Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

O gąsiorze bojowym i samochodzie kresowym

2015-01-06 20:15:27, komentarzy: 0

Ostatnio, hej! kiedy to było. Było to  w listopadzie, w pewien ciepły wieczór.  Jeszcze wtedy udało się namówić Izę z Adamem na krótkie zwiedzanie fabrycznego osiedla Klecina. Zaczęło się słodko, skończyło wylaniem czary goryczy na głowę Izy. Ale z tej wycieczki pozostał symbol, jeszcze lepszy od francuskiego koguta.

 

Pokręciliśmy się po Klecinie, po jej ulicach Ziemniaczanych, Buraczanych wsiąkając w jej zaułki, jeszcze niezniszczone maszynami budowlanymi ani niezeszpecone szklanym okiem biurowca typu Klecina Park. U wylotu piaszczystej drogi na działkach pożarliśmy paczkę ciastek.  Ciemno było, wiał wiatr halny, ludzie jak sylwetki wycięte z ciemnego kartonu przesuwali się wedle płotów. Odpowiednia pora, by oglądać Klecinę: szare i czerwone pruskie mury, a wnich żółte jak żółtko prostokąty okien.


Adam zaprowadził nas w wąską uliczkę na tyłach kościoła MB Różańcowej. To taka brukowana droga, będąca zatoczką dla taksówkarzy. Teraz było pusto. Adam stał tak i robił zdjęcie, ale że bardziej interesuje go to, co zamknięte i niedostępne, to i tym razem bardziej niż kamienica zainteresowała go zagroda z drewnianym płotem. Jak Iza podeszła do sztachet, za płotem podniósł się zgrzytliwy wrzask i alarm z rodzaju: "Wilki idą!". Przeniosłam wzrok, dla odmiany, na kamienicę i aż zwinęłam się ze śmiechu. Toż to teatr lalek! Puste, anonimowe okna wypełniły nagle rozmaite twarze mieszkańców.  Stali tak, jak przyszli, bacznie obserwując podwórze. Kamienica ożyła w mgnieniu oka, jak jaka szopka uruchamiana guziczkiem. - Ten gąsior jest lepszym stróżem niż pies! - chichotał Adam.

 

W powietrzu unosił się dym z kominów, tradycyjnie bardzo nieekologiczne i nieeuropejskie paliwo. Nam też zrobiło się zimno i dla rozgrzewki pojechaliśmy na cmentarz przy Zabrodzkiej. Odwiedziliśmy grób Mickiewicza i pod płotem pomodliliśmy się na zarośniętym suchą trawą grobie jakiegoś pioniera Kleciny. Tabliczka i data były już stareńkie. Krzyż jeszcze się trzyma...


Z cmentarza udaliśmy się w stronę dawnej cukrowni Klecina. Trudno płakać nad rozlanym mlekiem, gdy w całej Polsce stratowano cukrownie i inne zakłady. Tutaj cieszyłam się, że mimo zburzenia komina stoją jeszcze główne budowle. Na jednej z nich Adam dostrzegł cudny napis po niemiecku, nie pamiętam oryginału, ale była to jakaś deklaracja w rodzaju: NIE PODDAMY SIĘ. Jest więc Klecina miejscem dialogu międzynarodowego, bo na willi naprzeciw kościoła jest z kolei wyraźny napis cyrylicą, cytuję go z pamięci: "Chwała gierojam naszym pogibszym za radinu". W tej to willi stacjonował rosyjski sztab, który w zimie 1944/1945 rąbał tamtejsze podłogi na podpałkę. Element polski jest też prawdziwy, ale tragiczny - tu, w cukrowni też pracowali więźniowie KL Gross Rosen. Jest jeszcze tabliczka informująca koło drzwi. 


Na rozstaju dróg Adam powiedział Izie, co o niej myśli tego wieczora, i było to dla mnie za dużo. Uciekłam, nie czekając, aż dialog sie rozwinie. Może to i dobrze, bo unosiłam w sobie to, co najwartościowsze z obrazu tego miejsca.


Stara cukrownia Klecina stoi, jak człowiek, który rozkłada bezradnie ręce w geście nec Hercules... naprzeciw osiedla nowoczesnych bloków. Droga brukowana próbowała wyjść im na spotkanie, ale i ona poddała się i wtopiła się w chodnik. Cukrownia, stacja kolejowa (urzędnicy obiecali w 2014 ,emont i  reaktywację linii do Jedliny-Zdroju, no, poczekamy), bruk. Jeszcze kawałek pola daje tutaj odetchnąć wolną piersią. I duży samochódTVP Wrocław STUDIO WSCHÓD, zaparkowany przed jednym z bloków. Gdzie jest pani Orłowska-Sondej, tam miejsce ma duszę i serce.  

 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW