Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Trzeci dzeń Świąt, albo Wigilia w lesie

2013-12-28 12:44:16, komentarzy: 11

Wilgotne, szare liście buku i dębu przykryliśmy żółtą płachtą przeciwdeszczową, a na nią wyłożyliśmy kolejno: makowiec polany białą czekoladą, babkę piaskową, pasztet oraz barszczyk w butelce. Z mojego plecaka wysypały się natomiast gryczane ziarna - pozostałośc po zakupach. Iza sądziła, że to kutia. 

 

Istna Wigilia w lesie! Siedzieliśmy na szczycie jakiegoś wzgórza, na Wzgórzach Niemczańskich, i jedliśmy drugie śniadanie. Wiał ciepły wiatr, a spoza nagich gałązek drzew wyglądały mgliste zarysy Gór Sowich i Bardzkich  - Zaiste, grudzień... - stwierdziłam i na to gruchnęliśmy śmiechem. Była to nasza pierwsza od 3 lat wycieczka w starym stylu, to znaczy we trójkę, bo Zuzia tego dnia została z ciocią. Na wycieczkę dla Zuzi jeszcze jest za zimno.

 

Szliśmy tego dnia z Wilkowa, wioski położonej na trasie z Wrocławia do Dzierżoniowa. W Wilkowie jest biały pałac, wystawiony na sprzedaż (renesansowy, zda się, ale z pegeerowską przeszłością) oraz biały kościółek, zewsząd obmurowany płytami nagrobnymi niemieckich wielmożów (i jednego pana o wyglądzie ruskiego bojara). Adam i ja ustawiliśmy się po dwóch stronach jednej takiej płyty i ucharakteryzowaliśmy na parę renesansowych nieboszczyków, to jest - na postacie wyryte w kamieniu. Adam nacisnął czapę na czoło, wsunął prawicę za pazuchę, a ja zakneblowałam usta szalikiem i złożyłam dłonie. Iza, która robiła zdjęcie, pokazałz nam gotowy obraz: wyglądamy tam jak DWA ZBIRY.

 

Dalej wędrowaliśmy przez pola i dzikim wąwozem, przeciętym strumieniem. Z drzew zwisały powoje, ptaki krzyczały, wiatr wiał, a Adam gadał na temat swojego ostatniego hobby, czyli Józefa marszałka Piłsudskiego, domu w Zułowie, pożaru w Zułowie i dębu w Zułowie (z podziałem na epoki historyczne, w których przyszło temuż drzewu wzrastać).

 

Kiedyśmy skończyli wieczerzać na szczycie, złapaliśmy czerwony szlak z Łagiewnik i poszliśmy w stonę Niemczy. Poranne mgły opadły i teraz ponad gęstymi, wysokimi trawami (po pachy!) w kolorze lnu wznosiła się Ślęża, otulona słodkimi kolorami (wiosna???): błękitnym przechodzącymw  turkus, kremowym i różowym przechodzącym w koral. Niżej znaleźliśmy jakiś paśnik i Iza zrobiła sobie w nim uroczyste zdjęcie, ale wnet nadjechał leśniczy i musieliśmy zatrzeć za sobą ślady.

 

Na północy i wschodzie rozciągały się zielone doliny (ozimina?), upstrzone czerwonymi dachami domeczków. Bajka! Zeszliśmy niżej: w dole leżała Niemcza, o jesiennym i zimowym zmierzchu przypominała ona zawsze średniowieczne miasteczko jak z powieści "W grodzie żaków". Dziwnym trafem, na naszym ulbionym przystanku, gdzie spędziliśmy już tyle mroźnych wieczorów, złapaliśmy ten sam pks, którym przyjechaliśmy rano. Na karoserii widniał dumny napis "Szmugler Reisen", albo coś takiego. Od jakiegoś czasu jeżdżą po Dolnym Śląsku autokary z niemieckimi napisami reklamującymi kurort Bad Jakiśtam, i np. krakowską rejestracją. Ten nasz egzemplarz dodatkowo jechał w rytmie astmatycznym: Yyy...! - rozpędzał się - wiuuuu...! - hamował za chwilę. Autokar z drugiej ręki.

 

Srebrzysto-brązowy zmierzch zapadał  nad Pogórzem Sudeckim. Na przełęczach, jak robaczki świętojańskie, roiły się światła samochodów. Iza patrzyła przez okno, zamyślona, i mówiła, że marzy jej się prawdziwa, zimowa wycieczka, "w kopnym śniegu". Ha, ha, ha! Dzień wcześniej nawet rektor KUL*, w mdłym, jak zwykle, liście na II dzień Bożego Narodzenia zauważył, że w czasie świąt "czasem prószy śnieg". Właśnie: czasem.

 

--

* Czy 26 grudnia list reklamujący KUL  to nie strata czasu? Kazanie tego dnia powinno być krótkie i na temat.. Listy rektorów KUL zawsze był przeraźliwie nudne. Tegoroczny był tylko mdły: poetycki w tonie, wtórny, gdy chodzi o myśl (no, z wyjątkiem uwagi o śniegu), a usypiający w efekcie. Był też prośbą o wsparcie, a ja od kilku lat nie daję na KUL. W moim odczuciu uczelnia ta, centymetr po centymetrze, "idzie w ilość, a nie w jakość", a kiedy chce podreperować wizerunek, zaczyna trąbić o tym, że przecież studiował tutaj "umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II".

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Marco 22:24, 28 grudnia 2013

    Sam nie wzgardziłbym taką Wigilią w lesie!

    Odpowiedz
  • Sosenka 21:32, 4 stycznia 2014

    Każda chwila z Przyjaciółmi staje się czymś osobnym: posiłek w lesie - Wigilią, przystanek, gdy siedzimy na... kubłach na piasek (zima) - seansem w kinie tj. oglądaniem rozgwieżdżonego nieba i samolotów.

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 17:03, 12 stycznia 2014

    Olu, obawiam się że z pewnymi Przyjaciółmi takie "seanse" mogłyby się stać aż nazbyt fantastyczne, a Wigilie rytualne ^^
    I wtedy naprawdę byłoby ci ciężko wytłumaczyć czytelnikom, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, a nie tylko w twojej głowie ;)

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 22:31, 28 grudnia 2013

    Co się odwlecze... No ;)

    Odpowiedz
  • Sosenka 21:32, 4 stycznia 2014

    Coś się ostatnio za bardzo "odwleka"!

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 17:19, 12 stycznia 2014

    No cóż... Jeśli chodzi o szalone pomysły, to jakoś ostatnio opuściła mnie wena- przynajmniej w dziedzinie turystycznej ^^ :/ Przydałaby się gruntowna reaktywacja w tym temacie ;) Wygląda jednak na to, że wyczyny naszego Świrniętego Tercetu pozostaną sportem elitarnym dla wybranych, i nie ma co czekać na "powiew świeżości" w postaci nowych członków klubu o.O

    Odpowiedz
  • Sosenka 21:40, 4 stycznia 2014

    A! Warto wspomnieć o widoku przy centrum handlowym Bielany: w rowie za wiatą PKS leżały dwa wózki na zakupy. Spieszył się ktoś do autobusu i nie zdążył odprowadzić...

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 17:38, 12 stycznia 2014

    Wiesz, one pewnie czekały tam specjalnie na nas i jakiś nasz "nocny powrót" do domu ;)
    Marzy mi się taka jazda sklepowym wózkiem szosą o poranku, jeśli wiesz co mam na myśli :P
    To takie moje niezrealizowane marzenie jeszcze z czasów liceum ^^
    Tylko w tamtych czasach byłam zbyt nieśmiała, by je wprowadzić w czyn o.O
    Ale teraz to co innego ^^ Obawiam się, że mogłabym tego w końcu dokonać, i to bez kasku :3
    Popchałabyś mnie? A może by tak wyścigi wózków, co? :P
    Ech, te moje świetlane wizje i "idee fixe".. o.O
    Ale chyba już do śmierci się z tego nie wyleczę :P

    Odpowiedz
  • Sosenka 21:20, 14 stycznia 2014

    Jazda wózkiem sklepowym? Ależ my to zrobimy, trzeba tylko znaleźc znajomych w sklepie, niedaleko Twojej pracy (po godzinach0 :))))

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 3:19, 15 stycznia 2014

    Hehe, no to umowa stoi :p
    Jeśli chodzi o wózki, to mamy dwa takie ogromniaste w komorze przyjęć, do wywożenia kartonów na śmietnik ^^ Mogliby my je wypożyczyć, coby market nie posądził nas o kradzież i nie ścigała policja, jak się już pewnym podobnym do nas świrusom ponoć zdarzyło :3 Tylko dokąd byśmy nimi pojechali? O.o Może na lotnisko? ^^ :P Albo dalej, na poranny piknik nad Bystrzycą :3
    Wiesz, jak dzisiaj spuszczałam kratę mego przybytku przy wtórze rżenia mechanicznego patataja dla dzieci, obserwując króliki w klatce wystawionej przed sklepem zoologicznym obok, to już wiedziałam, że zrobimy to na bank, choćby nie wiem co ;)

    Odpowiedz
  • Sosenka 21:51, 17 stycznia 2014

    Wózkiem na śmieci? :) Ależ proszę bardzo :))))) Można by na lotnisko, przez Rondo Pileckiego, będzie widokowo :))))

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW