Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Striegauerwasserexpedition

2016-09-30 10:00:34, komentarzy: 0

Wierny fan Fryca Wielkiego i wszelkich germanizmów, jako kolorytu lokalnego, wymyślił wycieczkę z Mietkowa wzdłuż rzeki Strzegomki. Niewiele, trzeba powiedzieć, tej Strzegomki zobaczyliśmy, klepiąc głównie asfalt. U kresu zaś trasy zatrzymał się na jezdni uprzejmy młody człowiek, podróżujący skodą, i zapytał, czy nas podwieźć do Kątów Wrocławskich. Nietęgą miał minę, gdy usłyszał, że dla nas kwestią honoru jest dojść tym asfaltem do końca. - Striegauerwasserexpedition - charczał Aququ z wzorowym germańskim akcentem.

 

Aququ maszeruje, wykrzykując komendy: vorvaerts!, jawohl!, alles klar!, sieg... ("o cholera, chyba przesadziłem"). Dochodząc do siedzib ludzkich, w myśli układa rozmowę z właścicielem: "Przychodzę tu z zamiarem pokojowym, a za mną idą czołgi". W polu i w lesie liczą się dla niego przede wszystkim pomniki wojenne, dawne bunkry, okopy i pola bitewne. Kiedy wędrujemy wzdłuż pałacowego parku, on ciągnie gawędę o pruskim pułkowniku, który nawiedzał w szpitalu swego polskiego wroga. Opowiada z zacięciem, jest bardzo oczytany i lubi mieć słuchaczy, a że opowiada barwnie i wesoło, to i słuchać warto. Patrzę na drogę przed sobą i widzę postacie w trójgraniastych kapeluszach, wozy i lawety... Dzisiaj też zaliczyliśmy pruskie okopy i hitlerowskie bunkry, a w dodatku musieliśmy zajrzeć do każdej stadniny. "Idzie żołnierz borem, lasem..." - nucił z przejęciem Aququ, tłumacząc mi przy okazji, że to najstarsza polska pieśń żołnierska, bo już nie rycerska, oraz ile kosztuje utrzymanie konia i jaki też los spotyka konia, którego pan rzeczywiście padnie na polu bitwy.


Jak przystało na patrol wojskowy, kierowaliśmy się drogowskazami. Jeden była to tablica obracająca się wokół słupa o 360 stopni. Żółty znak ostrzegawczy, informujący o nieczynnym przejeździe kolejowym, powinien patrzeć w oczy kierowcom, ale nie wiedzieć czemu, ktoś obrócił tablicę w stronę pola i teraz to znak ostrzegał pasące się krowy. Aqq chciał ją nawet odwrócić licem do drogi, ale pojął wagę sytuacji, i uznał, że nie należy czynić tego samowolnie. Drugi zaś znak spotkaliśmy jeszcze w Mietkowie:


 Aququ

 

Drogowskaz niezgodny z dyrektywą Unii: "Wrocław -> Śnieżka <-" (Fot. Aququ)


Około południa doszliśmy do Kątów Wrocławskich i po piętnastu minutach już siedzieliśmy w pociągu. Szynobus cicho i sprawnie podrzucił nas do miasta.

Jadąc ze stacji około Cmentarza Grabiszyńskiego, natknęłam się na piękny motyw ludowy. Otóż usłyszałam stękania i chór męskich głosów. Zatrzymałam rower i nie pożałowałam decyzji. Cmentarze, z racji swej powagi, wiele wnoszą do ludzkiego życia wiedzy na temat priorytetów i znaczenia drobiazgów. Na przycmentarnym chodniku uwijało się właśnie około 8 mężczyzn w zielonkawych mundurach, w tym jeden bez marynarki, którzy razem i usilnie spychali z krawężnika źle zaparkowany zielonkawy samochód - zawalidrogę. Zaś na tyłach dopingował ich cały autokar pełen mężczyzn w takich samych zielonkawych mundurach. To sytuacja równie ciekawa, jak na kursie, gdy pierwszeństwo wymusił na mnie karawan z przyczepą. Na boku miał wymalowany szyderczo brzmiący napis "Memento". 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW