Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Rodzina się powiększyła

2012-09-02 08:30:55, komentarzy: 4

Miał to być kolejny wywiad na ulubiony temat. Kresy. Wielka wyprawa na Opolszczyznę, pociągiem i rowerem. Nie musiałam się tam meldować: "Dziecko ja i tak codziennie jestem w domu" - powiedziała K. W sobotę po prostu w pośpiechu spakowałam sakwę, włożyłam tam dyktafon (słaba bateria), komórkę (jeszcze słabsza), notes i mapę (okazała się denna). 

 

Cel podróży przypomniał mi wymierające wioski w Beskidzie Niskim. Wioska ledwie się zaczęła, juz się kończyła. Na końcu właśnie ruiny muru i pałacu w głębokim gąszczu. Ślady po ewangelickim kościele i cmentarzyku. Autobus dojeżdża w dni robocze. Żadnego sklepu. Zaczęłam dzwonić pod znany sobie numer - telefon padł. - Boże, jeśli chcesz, żebym tam trafiła, ześlij mi teraz jakiegoś anioła - wypowiedziałam stałą modlitwę, jaką stosuję w trakcie ważnych misji. Stanęłam przy najbliższym ogrodzeniu. Po jakimś czasie zbliżył się do niego mężczyzna. - Ona mieszka w tym samym domu co ja, tylko z drugiej strony - powiedział z uśmiechem. 

 

Postawiłam rower pod biało tynkowaną ścianą. Cisza, tylko maleńkie koty chodzą cicho po schodkach i tarzają się w trawie. Stanęłam w otwartych drzwiach. - To ja już jestem! - Już, już - i K. wyjechała z kuchni na swoim wózku. - Boże?! To pani już jest? Ja się nie spodziewałam. Wchodź, dziecko, wchodź. Ani ona mnie nie znała, ani ja. Ktoś mi ją polecił, jako kopalnię wiadomości z Kresów. Przybyłam jak Geniusia z "Opium w rosole", na obiadek.

 

Od razu wciągnęła mnie do kuchni, posadziła za stołem, kazała wyjąć z garnka pieczonego królika i wciągnąć dużą porcję (tego dnia miałam 30 km w nogach). Wyjęłam dyktafon, ale na dyktafon ostatecznie nagrał się mój własny życiorys. Ona co prawda mówiła coś, mimochodem, o hrabich Badenich i Mierach z Buska nad Bugiem, ale to w sumie nie było ważne. Wyjechaliśmy w 1946. Rzeka, powódź, Sowieci, mauzoleum, zabalsamowane zwłoki, rzeka, ruina. Co tam: takie tematy mogą poczekać. Albo niech sobie Sosenka poczyta sama w książce.  

 

To K. musiała wiedzieć wszystko na mój temat. Bóg czasem wysyła człowieka dokądś tylko po to, żeby wypełnić czyjąś samotność. Teraz ona zapomniała, że rodzina daleko, że ma zwyrodnienie stawów, że nie ma do kogo się odezwać. Ot, słucha Radia Maryja, dzwoni do ludzi, a ludzie do niej, taki kontakt ze światem. W Radiu odzywa się wiele takich osób, dla których to jedyna szansa, żeby ktoś o nich sobie przypomniał. Śmieją się z nich różni, tak. Jeszcze są tacy, co nie wierzą w starość.

 

Kiedy przyszła sąsiadka, a potem brat, powiedziała, że ich rodzina się powiększyła. I jak mogłam jechać rowerem aż 10 km, skoro ktokolwiek z wioski mógł wyjechać po mnie na stację? No i wydać tyle pieniędzy na PKP? Kto to widział! K. gadała i trajkotała, a ja już nie miałam siły ruszyć się od stołu, z brzuszkiem pełnym herbaty, ciasta i czekolady. Zwiedziłam górę, zajarzałam do pokoju, w którym stały równo ustawione słoiki z sokiem z papierówek ("nie wezmę do pociągu, szkło!"), wielkie łóżko z pierzyną i radyjko. Gospodarski dom. Jak u mojej babci.

 

Artykuł najwyraźniej nie powinien powstać. Poddałam się.

 

Krótko mówiąc, tego dnia zyskałam nową babcię. Na drogę zapakowano mi kolejną porcję pieczonego królika, dopilnowano, żebym nie zmarzła, nie padła ze zmęczenia. I miałam zadzwonić, jak tylko dojadę do domu. - Ty jesteś moja córeczka! - powiedziała - następnym razem masz przyjechać na niedzielę. Bo ja byłam pewna, że ty zostaniesz u mnie dwa dni. No, zostaniesz, prawda? Patrz, tu jest pokój! Obiecałam to, choć od gadania kręciło mi się już w głowie. Myślałam, że to przypadek, nie sądziłam, że są tacy, co są w stanie mówić więcej niż ja. Ale K. w pewnej chwili pokazała mi nieczynną słuchawkę telefoniczną. - Ja mam taką dobrą taryfę. Ale widzisz, ja spaliłam mój telefon od gadania.

 

Co teraz będzie z moimi uszami?

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • SławekP 20:36, 11 września 2012

    Spałem kiedyś na takim wielkim, gospodarskim łóżku z pierzyną. Zamiast materaca było chyba jakieś siano zaszyte w materiał? Spało się dobrze, bo też miałem jakieś 30-40 km w nogach - tyle, że na piechotę ;)

    Odpowiedz
  • Sławku 20:59, 11 września 2012

    To brzmi jak wyjątek z powieści Reymonta. "Chłopi", taki tytuł? ?? :D

    Odpowiedz
  • SławekP 9:14, 15 września 2012

    Widać, że na poważnie wczułem się w atmosferę wiejskiego domu :)

    Ale Nobla raczej się nie spodziewam ;)

    Odpowiedz
  • Sosenka 17:20, 16 września 2012

    Możesz dostać pokojowego Nobla - za temat wiejskiego pokoju :)

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW