Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Spotkanie w Tajnych Kompletach - relacja

2012-07-06 07:40:16, komentarzy: 22

Przejście Ganrcarskie pochrzaniło mi się z Sukiennicami. Okazuje się, że w Przejściu nigdy wcześniej nie byłam.  Klubo-kawiarnia Tajne Komplety, w nowo wyremontowanej Kamienicy Artystycznej - rozkoszne miejsce. Lokal zastawiony regałami, zajętymi przez stosy książek. Wygodne fotele i krzesła stoją tak, że w każdej chwili można sięgnąć po książkę, księgę i książeczkę lub album.

 

Dopisała publiczność! Zebrała się grupa około dwudziestu osób. Pani Łyżeczka kazała mi wobec tego rozpocząc gościnne występy na podeście, gdzie stał pluszowy fotel. I teraz ja, włóczykij, przemawiałam z głębi "babcinego" fotela, a ona usiadła obok, na krzesłku. Spotkało się to z radosną reakcją widzów.

 

W trakcie spotkania pojawili się Iza i Adam, z Zuzią, w taki sam sposób, w jaki wybieramy się na wycieczki - ciut po oznaczonym czasie, a nagle w drzwiach zobaczyłam Barysiówkę, czyli Basię i Ryśka (z gorączką, jak się okazało). Nasza zaprzyjaźniona pani Maria Woś siedziała obok i żywo komentowała fragmenty książki. Zuzia biegała z piskiem wśród regałów. Prowadziła spotkanie nieoceniona Bożena To ona, po raz kolejny, była organizatorką.

 

I wtedy zauważyliśmy ciekawą różnicę. Pani Łyżeczka woli czytać i komentować. A ja wolę opowiadać i ewentualnie czytać krótkie fragmenty. Pod koniec rozpoczęła się ożywiona dyskusja na temat czytelnictwa i książek w ogóle. Frajdę sprawił nam fakt, że potem, co prawda, każdy oficjalnie się z nami pożegnał, ale  spotkanie przeniosło się... za szybę kawiarni. Kiedy my składałyśmy nasze drogocenne podpisy na stronie tytułowej, inni stali sobie i rozprawiali w najlepsze z nowo poznanymi osobami.

 

Stosik książek malał, także dzięki właścicielom Tajnych Kompletów. Około 20.30 zostawiłam towarzystwo pod dowództwem Pani Łyżeczki, bo miałam do załatwienia swoj sprawy. Temperatura powietrza umożliwiała już o tej porze spacery. Miasto o letnim zmierzchu żyło. Dawno nie byłam w ścisłym jego centrum, które okazało się odnowione i zadbane. Szłam po ciepłych płytach chodnikowych i po namyśle postanowiłam wstąpić do klasztoru.

 

... to znaczy, postanowiłam jeszcze tego samego wieczoru wstąpić do znajomej siostry zakonnej, żeby jej podarować jeden egzemplarz książki.

 

He, he, he.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Daniel 9:18, 6 lipca 2012

    Salon24 to było świetne miejsce, dziś nadal jest ciekawe, ale inne. Ja cieszę się, że nadal utrzymuję kontakt bliższy lub dalszy z osobami tam poznanymi, a nie piszę na salonie od końca 2008 roku.

    Pozdrawiam serdecznie i dodaję Twą nową stronę do polecanych przeze mnie linków.

    Odpowiedz
  • Admin 12:49, 6 lipca 2012

    Witaj, Danielu!

    Mam takie samo zdanie o nim. Ostatnio coraz więcej tam linkowania i streszczania cudzych artykułów, coraz więcej samej polityki... to nam pokrzyżowało plany Saloniku Kameralnego. Póki co, wolę być tu.

    Jeśli już nie mam Cię w linkach, też dodam.

    serdecznie

    Sosenka

    Odpowiedz
  • Shork 14:29, 6 lipca 2012

    dziękujemy za spotkanie, prosimy o więcej
    PS: ja też odkryłem Przejście Garncarskie.

    Odpowiedz
  • Admin 15:02, 6 lipca 2012

    Shorku,
    W takim miejscu i w takim Towarzystwie ja też proszę o więcej :)

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 15:21, 6 lipca 2012

    Wracając rano z dyżuru musiałam wstąpić po misia, którego Zuzia zostawiła wczoraj w księgarni. Siedział sobie na stole i tęsknym wzrokiem wgapiał się w okno. Weszłam, przywitałam się i oświadczyłam, że poszukuję misia, rysopis: biały z czerwoną kokardką na szyi, nieco zabrudzony czekoladą. Pan się uśmiechnął całkiem rozbrojony ;D
    Szkoda, że nie mogłam dłużej zostać, ale z relacji Adama wynikało że on też długo nie posiedział, bo musiał gonić Zuzię która pobiegła za orkiestrą cygańską, śmiejąc się i robiąc różne wygibusy w rytm muzyki :)

    Odpowiedz
  • Stary 17:29, 6 lipca 2012

    Sosenko!

    Zabrzmiało kombatancko. Ale tylko na początku. I zakończenie również zabrzmiało dramatycznie. Ale tylko pozornie.

    Czyli wszystko jak zawsze, ciekawie o najzwyklejszych zdawałoby się sprawach.

    Odpowiedz
  • Admin 20:10, 6 lipca 2012

    Stary!

    Ale by była draka, gdybym ucięła to zakończenie, końcówkę. Ty byś złapał dowcip, ale nie wszyscy :)

    Odpowiedz
  • Shork 20:52, 6 lipca 2012

    jako, że dyskusja oficjalna zakończyła się ubolewaniem nad czytelnictwem, pozwolę sobie wrzucić linka do tekstu ze swojego bloga. A propos

    http://zestrony.pl/WordPress/o-czlowieku-co-czasem-sobie-lubil/

    Odpowiedz
  • Admin 9:39, 7 lipca 2012

    Dziękuję, Shorku.
    Ładne!

    Odpowiedz
  • SławekP 9:21, 9 lipca 2012

    Tajne Komplety, wstępowanie do klasztoru... Tak czy inaczej - życie kontemplacyjne ;)

    Odpowiedz
  • Admin 12:09, 9 lipca 2012

    Kątem pluję :)

    Odpowiedz
  • SławekP 16:45, 9 lipca 2012

    Niektórzy, jak się porządnie wkurzą z powodu głupich komentarzy na blogu, to nawet z konta plują :)

    ps
    Oszczędź, proszę ;)

    Odpowiedz
  • Admin do Sławka 8:17, 10 lipca 2012

    Ależ nie... W moich czasach studenckich mawialiśmy, że są takie siostry znane z tego, że "kątem plują".
    :)

    Odpowiedz
  • SławekP 9:19, 10 lipca 2012

    Także nigdy nie wiadomo do końca, czy to zakon kontemplacyjny, czy czynny ;)

    Wrócę też jeszcze do wrażeń z notki. Podoba mi się taka kawiarnia, do której wejść wypada (a nawet niemal należy) zupełnie samemu, zaszyć się gdzieś w kącie (byle nie pluć ;)), popijać kawę czy herbatę i mimo wszystko, trzymając w ręku książkę, być tam z kimś.

    Pozdrawiam, Sosenko, na nowym blogu :)

    Odpowiedz
  • Almanzor 1:09, 20 lipca 2012

    Admin znaczy Kobieta!?

    :)

    Odpowiedz
  • Admin do Almanzora 16:02, 20 lipca 2012

    Witaj!

    Ta książka i ta odmiana Admina :))))

    Odpowiedz
  • Almanzorze 20:43, 17 sierpnia 2012

    No tak, kobieta, a w dodatku w nowym panelu administratora :)

    Odpowiedz
  • Na Zielonej Okrainie 11:17, 9 lipca 2012

    Gratulacje z okazji zasiedlenia nowego e-mieszkania, chyba miło tu i cicho, choć adres blogowy kojarzy mi się jednoznacznie negatywnie z manifami, wojowaniem i tęczowym wrzaskiem.
    Promocja książki - może tak spróbować gdzieś na ulicy, skwerze, w parku - publicznie i nie do końca bezpośrednio o sprzedaży? Potrzebne: mikrofon, głośnik, stolik na książki, długopis, pluszowy fotel :) i po prostu czytać fragmenty książki - a niech przechodnie zostaną zainfekowani.
    Jedynie nie wiem co na to przepisy Komitetu Centralnego UE - wolno tak, czy też trzeba świstków papieru z Wielkimi Okrągłymi Pieczęciami?

    Pozdrawiam ASa pióra
    alfabeta "Na Zielonej Okrainie"

    Odpowiedz
  • Admin 12:09, 9 lipca 2012

    Miło i cicho - a host manifo to udana prowokacja :)

    Taka promocja książki, o jakiej piszesz, jest ciekawa i w zasadzie do tego też ostatnio sprowadza się działalność artystów. Ulica, mur, megafon :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 13:28, 11 lipca 2012

    O matko, Sosenko, opisałaś wszystko dokładnie tak jak było. I najważniejsze, że o 20.30 upał zelżał odrobinę, pozwalając wreszcie na logiczne myślenie. Żałowałam, że nie dane nam było zagłębić się w któryś z licznych ogródków kawiarnianych na rynku, ale Chłopczyk J. ma swoje prawa. Zwłaszcza o tej porze :)

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW