Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Półroczny kierowca

2017-06-03 20:33:42, komentarzy: 0

Pierwszego dnia kursu 30 km/h miało stać się dla mnie przyczyną wypadku. Potem kurczowo trzymałam się 40 na godzinę. Teraz poznałam już 70, i 50 wydaje mi się na prostej drodze strasznym wleczeniem się. Przy 40 na III biegu auto, wydaje mi się, jest najbardziej zwrotne i łatwo wtedy wykonać jakiś manewr. Przy 50 na IV robi się oporne. Nie lubię jechać 50.

 

Trochę lepiej rozumiem grę silnika i już mi nie gaśnie na drodze. Lepiej oceniam sytuację na skrzyżowaniach, nie hamując gwałtownie na żółtym świetle. Jeszcze przyłapuję się na kręceniu kierownicą w miejscu i muszę uważać, by przy cofaniu nie odrywać wzroku od tylnej szyby, a przy zmianie pasa nie oglądać się w tył (odruch rowerzysty), tylko patrzeć we wsteczne.

 

Kilka ważnych rzeczy z kursu udało mi się zachować: nie przekraczam prędkości i zatrzymuję się do zera na zielonej strzałce (ciekawe, że nikt się o to nie czepia), zatrzymuję auto już wtedy, gdy pieszy stoi przy krawężniku przejścia. Jeszcze muszę pilnować starej dobrej zasady, by ruszać dopiero, gdy pieszy postawi obie nogi na chodniku, choć to nie podoba się innym kierowcom. To wszystko są zasady, których łamanie kusiło mnie straszliwie, gdy tylko wyrwałam się spod kontroli Instruktora. Ale pamiętam dobrze, jak bezpiecznie czułam się, zachowując je na kursie, i chcę zachować nawyki. Marzy mi się, że w otoczeniu mojego auta piesi będą się czuli tak bezpiecznie, jak się czują przy "L".

 

Co mi zostało do zrobienia? Ćwiczenie redukcji biegów przy wyższej prędkości i drogi szybkiego ruchu. Zielony liść jeszcze wisi na mojej szybie. Podejrzewam, że spadnie, gdy będę już potrafiła jeździć autostradą.

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW