odpytał mnie z przepisów (akurat pamięć mam dobrą), potem padła komenda: – Pani się przesiada na miejsce kierowcy. Prawdę mówiąc, to uważałam, że on nie wie, co czyni. „Oddać auto w moje ręce?” Nie wiem, co działo się dalej. Pamiętam tylko, że dawał mi krótkie komendy, a samo auto pędziło po tej drodze wewnętrznej z jakąś straszliwą prędkością. Na pewno nie wynosiła ona więcej niż 30 km/h, ale po przesiadce z roweru to jednak robiło na mnie wrażenie, zwłaszcza że auta nie da się zahamować nogą.

 

Po powrocie do OSK byłam pod wielkim wrażeniem, że nie doprowadziłam do kolizji. Ponieważ miałam przed sobą perspektywę następnych 29 godzin, musiałam się jakoś ubezpieczyć. „A nuż się okaże, że nic z tego i będę się mogła wycofać rakiem?” Nie mogłam go wprost zapytać: – Czy pan uważa, że ja mogę kogoś zabić na drodze? Zapytałam więc, czy jego zdaniem nadaję się na kierowcę. Instruktor na to surowo, że on po dwóch godzinach nie może ocenić, i dodał z wahaniem: „Jeśli będzie pani tak zestresowana jak dziś...” Przykazał robić testy i poszedł sobie. Jeśli on nie może ocenić, ja muszę przyjść na kolejną lekcję. Poczułam, że albo zamknę oczy i skoczę w przepaść w sposób kontrolowany, albo zostanę tam strącona mimo woli. Muszę zaakceptować pierwszy scenariusz.

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW