Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Na wstecznym i na ręcznym

2016-11-12 18:16:08, komentarzy: 2

Zanim opanowałam biegi w oplu, pierwszym aucie po przesiadce z "L" Clio III, obtrąbiono mnie ze wszystkich stron. Na parkingu ustawiłam auto "wzorowo", jak to kierowca dopiero co pozbawiony opieki instruktora. Stanęłam na dwóch miejscach naraz, krzywo i kołami na krawężniku. Wysiadłam następnie i oglądałam swój wyczyn, zataczając się ze śmiechu. Wtórowała mi półgębkiem kobitka, która w tym czasie pakowała zakupy do swego samochodu.

 

Pojeździłam dzisiaj razem z asystentem. Asystent nie do końca akceptował kursanckie nawyki. Fotel za blisko kierownicy, kto tak jeździ, kolejność ustawiania urządzeń nieważna, taaak, ale jak to możliwe, że "zapomniałaś o światłach"? Martwy punkt, który dla niego nie istnieje - "przecież masz lusterka" - to jeszcze pół biedy, ale ograniczenia prędkości! "Dawaj, dawaj gazu, bo będą trąbić! Musisz jechać tak, jak jadą inni". Odpowiadałam jak automatyczna sekretarka, słowami instruktora, że to nie moja sprawa, niech sobie wyprzedzają. Na światłach nie mogłam ruszyć, bo nie wchodziła mi jedynka, albo wrzucałam wsteczny zamiast jedynki. Wróciłam już na miejscu pasażera, na własne życzenie, bo już nie miałam ochoty na eksperymenty z biegami. Oblałam ten egzamin.

 

Druga tura jazd nastąpiła późnym popołudniem. Tak zarządził Asystent. Tym razem nakleiłam duży zielony liść (nieobowiązkowy, ale przezornie kupiony). Z przodu od wewnątrz, przyssawką, z tyłu szyba za ciemna, więc na zewnątrz, butaprenem. Kierowcy już wiedzieli, co to za ziółko, i traktowali mnie jak "L", czyli albo bezczelnie, albo litościwie.


Jechało się już bardzo dobrze, chociaż wyczułam jakiś dziwny problem z przyspieszaniem. Zawracałam, cofałam, dziury między koła. Wsteczny wchodził już lepiej, jakkolwiek nie mogłam się nadziwić, po co ustawiać wsteczny tam, gdzie normalni ludzi z Renaulta montują jedynkę. No nie wiem. Na szczęście odkrywczy Niemcy nie wpadli równocześnie na pomysł, żeby haumlec ręczny umieścić na przykład pod nogami. Lokalizację i zastosowanie awaryjnego wbił do głowy egzaminator II z WORD ten, który oblał mnie 14 X. W chwili trwogi na postoju zaciągnęłam dźwignię.



Pokręciliśmy się autem po miejscach, gdzie ćwiczyłam na początku z instruktorem, odbyłam pierwszą jazdę szkolnym pershingiem z prędkością 30 km/h, gdzie zawracałam i uczyłam się patrzeć na znaki. Ech, z dnia na dzień bardziej doceniam, ile uporu i serca wkładał Instruktor w uporczywe powtarzanie, żeby trzymać sprzęgło, patrzeć na znaki i trzymać się prawej krawędzi. To było tu. Anioł, nie człowiek.


Zapadał zmierzch i mimo wielkiej szansy na wymuszenie, skończyło się na kilku ostrzegawczych uwagach Asystenta. Kiedy już wjeżdżałam z powrotem na teren posesji, ustawiłam się źle i  byłam zmuszona wycofać, auto za mną już nie zatrąbiło. Widać, zobaczyli Zielony Liść, który zresztą najchętniej ustawiłabym na dachu, tak jak się ustawia tablicę "L". W końcu wjechałam. Zatrzymałam auto. Na prostych kołach, jak uczono w szkole, co mnie wprawiło w taki zachwyt, iż nie zauważyłam, że koła proste, ale stoję na ukos. Zaczęłam recytować formułkę końcową, uczoną na kursie jak litania: "Wyłączam bieg. Zaciągam hamulec... ręczny... Już zaciągnięty?" Żadne auto w tych warunkach nie przyspieszy. Jechałam na ręcznym. 

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Daniel 10:30, 1 grudnia 2016

    Też kiedyś na początku przejechałem przez całe miasto na ręcznym. Trochę dziwiłem się, że strasznie dymi spod mego samochodu :). Dymiło i później na parkingu jeszcze długą chwilę.

    Odpowiedz
  • Sosenka 9:59, 5 grudnia 2016

    Słyszałam o takich przypadkach :) Sama, póki co, orientuję się o ręcznym, wyjeżdżając z posesji, i zaraz go opuszczam do końca. Jednak się okazało, że wyżej opisana sytuacja dotyczy zaciągnięcia ręcznego na czas otwierania bramy.

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW