Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Myjnia dla zaawansowanych

2017-03-15 11:27:50, komentarzy: 0

Mycie auta po zimie, choćby to nawet był mój pierwszy sezon za kierownicą, wydaje się rzeczą prostą. Asystent jednak bardzo chciał pojechać ze mną. Ustawiliśmy auto w kolejce, niecodziennej o tej porze, i zaczęliśmy obserwować otoczenie. Taksówki myły się na wiosnę, auta prywatne ciągnęły jedno za drugim, choć głównie do myjni ręcznej.  Zjawiły się i dwa zielone liście, właściciel grata i właściciel "fury" - dla nich myjnia automatyczna okazała się lekcją. 

 

Jedno auto już było w środku, a drugie tuż przed nami. Młody, śliczny, modnie przystrzyżony Pan swobodnie przechadzał się między swoim autem a drzwiami myjni. Co chwilę uśmiechał się słodko do niewidocznego odbiorcy. - Do kogo on się uśmiecha? - zastanawiałam się. - Czy między maską a drzwiami bawi się jego dziecko? A może w aucie kuli się żona. Wyciągnęłam szyję, ale przekonałam się, że jest on z autem sam na sam. Był to elegancki pojazd miejski z wysokim zawieszeniem. Czarna, lśniąca maszyna o obłym kształcie, stylizowana na dawne samochody. To nią pan był wyraźnie uradowany.

 

W myjni zapaliło się zielone światło i pierwsze auto wyjechało. Wobec tego młodzian wprowadził do pomieszczenia swoje, no i wyszedł. Nonszalancko, z rękami w kieszeniach, czekał, aż się pojazd umyje. A tu nic. My też stoimy, czekamy. - Dlaczego on nie naciska "START" - zastanawiał się Asystent. Młodzian wreszcie się zreflektował, podszedł do tablicy. W eleganckie auto uderzyły szczotki i strumienie wody. Właściciel patrzył zadowolony. W jego stronę leciały kłęby pary i krople brudnej wody. - Dlaczego on nie zamyka drzwi? - padło następne pytanie. W końcu dumny właściciel coś przycisnął. Drzwi odgrodziły jego i nas od pary i ścieków. - To on chyba jednak ma samochód od niedawna - stwierdził Asystent. Na limuzynie brakowało jeszcze zielonego liścia, jaki zdobi moje stare auto. A to by dopiero była komedia.

 

Mój liść odkleiłam od tylnej szyby przed wjazdem pod prysznice. Potem okazało się, że dalsza jazda po mieście bez oznakowania była lepsza niż te poprzednie. Patrzyłam na znaki, a rowerzystę wyprzedziłam bardzo szerokim łukiem, za co zresztą dostałam ochrzan. - Potrafisz już jeździć - powiedział mój surowy Asystent, który zarzucił mi jeszcze tylko zbyt małą ostrożność przy wjeździe w inną drogę i wyraził trwogę, czy nie urwę czegoś na wybojach. Dzisiaj on mnie ochrzanił, ale nikt mnie nie obtrąbił. Zmieniłam pas w pełnym biegu, wjechałam w ciasne - jak uważałam - miejsce parkingowe, gdzie dowiedziałam się, że pewnie, iż potrafię, tylko muszę szerokim łukiem i wolno. Asystent mówi to samo, co Instruktor, daje też wiele praktycznych porad. Oj, jeszcze się przydaje jazda z pomocnikiem.

 

W domu uroczyście przykleiłam zielony liść na nowo. Jeszcze długo będzie mi potrzebny, choć niekoniecznie w myjni automatycznej.

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW