Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Orlą Percią o zmierzchu

2013-09-10 21:08:20, komentarzy: 0

Zmierzch wrześniowy zapada bardzo szybko, aż za szybko! Adam planowal wypad na nieoddany jeszcze do użytku most na wschodniej części AOW, koło Siechnic. Ale przy świetle dziennym zdążył nam pokazać tylko osiedle przy ul. Strąkowej, zabudowane domkami holenderskimi. Każdy mały biały domek ma faliście wygięty dach pokryty czerwoną dachówką, ten dach sięga niemal po samą ziemię. 

 

Około godziny 19 stwierdziłam, że coraz mniej widzę, a z tą swoją nogą nie mam już ochoty na wywrotkę. Iza i Adam z początku upierali się na Siechnice, ale na szczęście tym razem u moich kompanów zwyciężył rozsądek. Postanowiliśmy zwiedzić pobliski Brochów, który pyszni się teraz świeżo odremontowaną stacyją kolejową. Na tym fabrycznym osiedlu jest zapomniany pomnik-słup ku czci krasnoarmiejców, jest też wiele ciekawych wilii secesyjnych, starych kamienic, byłe osiedle Cyganów i pewien zakład pogrzebowy, na murach którego kibice Śląska wyznali kiedyś miłość kibicom Wisły Kraków.

 

Najważniejsze, że przechodzi przez Brochów owa linia kolejowa, rozchodząca się w różnych kierunkach (w tym ku Krakowowi). Rail, Cargo, Arriva, ET itp. Zawsze coś zalega na torach, toczy się, dyczy, trąbi i gwieżdże. Ja bardzo lubię przystawać przed tamtejszym przejazdem z biało-czerwonym szlabanem i patrzeć na jadące i te, które jeszcze się zastanawiają. Rzeczony budynek stacji cudny, już go wandale nie tkną, bo nawet św. Katarzyna stoi za szybą (kuloodporną? nie wiem). Ponieważ byliśmy głodni, napis "SOK" skłonił nas ku temu, żeby pozować tam do zdjęcia z kartonem soku zwycięsko uniesionym ku górze.

 

Kiedyśmy dobrze podjedli (nie zjedliśmy oczywiście, szyldu, tylko zapasy z sakw), poszliśmy na peron i okazało się, że perony tak samo paskudne, jak były wcześniej. Adam powiedział z tajemniczą miną, że pokaże nam pokaże dzisiaj tajemnicze ścieżki. Ruszyliśmy w górę, ulicą Mościckiego, by w pewnej chwili dać nura w krzaki i wstąpić na wąską ścieżkę wiodąca pod tory. Dróżka gruntowa ustąpiła Była jakby metalowej półce z poręczami, przytwierdzonej do betonowych filarów  wiaduktu - a tych wiaduktów było kilka, bo Brochów jest ważnym węzłem kolejowym. Dołem, między filarami płynęła przezroczysta struga - na tyle oczywiście przezroczysta, na ile można było zobaczyć śmieci zalegające na jej dnie. No i szło się gęsiego po tej "Orlej Perci", ze wzrokiem wpatrzonym w kolejne tunele przed nami i wodę pod nimi, z daleka czarną i lśniącą. Przypominało to jakąś wędrówkę "Czterech pancernych". Iza zapamiętale robiła zdjęcia i jakiś dziadek z rowerem postawił jej zarzut, że blokuje ruch wahadłowy na tej trasie.

 

Tym szlakiem dotarliśmy na ogródki działkowe i na Księże Małe. Tu zastaliśmy piknik osiedlowy, a nas  kolei zastała noc. Wracaliśmy w stronę centrum, przeciskając się wąskimi uliczkami o adekwatnych nazwach: Katowicka, Chorzowska... Nad szlakiem zaś wisiały sznury z suszącym się praniem i wędrowcy z pikniku przechodzili pod festonami z niebieskich dżinsów i pomarańczowych ręczników. Z piekarni, która szykowała chleb na jutro, pachniało już gorąca chałką. Marudzić przestali wówczas już nawet ci z nas, którzy żałowali, że nam nie wyszła wyprawa na most. 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW