Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Przeszkadzacze

2017-03-31 18:52:29, komentarzy: 0

"Ktoś się na mnie mści. Mam chuligana na ogonie?" Obejrzałam się. Za tylną szybą nie było nikogo, dalej kolejka aut. Ale nachalne stukanie w szybę nie ustało. "Ktoś rysuje mi samochód?!" Wcześniej, na skrzyżowaniu Świeradowskiej z Borowską "debil" zatrąbił na mnie, bo pozwoliłam pieszemu całkowicie zejść z jezdni i dopiero ruszyłam. Może to on? Obejrzałam się. Wycieraczka zwisała smętnie, i to w miejscu, gdzie być nie powinna. No rzeczywiście, śledzą mnie! Wyłączyłam przypadkowo uruchomioną wycieraczkę i "chuligan od razu się ulotnił".

 

Od czasu do czasu wypada mi trasa podobna do kursowej. W pełnym ruchu-rozruchu, w godzinach szczytu, przez Gaj i Huby. Godzina za kierownicą daje w kość, ale jazda tylko wtedy uczy, kiedy daje w kość - jak jest miłą przejażdżką, bez błędów, to już nie. Dzisiaj z Nowego Dworu dojechałam na Jagodno i z powrotem.

 

Siliłam się, by pilnować patrzenia na znaki, ale do perfekcji nie doszłam. A. próbowała pomagać mi, udzielając wsparcia: - Masz zaciągnięty ręczny, pamiętaj! - wypaliła naraz, gdy stałyśmy na światłach. - Ja, ręczny na światłach? Okazało się, że zrobiła dla mnie dobry uczynek... Dobrze, że się dowiedziałam! Nie krytykowała, jako stary kierowca, jednak zimny pot oblał mnie na myśl, co się mogło stać, gdy zmieniałam pas na Bardzkiej do skrętu w Świeradowską, a ona wołała, że nie patrzę w to lusterko, co trzeba. Na Świeradowskiej zadzwonił mi telefon (Iza odzywa się zawsze w ciekawych momentach). - Ja ci odbiorę - gdzie go masz?! - zaoferowała. Zaczęłam szamotać się z kieszenią, a przede mną pasy dla pieszych i tłumek z tramwaju. Na skręcie Borowskiej w Przestrzenną miałam szansę walnąć rowerzystę i zahaczyć o furgonetkę, gdyż A. opowiadała mi coś z przejęciem.

 

A. wspierała mnie, jak mogła w wypełnianiu przepisów i mówiła, że kierowanie świetnie mi idzie. Jednak kiedy A. wysiadła z auta, zrozumiałam, że muszę jeździć sama. Sama - albo z Asystentem, który pełni rolę "instruktora dla zielonych". Ale już zauważyłam, że lepiej idzie mi ruszanie, podjeżdżanie w korku i utrzymywanie stałej prędkości. Muszę tylko puścić od czasu do czasu biedaka jadącego "L", który zawsze tak pokornie czeka na podporządkowanej. Jeśli tego dotąd nie robiłam, to z obaw, że swoim hamowaniem narobię na drodze więcej biedy aniżeli dobra! 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW