Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Ni to pies, ni wydra

2017-11-20 19:53:51, komentarzy: 0

Jazda bez L na dachu ma same zalety, ale jedną wadę: nikt już na mnie nie wrzaśnie. Jazda bez liścia na szybie ma same zalety. Jeżdżę tak samo jak wcześniej, to prawda, ale nie informuję całego świata, że mnie usilnie należy pouczać. I L, i liść nauczyły mnie jednak pokory: kiedy więc widzę auta oznakowane w ten sposób, widzę od razu siebie. Mówię: "Spokojnie, jedź, ja się nie spieszę". Nauczyłam się też sama wpuszczać takich bidnych na pas ruchu, bo na kursie nie puszczaliśmy nikogo.


Kilka dni temu, po południu wlokłam się sennie przez Ołtaszyn. Przeciętna prędkość chyba 45 km/h, bo miałam wrażenie, że wokół same przeszkody: przejazd kolejowy, autobus, piesi i kręta droga. Koncentrację miałam tego dnia kiepską, co zauważyłam już rano. Na rondzie przy Grota-Roweckiego zauważyłam w lusterku wstecznym czerwone Clio. O, chyba nasza elka. Ale że spać mi się chciało, pozwoliłam sobie długo czekać na kolejkę. I wtedy Clio zatrąbiło dyskretnie, ale nie wyprzedzało na chama. Przy Parafialnej przyjrzałam mu się dokładniej: Instruktor. Wlokłam się przed nim aż do Ronda o. Pio, patrzyłam we wsteczne i widziałam, że cierpi katusze. Potem jak się dowiedział od "sprawcy", to się śmiał.

 

Dzisiaj jechałam szybciej, ale mi kilka razy auto szarnęło, jak gdybym za szybko zmieniała biegi. Jadąc trasą na Brochów, widziałam srebrne yarisy z WORD i szczerze wyrażałam ulgę, że mam to za sobą. Ktoś stał na poboczu, to znaczy wymusił i właśnie na gorąco spisywano wyrok. Jechałam ostrożnie, bo to nieciekawa trasa, i myślałam, że całą sztuką była umiejętność zdawania: tj. nie wpaść w popłoch i skoncentrować się na ratowaniu własnej skóry. A mnie się dwa razy zdawało, że jestem skazana na klęskę. Podniosłam głowę. Pod oknami stał ał na półłuku kolejny srebrny samochód. Zacny pan W. (bo to był on) cierpliwie tłumaczył coś młodej pani.- No tak, wymusiła, wyjeżdżając z prostopadłego - pomyślałam. Rzeczywiście, zamienili się miejscami.

 

Ruch powoli gęstniał na ulicach, gdy wbijałam się z powrotem w ulicę Mościckiego. Dojechałam do L, która już migała na skrzyżowaniu, i wyjechałam tuż za nią. Czerwona toyota wlokła się 40, ale potem umknęła w bok. I znowu, na Orzechowej biały yaris wlókł się przede mną 20. Dojechałam za nim spokojnie do drogi głównej i tam się rozstaliśmy. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś stał się świetnym kierowcą, kiedy go tresują niewiele lepsi od niego.

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW