Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

W paszczy wielkiego miasta

2017-01-17 19:50:40, komentarzy: 0

Pierwsza wyprawa w głąb miasta. "Tam jest prosto" - mawiał Instruktor, kiedy wzdrygałam się przed nową trasą, pociętą torami i pasami na jezdni. Dzisiaj sama już analizowałam przelot przez wiadukty, uliczki strefowe i ciasne skrzyżowania. Bałam się. "Tam jest prosto" - powiedziałam sobie wreszcie - "Nie może być inaczej. Bo wszyscy muszą dać radę".

 

W paszczę wielkiego miasta wjeżdżało się prościej, niż się z niej wyjeżdżało. Była godzina 13 i auta za mną jechały wolniej, niż jechałam ja sama (pewnie się bali zielonego liścia). Ktoś mnie wyprzedził, na zdrowie mu, miał auto terenowe. Na parkingu osiedlowym sporo miejsca, tylko że wszędzie lód.

 

Kiedy o 14 wyjeżdżałam ze strefy, wchodziłam już między auta ustawiające się w kolejkach i wlokłam się za nimi w zatorach drogowych. Gdzieś pomyliłam pas i zajechałam drogę. Jechałam z lewą ręką uniesioną nad barkiem, kapitulantka: "Przepraszam!" Ten nawet nie zatrąbił. Ha, a może zielony liść sama przeprasza za mnie?!  W ciasnej ulicy Stacyjnej dałam plamę. Pchałam się przed siebie, omijając ciasno zaparkowane auta, zamiast przepuścić jadących z naprzeciwka, na których pas byłam zmuszona wjechać. O! Korek?!

 

I ta ciężarówka na Strzegomskiej, jadąca dwoma kołami moim pasem ruchu. Odruchowo uciekłam w prawo, a tam pas dla rowerów. Jak zrozumiałam, co zrobiłam, oblał mnie zimny pot.

 

Wiadukty obejrzane wprzódy na Google Street View (stary mój patent przed egzaminami) "nie groziły śmiercią lub kalectwem", nie musiałam zaciągać ręcznego i powtarzać mojego ulubionego manewru z placu: ruszania pod górkę. Rano miałam o tym rozmowę przy stole. - Ruszanie z ręcznego to w górach... - jęknął Asystent drogowy, bo już nie mógł słuchać szóstego pytania o wiadukt.

 

Kiedy zjechałam do Strzegomskiej i przykładnie stanęłam na STOP, autobus miejski ciepło mrugnął oczami. - Jedź, kobietko, proszę! Jeszcze jeden wiadukt i byłam na prostej, i byłoby dobrze, gdybym nie próbowała ścigać się z tramwajem. Nie pomyślałam, chociażby regułką, że nie wjeżdża się tam, gdzie nie ma możliwości kontynuowania jazdy, a już na pewno, gdy po drodze są tory, a ja nie widzę świateł, bo stoję już za nimi.

 

Popełniwszy drugi ciężki błąd, doznałam olśnienia, co właściwie robię.

 

Kierowcy dają początkującym radę: "Wybieraj sobie porę, kiedy jest mały ruch". I ja najwyraźniej, od czasu skończenia kursu stale ułatwiam sobie życie. Jeżdżę, kiedy mi wygodnie, a nie wtedy, kiedy muszę się liczyć z trudną sytuacją. O mało nie doprowadziłam dzisiaj do kolizji. Wypada wreszcie podnieść sobie poprzeczkę. Jeszcze nie w piątek po południu, ale też już nie w porze, gdy - jak określił to Instruktor - "dziadki są na promocjach w Biedronce".

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW