Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Pędzidoliną Odry

2015-07-21 11:39:13, komentarzy: 0

Lubimy Koleje Dolnośląskie, bo nigdy nie robią problemu o kupno biletu w pociągu. Nie trzeba też chodzić za konduktorem, bo podchodzi sam. Wypisywanie naszego biletu do Jelcza trwało sto lat, ale ostatecznie dostaliśmy go, i to w promocji, bo za trzy osoby i trzy rowery, plus przyczepka z Zuzią, zapłaciliśmy 18 zł łącznie. Impuls z Newagu arcywygodny! Tylko sama stacja w Jelczu - ruina, ruina, ruina.

 

Burza, jak jaki chochlik, spacerowała między chmurami, tu i ówdzie grożąc deszczem, a tam znów grzmotem, ale póki co, skończyło się na potężnej wilgoci w powietrzu. Z walącego się peronu przeszliśmy względem walącego się przejścia pod torami (zejście tak niebezpieczne, że już lepiej było przejść po torze). Połowa Jelcza wymiotła wobec tego do lasu, nad stawy i na basen. Im głębiej w las, tym ludzi było mniej.


Sosny towarzyszyły nam przez całą drogę, jak gotyckie filary, i w końcu przysłoniły prześwit na pola. Zostaliśmy samo. Było cicho, tylko śpiewały ptaki. Pachniało sosnowymi igłami i żywicą. Rozłożyliśmy się na jakimś skrzyżowaniu i Adam z Zuzią pojechali obejrzeć leśne jezioro, a Iza i ja spokojnie zjadłyśmy śniadanie. W końcu Iza ściągnęła bluzę i położyła się w trawie, ale spłoszył ją jakis obserwator unijny. Oto Jakub Wędrowycz na stylowo skrzypiącym rowerze, którego pedały przyciskał z wściekłym uporem, z plastykowym pudełkiem po farbie (na jagody, bo były, i to duże) przewieszonym przez kierownicę. Odziany w jakieś sprane szmaty i walonki, twarz miał czerwoną i zniszczoną, hm, swym modus vivendi.

 

Z lasu wygoniły nas grzmoty, a ulewę przetrwaliśmy pod wygodną wiatą w Janikowie. Zuzia chodziła potem po kałużach, marząc o kąpieli w chłodnym jeziorze. Dalsza droga okazała się bardzo ładna, nie licząc naprawiania dętki od przyczepki, klejenia, dmuchania, bąbelkowania, i znowu klejenia. Co prawda za Janikowem zorientowaliśmy się, że jedziemy w przeciwnym kierunku niż mieliśmy, ale szosa była tak ładna i wygodna, że w sumie pętelka do Bystrzycy Oławskiej sprawiła nam przyjemność (i chyba uratowała przed spotkaniem z trąbą powietrzną, patrz. "Trąba i inni"). Stamtąd już trzeba było wiać do Oławy, na pociąg.


Jazda przez oławskie lasy, łup, łup, łup! przypieczętowała los sprężyny od dyszla. Adam dokonał cudu, by pokonać piaszczyste koleiny, a potem błota. Nasz dobry nos i orientacja w terenie jakimś cudem pozwoliły wyplątać się z sieci dróg i drożyn, grząskich i wilgotnych. Chmary gzów niestety sygnalizowały, że wiatr, tak miło infiltrujący nasz przepocony przyodziewek, przyniesie burzę. Waląc się ustawicznie po łydkach, spływających krwią, wybrnęliśmy w końcu na niebieski szlak rowerowy.


Tu niestety Adama poniosła fantazja. Czerwony szlak idący wzdłuż Odry, który koniecznie chciał zbadać, wyprowadził nas w krzaki i trzeba było wracać na gładką drogę. Po jakichś pięciu kilometrach, spoceni i odwodnieni wjechaliśmy do Oławy i tu akurat złapaliśmy osobowy, około godziny 20. Po drodze przepuściliśmy spóźnioną dumę PKP, czyli niezawodne Pędzidoliną, i sami się przez nie spóźniliśmy.

 

We Wrocławiu zostało mi akurat tyle czasu, żeby skorzystać z zaproszenia Izy, napić się wody z sokiem i odpalić wroty na ostatnią mszę o 21 na Sudeckiej. W kruchcie widziałam tego wieczoru wielu obszarpańców o charakterze turystycznym. Wcisnęłam się w kąt, żeby nie rzucać się w oczy w moim bagiennym przyodziewku. Ale by się redaktorzy PCH24 zmartwili... żadna kobitka nie nosiła mantylki....


No a potem przyszła wichura.


PS.

Ach, pewna gazeta organizuje akcję pisania listów do pani premier o pół miliarda na kolej dla Wrocławia. Tę kolej miasto Wrocław "organizuje" od 10 lat. Nie zdążyli zorganizować, a już przedawniła się dokumentacja i trzeba ją pisać od nowa. Dutkiewicz w tym czasie: a. Walczył o metrobus dla Nowego Dworu, ale przed wyborami zmienił wersję na tramwaj. b. Zawahał się nad tramwajem do Psiego Pola, zapomniał o kolei i zaczął planować metro. c. Zaplanował referendum o metro, a tu mu rząd zabiera pieniądze na kolej. Rząd zabiera mu pieniądze na coś, czego D. i tak nie potrafił wykonać! Zatem wierna redakcja i Dutkiewicz piszą list do premier na temat kolei, chociaż nie ma jeszcze środków na tramwaj. No nic, nie jestem inżynierem. Zbierzcie, Koledzy 2 miliony pod petycją, a premier wywali ją do kosza.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW