Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Palone drewno, pieczone jabłko i królewski borowik...

2017-10-21 20:55:45, komentarzy: 0

I znowu jesień na szlaku! Nie wiem, jak dawno temu szliśmy razem przez góry. Drogi zasypane liśćmi, chłodne powietrze, pachnące, jak określiła Iza, zestawem palonego drewna i pieczonego jabłka. Zboczami Ślęży szło, jechało i biegło mnóstwo ludzi... A były długie chwile, gdy w lesie zostawaliśmy zupełnie sami. "I znowu jesień! Jakaś cicha wrzawa..."

 

To była prawdziwa wycieczka. Wyruszyliśmy pekaesem, na który trzeba było się umówić i zdążyć, a nie wygodnym autem, i wysiedliśmy nie na wybranym parkingu, ale na pętli autobusowej, bo wiadomo, że "dalej nie pojedzie". U wrót Parku Krajobrazowego witał nas znak zakazu ruchu, na którego białym polu ktoś napisał flamastrem, stosując taką ortografię: "Niema pracy dla Ryśka", a ktoś inny pod spodem dopisał przytomnie: "A kto to jest Rysiek?"

 

Na przełęczy były tłumy, dwa autokary pełne dzieci, kilkadziesiąt samochodów i tyluż rowerzystów, którzy skrzyknęli się w internecie (Adam to ustalił), oraz pasażerowie naszego pekaesu. Część właśnie się posilała przed trasą, usiedli na ławeczkach i wesoło ucztowali, częstując pewnego nachalnego kota, pętającego się pod nogami. Oprócz kota, chętny do towarzystwa okazał się sąsiad.- Sąsiad z bloku chce dołączyć do naszej grupy - obwieścił Adam, gdy już opuściliśmy Przełęcz Tąpadła.- To ten dziwak? - zapytałam.- Nooo, nie, średni dziwak - pocieszył nas Adam.- Psychol? Średni psychol! - przedrzeźniałyśmy z Izą. Dobre sobie, m y musimy uważać, kogo dopuszczamy do grupy!

 

W lesie mijały nas grupy kolorowych wędrowców.- Turystyka się odradza - orzekła Iza, bo zauważyła, że ludzie porządnie obuci, ubrani i przygotowani do marszu. Szli młodzi, dzieci i starsi ludzie o kijach. Infrastruktura turystyczna odnowiona i rozbudowana: wieża widokowa na Ślęży, schronisko, a także kościół po remoncie. Tylko kapliczki Drogi Krzyżowej noszą ślady wandalizmu: "Katole won, Ślęża to góra pogańska" - napisał (zapewne prasłowiańskim pismem) jakiś czciciel Trygława, dodając  swastykę, ale oczywiście ośmioramienną. Katole wobec tego zainstalowali obraz Męki na drzewie, i to już dość wysoko. Biedny proboszcz z Sulistrowiczek, on nie ma spokoju, czytałam gdzieś, że mu grozili i złożył zawiadomienie do prokuratury. Kościół na szczycie odbudował, ale wyznawcy Trygława spokoju mu nie dają.

 

Na szczycie było gwarno, rojno, widoki z góry żadne, ale to nikomu nie zepsuło humoru. Dzieci i psy biegały, starsi wędzili coś na ogniskach, grali na gitarze, gadali i robili zdjęcia. W schronisku zjedliśmy zupę i swoje zapasy z plecaka, i zaraz trzeba było wracać. Szliśmypo szleszczących liściach i trzaskających gałązkach, między którymi wypatrzyłam wymiętego podgrzybka i pięknego królewskiego prawdziwka (pod dębem, pod samym schroniskiem Pod Wieżycą). W powietrzu czuć było zapach ognisk, znany tak dobrze z dawniejszych lat, zanim Unia nie wymyśliła, że smogowi winne są nasze ogniska, a nie samochody i samoloty, którymi podróżują europosłowie i ambsadorowie. Zza złotych liści mgliście wyglądały czerwone dachy domków. Było cicho, daleko, w dole szczekały psy i dzwonił dzwon na Różaniec.

 

Już była szarówka, gdy dochodziliśmy do centrum Sobótki. Zdążyliśmy dobiec do autobusu 522, który nagle nadjechał od strony Sulistrowiczek, ale potem stał cierpliwie na przystanku, bo sznurek pasażerów kupował i kupował bilety. To była prawdziwa wycieczka, z powrotem autobusem, do którego trzeba było dobiec, i w towarzystwie tych samych pasażerów, których spotkaliśmy rano. Brakowało tylko takiej jednej, nie najmłodszej już pary. Jej - drobnej, dziobatej, w okularach o grubych szkłach, w skromnej czarnej kurtce i w białej czapeczce na głowie, i jego - łysego czterdziestolatka - o śmiejących się oczach, pełnych słońca, ilekroć zwracał się do niej. Patrzyłam na nich i myślałam, jakie to jest piękne, doskonałe w niedoskonałości, dyskretne, a jednocześnie rozsyłające szczęście na cztery strony świata. Myślę, że kiedy znaleźli się sami na ścieżce pachnącej igliwiem, zdobyli się na delikatny pocałunek. Gdyby wracali teraz z nami, wyczytałabym to z ich oczu.

 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW