Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Pojazd uprzywilejowany

2018-03-05 11:16:03, komentarzy: 0

Znowu dobudziła mnie elka. Wgapiwszy się w sygnalizator na wprost, w ogóle nie zauważyłam, że jednak zainstalowano drugi, i ten mnie akurat obowiązuje. Pro forma podjechałam kilka cm, stanęłam i słodko zamrugałam światłami w ramach przeprosin. Strzałka się zapaliła ponownie, wjechałam na Joannitów i zepsułam wszelkie możliwe manewry. Była to powtórka jednego z tych dni, które na kursie się nazywały "fatalną jazdą".

 

Auta stały zaparkowane równolegle, co oznacza układ geometryczny, ale i fakt, że jeden rząd stał równolegle na chodniku, a drugi poniżej na jezdni. A i tak znaleźli się tacy, którzy przymierzali się, by stworzyć rząd trzeci. To, co wzięłam za zakręt, nie było - już - zakrętem, bo stał przy nim samochód. Wzięłam za szeroki łuk. Pojechałam dalej. Zmieszczę się? Nie. Ruszyłam dalej, w tym czasie elegancko weszła jakas kolubryna. No cóż. Tak się kończy "bo ja się boję".

 

Dojechałam  do Gajowej. Gajowa na kursie była spokojną ulicą, ale od kiedy zamknięto do remontu Hubską, stanowi trasę przelotową z Gaju do Pułaskiego. Usiłowałam zawrócić, i znowu wyszło byle jak. Jak na pierwszej lekcji. Kiedy już, wydawało się, bezpiecznie stanęłam na światłach przy krawędzi Suchej, z tyłu coś zawyło i zamigotało niebieskim kogutem. Srebrne audi z tyłu zjechało na prawo i mnie życzliwym trabnięciem poradziło to samo. Musiałam podjechać do przodu, by znaleźć bezpieczny wjazd na chodnik, i poczułam, jak z tyłu mija mnie jakiś ochroniarski wóz.

 

No pięknie. Ustąpiłam pierwszeństwa pojazdowi uprzywilejowanemu, a jak teraz wrócić na swoje miejsce? Świateł nie widzę, z naprzeciwka zieje pełną paszczą droga przelotowa z "Grunwaldu", z lewej czają się chętni do zderzenia bocznego, a na swojej jezdni jestem pierwsza w kolejce i blokuję kolejkę. Z gardła wydarł się jęk. Utknęłam w jakimś koszmarze.

 

Do przodu nie, bo nie widzę świateł, do tyłu nie, bo facet zatrąbił, w lewo nie... A właśnie, że trzeba było uciec w bok i cofnąć do swojej poprzedniej pozycji (pani na tamtym pasie życzliwie czekała!), tylko że ja jeszcze taka obrotna nie jestem. Ktoś mignął mi we wstecznym, reszta czekała i czekała, a wielkie skrzyżowanie zamarło w bezruchu. Ruszyć, nie ruszyć? Oczami duszy już widziałam czołowe zderzenie. W końcu wychyliłam się przez okno do pani "z lewej z tyłu" i zdecydowanie dała znać, że nie, nie wolno ruszać. Mądra pani, zrozumiała w czym rzecz i postanowiła ruszyć jako pierwsza, a ja wtedy pojęłam, że wolno. Nikt mi nie powiedział złego słowa, nie awanturował się i nie wygrażał. Srebrne audi za mną czekało cierpliwie.

 

Tak, wszystko wiedziałam, "co należy", i na kursie wykonałabym ten manewr idealnie. Co z tego, skoro gdy się jedzie samemu, ta sama sytuacja okazuje się nieszablonowa. Pojawia się mnóstwo "ale", "nie wiem", "co ja zrobię?!" Odruch kursanta nakazuje sporządzić listę błędów i złożyć solidną samokrytykę. Dzisiaj chyba zrozumiałam, że mimo tych samych obowiązków, jestem już w innej roli. Cel główny w nieznanej sytuacji to nie jest "bezbłędność", ale by nikogo nie potrącić, nikogo nie zabić. Przy całej grozie sytuacji, to mi się udało.

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW