Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Ulica Relaksowa, albo gryka wieczorową porą

2015-06-08 11:35:18, komentarzy: 0

- O! Dotacja się skończyła! - stwierdziła Iza. Po oględzinach terenu okazało się, że to nie żart. Sądząc po stanie bocznych dróg, dotacje fabryczne, unijne i powiatowe dawane są chaotycznie i czasowo. Piękna droga dla rowerów w pobliżu fińskiej fabryki kończy się w trawie, asfaltówka na Bielanach ginie w chaszczach, i tak dalej. Lubimy bruk, więc brak dotacji nam nie przeszkadza.

 

Szkoda, że nie robimy już wycieczek, tylko improwizowane wypady podmiejskie, ale dobre i to. Dobre i podmokłe łąki na skraju starej Kleciny, dżungla nad Ślęzą i chaszcze, gdzie mieszkają bezdomni.

 

Adam upierał się na wycieczkę do Kątów, o całe 3 godziny za późno, no i o parę lat za wcześnie w stosunku do planowanej reaktywacji linii kolejowej nr 285 do Sobótki (ilez krwi napsuł nam jej brak - ani wycieczki zaplanować, ani wrócić do normalnej porze). Pozostało nam krążenie pustymi szlakami wokół koreańskich fabryk. Ze strny urzędowej witały nas tam dumne napisy o tym, kto wybudował daną ulicę, a ze strony firm obłudne uprzejmości typu: "Welcome to Djing-Dang" (fabryki te nie cieszą się dobrą sławą), Adam proponował ulicę. Skośną i ulicę Oka, co by dało ul. Skośnooką, i koledzy z Wyborczej mieliby nowe zadanie śledzenia "przejawów rasizmu" - satysfakcja murowana.

 

W Nowej Wsi Wrocławskiej zobaczyliśmy stodołę z wytłuczonymi oknami, ale całym dachem, i tabliczką: "Obiekt remontowany metodą gospodarczą". Bardzo ciekawa zapowiedź, którą tłumaczył napis na innej tabliczce, która wisiała niżej: "ul. Relaksowa".  No, taką metodą "gospodarczą" remontowana jest od 25 lat cała Polska. Z ławeczek przydrożnych obserowali nas zmęczeni, spracowani rolnicy.

 

Słońce zachodziło na koralowo, jak ogromna piłka, na tle ciemnej gęstej chmury nadciągającej z zachodu. Rowerzyści zatrzymywali się i robili zdjęcia. Fiolet od nieba spotkał się w końcu z fioletem od dołu. - Co to jest?! - zadrżała Iza, wskazując polekwiatów tuż przy samej autostradzie. - Lawenda? Nie. Gryka... wieczorową porą? W świetle zachodzącego słońca pyszniło się pole kwiatów, ponad nim bielały kominy fabryk. Auta pędziły, kierowcy klęli, trąbili, Ślęża siniała na horyzoncie, kwiaty pachniały. Ktoś nie wytrzymał, wyrwał się z tego strumienia samochodów i wjechał na pobocze.  Stał i kucał, i robił fotografie.

 

Zjechaliśmy z wiaduktu do Zabrodzia. Adam utrwalił jeszcze stary, kuty z żelaza płot, "zanim go ukradną" (sam wyglądał, jak gdyby kradł), przy którym ktoś postawił na chodniku krzesło biurowe obrotowe dla zmęczonych pijaków.

 

Zjeżdżaliśmy w dół po bruku, witani fanfarą "Apelu Jasnogórskiego" z kościoła na Klecinie. Był klimat trochę pielgrzymkowy, trochę włóczęgowski. W parny wieczór, po drodze z kocich łbów wzdłuż wiejskiego cmentarzyka, na okulbaczonych wierzchowcach, ku gotyckiej wieży kościelnej.  Po lewej i prawej zaczęły wyrastać bloki.  Zniknęły dzikie czereśnie.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW