Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Po swoich własnych śladach

2017-01-19 19:48:22, komentarzy: 0

Kierowcy na prawym pasie na pewno byli zadowoleni. Na początku kolumny wlokła się "elka", czterdziestką, a za elką ze stosowną prędkością sunął "zielony liść", któremu tempo wcale nie przeszkadzało. A niby dlaczego by miało? Kierujący elką może i niewprawny, ale instruktor za to przewidywalny. Mogłam - znając swoje niedawne lekcje - spokojnie podążać śladami szkolnej Yaris. Komu się spieszyło, ten mógł uciec na lewo. 


Po raz drugi, ostrożnie zajrzałam w paszczę miasta. Szlaki dobrze pamiętałam, bo to trasy kursowe. Przewalcowaliśmy wtedy Borek, Gaj, Huby, Tarnogaj i Brochów. Dziś z tego najbardziej przydały się przejścia dla pieszych. Wiedziałam, gdzie mogę się nadziać na "dziadków z Biedronki", gdzie zazwyczaj jest pusto albo gdzie światła czerwone dla pieszych szybko zmieniają się w zielone.

 

Pokonałam kilka strasznych skrzyżowań, na szczęście  kierowanych strzałką niekolizyjną. Trochę zmarudziłam, zjeżdżając na pas do skrętu z Wiśniowej w Ślężną, ale póki nie trąbią, co mnie to obchodzi. Wyjeżdżając z parkingu, nieostrożnie wyjrzałam zza autobusu, jadąc prosto na auto z przeciwka, i zaraz musiałam wycofać się za zderzak. Następnie chcąc ruszyć do przodu, z przyzwyczajenia dałam po gazie, aż przypomniałam sobie, że jednak siedzę w oplu. To, co uznałam za jedynkę, w dalszym ciągu było biegiem wstecznym. 

 

Postanowiłam sobie nie odpuszczać szczegółów, choć wiem, że prawdę mówili starzy kierowcy. Już mi czasem ta "pięćdziesiątka" w terenie zabudowanym przeszkadza!

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW