Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Na stres egzaminacyjny. Wpis przed burzą

2016-11-09 21:06:07, komentarzy: 0

Prawo jazdy już odebrane. To się teraz zacznie... Bez elki na dachu, bez "anioła stróża", jak równy wśród równych, "baba za kierownicą" (i zapewne "durna"). Myśląc o wielkiej zmianie, przypomniałam sobie moją dobrą metodę na stres egzaminacyjny. Może przyda się komuś jeszcze.

 

Mój instruktor był bardzo wymagający, potrafił zabić słowem i wzrokiem, ale był bardzo doświadczony, życzliwy i sprawiedliwy. Miał taki zwyczaj, że od początku do końca lekcji mówił do kursanta. W konkretnych sytuacjach podawał tak samo sformułowane komendy i polecenia. Wbijał nam do głowy nawyki. Przykładowo: "zakręt, noga z gazu, kto tu ma pierwszeństwo?", "pieszy na przystanku, noga z gazu, ograniczone zaufanie", "sprzęgło wciskamy do końca, spali pani sprzęgło!" (he, he), "patrzymy, czy nie ma rowerzystów", na koniec: "wyłączam bieg, zaciągam hamulec ręczny, wyłączam światła..." Powtarzał to spokojnie, miarowo, do znudzenia. Spokojny jak skała. Potem recytowałam już razem z nim, a na koniec mówiłam komendy głośno, zanim on zdążył zacząć.

 

Na egzaminie wsiadałam do auta z obcym jegomościem. U instruktora od razu zaczynałam trajkotać, on odpowiadał, komentował i jechało się normalnie. Na egzaminie zapadała cisza jak przed egzekucją. Okropność. Czego się spodziewać po obcym urzędniku i po sobie samej? Musiałam się teraz wykazać, że potrafię, więc zakładałam, że przeprowadzę jazdę identyczną jak na moim kursie. Zaczynałam szeptem lub głośno powtarzać sobie konkretne dla danej sytuacji i miejsca komendy, uwagi i zalecenia instruktora, operując wręcz cytatami. Od procedury przygotowania auta do jazdy aż po unieruchomienie go na parkingu w WORD. Na placu, przy włączaniu się do ruchu, w strefie... Mówiłam sobie, co teraz mam kontrolować i na co zwrócić uwagę, czy mogę manewrować, albo dlaczego nie. Słowa instruktora przypominały się same, jak echo. Wszystko, co zaobserwowałam, zaczynało składać się w logiczną całość. Znając komendy, orientowałam się szybko, że przecież ja wiem, co mam robić, i w takim razie potrafię kontrolować sytuację. Nabierałam pewności. Nerwy uspokajały się. Tak, jakby instruktor siedział obok i podpowiadał.


Miałam tę pewność, że szkolił mnie ktoś, kto wiedział, co robi, więc w kwestii drobiazgów nie za bardzo przejmowałam się czepianiem egzaminatora - jeśli instruktor coś kazał, to kazał, widocznie więcej wymagał niż oni w WORD. Co do ewidentnych błędów, zarzucono mi to samo, co on mi zarzucał, więc nie było o co się spierać.


Jeden egzaminator był niezadowolony z mojego monologu, że niby mnie to rozprasza, ale był w moim wieku, czyli egzaminator - smarkacz, i nie miał racji. Mnie właśnie rozpraszała "wroga" cisza w aucie. 


Aha. To jest dobre na stres:


 

 

 

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW