Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Też historia

2016-12-03 17:14:50, komentarzy: 0

Dostałam propozycję stawić się o godzinie 10 w Lutyni, gdzie chłopaki defilowali w mundurach armii Fryderyka Wielkiego (rekonstrukcja bitwy). Problem w tym, że na trasę do Lutyni  rowerem za zimno, z kolei na trasę autem mam za małą wprawę. Zostałam w domu ze szmatą, gąbką i szczotką, a moim historycznym wyczynem był wyjazd do sklepu po zakupy. Wielki to był wyczyn.

 

Nie cierpię wyjazdu z posesji. Za 4. chyba razem, jak mi zgasł silnik, zrozumiałam, że auto nie utknęło na wyboju, tylko zablokowało się bokiem w bramie. Wyjechałam wtedy prawidłowo i prawidłowo dotarłam do sklepu.

 

Jednak najlepiej jedzie się w pojedynkę. Nikt nie miauczy "szybciej, bo będą trąbić", i jadę z maksymalną dopuszczalną prędkością. Poza tym radio milczy, nie nadając o różnorodności i różnych przejawach walki klasowej. Swoją drogą, radio nadaje teraz wszędzie, w sklepach, w autach, w ogrodach, w prywatnych pokojach podczas spotkań. Jak gdyby jego wycie miało coś zagłuszyć.
 

Radia w tle nie cierpię. W aucie je wyłączam i mam spokój dla powtarzania wiadomości z kursu. Jakieś błędy oczywiście robię - nikt mnie od nich nie ustrzeże i dlatego od razu się uczę. Tu za dużo gazu przy starcie, tam za dużo gazu na zakręcie. Skrętu do sklepu o mało nie przegapiłam, ale jechałam bardzo wolno, i kierowca za mną, litościwy dla człowieka z liściem na szybie, uprzejmie poczekał. Zaparkowałam prostopadle i na prostych kołach... na linii rozdzielającej dwa miejsca postojowe. Manewr technicznie był dobry, ale trochę spóźniony (spóźniłam skręt kierownicą).

 

 

Jak dobrze jest po prostu otworzyć bagażnik, wrzucić tam pięć butli z wodą i wygodnie odjechać w dal. Zwykle trzeba było pakować dwie sakwy, o wodzie nie było mowy, ale pakowało się inne ciężkie rzeczy. Bagaże przewracały mi rower, a ja będąc zmęczona, czasem przewracałam się razem z rowerem. Zimno, wiatr, zmierzch. A tak, spokojnie wykonałam procedurę poznaną w szkole - fotel, lusterka, pasy... - nikt nie miauczał, że to niepotrzebne, bo wiem, że wtedy nie zapominam o światłach i hamulcu ręcznym.

 

W aucie jest sucho, cicho i spokojnie. Jedziesz, ale nie miota tobą podmuch mroźnego wiatru, i żeby pokonać zakręt, nie trzeba dociskać mięśni ud, podczas gdy koła stawiają mocny opór. Pojazd unosi cię sam. To też jest czasem potrzebne.

 

Wjechałam na drogę główną i chociaż miałam ochotę pojechać na skróty, uznałam, że trzeba się uczyć jazdy tak zwaną arterią. Prędkość 50 km/h, przejścia dla pieszych, chwiejnie jadący skrajem chodnika rowerzysta (noga z gazu - nikt nie miauczy, że to zbędny manewr), auta, zza których ktoś może wyskoczyć, i mnóstwo pieszych pętających się względem sklepów. Wiadomości przypominały się same: "głowa, lusterka, martwy punkt, kierunkowskaz" (jedna ze stałych formułek na kursie), hamowanie silnikiem. Powoli! Ech, żebym tak jeszcze nogę daleko od sprzęgła... Na światłach jakiś debil (że użyję określenia Instruktora) zajechał mi drogę przez linię ciągłą, ale pies mu mordę lizał. Poradziłam sobie, przy skręcie w ciasną ulicę nie wjechałam na pas przeciwny i na teren posesji też wjechałam poprawnie.

 

Wczoraj było około 3 C, wiał zimny wiatr z deszczem, ale zrobiłam 20 km po mieście rowerem. Dzisiaj nie miałam już siły na powtórkę dystansu, mimo że pogoda bardzo dobra i niebo niebieskie. "Wybacz, Wasza Wieylmożność, moją absencyę na bitwie" - zameldowałam wiernemu towarzyszowi wędrówek - "bo prace przystojne niewiastom czynić muszę, wiktoryi W. Panu najszczerzej życząc". Na co Aqq z godnością odpowiedział: "Wojna nie jest rzeczą niewieścią. Czyń swą powinność". Atrakcja mnie ominęła, bardzo byłam ciekawa rekonstrukcji, o których Aqq opowiada z zapałem, więc chociaż wynik bitwy znałam od dawna.

:)

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW