Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Śruba od łóżka

2014-11-07 20:53:35, komentarzy: 0

"Gałka od łóżka" jest to tytuł powieści dla dzieci, z której pamiętam tylko to, że kiedy przekręciło się gałkę od łóżka, to ono wzbijało się w powietrze i latało. U nas tę funkcję dzierży śruba od łóżka, które napatoczyło nam się zeszłej niedzieli przy drodze w Pasikurowicach. Jedna śruba od łóżka przywróciła holownicze funkcje wózka Zuzi.


Zeszłej niedzieli pojechaliśmy na wycieczkę pieszą. Szynobusem dojechaliśmy do Pasikurowic. Dobrze piszę: Psie Pole, Kotowice, Zakrzów i Pasikurowice – takie piękne nazwy tworzą topografię terenu na północny wschód od miasta. Wbrew pozorom, osiedla te rozrastają się pięknie, powstają nowe wygodne domki, przedszkola i sklepiki. Kurnika ani psiarni nie przypominają.


Naprawa wózka za pomocą łóżka

Wrześniowy upał złocił pola i polne drogi. Wlekliśmy się szosą, zgrzani potem. Iza robiła zdjęcia moim aparatem, bo jej znajdował się w rękach Pana Złodzieja. Ja miałam przy sobie psa, tak że każdemu coś piszczało za plecami, a to pies, a to dziecko. Zresztą, pies męczył się na gładkim asfalcie i w pewnej chwili wykąpał się w zielonym stawku – wystarczyło dotknąć mokrego psa i na ręce wyskoczyła mi pokrzywka. Potem zaś wszedł w kukurydzę, gdzie wytarzał się w zdechłym kocie.

Adam miał rower Izy, a Iza nie miała roweru, bo rower Adama stał w domu rozsypany. Zepsuta też była przyczepka Zuzi. Ale na drodze do kościółka Adam dojrzał ramy od łóżka porzucone pod płotem. Wprawnymi ruchy wymontował z nich kilka zgrabnych śrub i okazało się, że ratują one sytuację z Zuzinym wózkiem.


Przejścia dla zwierząt, a dla ludzi niet

Przyjemność wędrówek przed siebie zepsuła nam autostrada A8. Kiedyś człowiek szedł byle dokąd i zawsze dotarł do wioski za lasem. Teraz idzie się i wali głową w mur ciągnący się wzdłuż autostrady. Mimo pierwszych przymiarek nie byliśmy w stanie przejść na drugą stronę tunelem dla zwierząt. Po 2 godzinach krążenia po Ramiszowie i wzdłuż hajłeja, byliśmy już tak zmęczeni, że po przejściu A8 górą (tak, w końcu się most znalazł…) usiedliśmy w trawie… koło tej drogi i zjedliśmy podwieczorek. Puściłam psa wolno. (Śmierdziel był, po kąpieli w zielonym stawie). Zawsze ucieka, ale jak teraz zobaczył jedzenie w rączce dziecka, nie odstąpił od Zuzi na krok. Wzór psa, po prostu.


Zakrzów zza krzów

Iza od dłuższego czasu wzdychała za wycieczką po lesie. Weszliśmy do pierwszego z brzegu lasu. Tu wrąbaliśmy się w labirynt dróg. Każda prowadziła do głębokiego rowu z zieloną wodą. Trzeba było wrócić przez chaszcze do punktu wyjścia.

Tutaj mieliśmy się rozstać, bo ja zamierzałam odstawić psa do domu i pójść na niedzielną mszę. Iza z Adamem planowali dojść do stawów pod Zakrzowem, ale tam też się nie dało dojść. Już sama nie wiem, czy to też była zasługa jakichś rowów, ale chyba tak.


Było już koło 18. Wściekła jak osa ruszyłam szosą w kierunku Wrocławia, wlokąc ze sobą psa. Po drodze Iza, która miała ze sobą moją mapę, dopytywała mnie przez telefon, którędy ma iść. Cóż miałam rzec – ulica Wrocławska mogła prowadzić tylko do jednego celu… W końcu zostawiła również wściekłego Adama (te stawy, te stawy!) w jakichś krzakach i sama, rowerem goniąc, dołączyła do mnie na Psim Polu. Tam zapakowałyśmy się do autobusu miejskiego (rozmaite paniusie kręciły nosem na przewóz psa – one sądzą, że pies i rower to „za darmo”) i szczęśliwie przebyłyśmy zmrok pod gościnnym dachem Volvo. Natomiast pies jak wróciłam do domu około 20, spał do 12 w południe następnego dnia.

 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW