Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Moje przybrane babcie

2013-11-10 21:16:58, komentarzy: 0

 

Moje babcie są coraz młodsze

 

Ze wszystkich strat w moim niezbyt długim życiu, jeśli którąś odczułam, to tylko stratę babci. Babcia to jest poważna instytucja: mało co ją dziwi, uczy młodszych formułowania priorytetów i dystansu do życia. Po kilku latach niespodziewanie dostałam dwie babcie. Jak bardzo dokładny jest Bóg w spełnianiu pragnień, świadczy to, że te babcie są podobne do moich dwóch rodzonych. Jedna jest kresową gospodynią, a druga panną z inteligenckiego domu. O rany, jak one są podobne do oryginałów! To nie mógł być przypadek. 

 

Babcia K. pochodzi z tej samej parafii, z której pochodziła moja rodzona babcia J. Jest wesoła, energiczna, pracowita i dzieli się wszystkim, co ma. Babcię poznałam dzięki Radiu Maryja. Czasem tak mam ochotę powiedzieć tym wszystkim, którzy wymyślają na ten wynalazek i jego twórcę, że sami mogli wymyślić radio, którego przesłanie sprawiłoby, że prości (ale nie prostaccy), pobożni słuchacze czuliby się tak potrzebni na świecie. Takie radio, którego redaktorzy nie zajmują się głupotami typu międzynarodowy dzień kota, tylko tylko problemem, jak (godnie) przeżyć w naszym biednym kraju. Moja babcia K. słucha RM, gdy jest unieruchomiona w domu przez chorobę, i czasem włącza się w modlitwę, zaciągając po kresowemu.

 

Jeździ na wózku, ale wciąż robi przetwory z owoców, sprząta (dom jest czyściutki) i karmi gromadę kotów. Kiedyś zarzekała się, że nie ma mi nic do powiedzenia na temat przeszłości, i przyjechałam do niej bez dyktafonu. Siedziałyśmy tak w zapadającym zmierzchu,  ona zapatrzyła się w okno i… popłynęła przejmująca opowieść świadka o rzeziach UPA i Żydach prowadzonych przez Niemców na śmierć. A kiedy obie patrzyłyśmy na sąsiedni dom, ona kończyła opowieść o dwojgu sąsiadów przesiadujących na tej samej ławeczce, którzy codziennie pytali siebie nawzajem, czy jeszcze wrócą na Kresy. Jechałam potem pociągiem - bo mieszka spory kawałek stąd - i całą drogę notowałam to wszystko na wewnętrznej stronie okładki podręcznika do francuskiego.

 

Do babci B. nie zwracam się per „babciu”, bo ona tego nie proponuje. Ale kiedyś powiedziała, że mogłabym być jej wnuczką, i to w ustach starszej damy było bardzo znaczące. Odpowiedziałam, że przychodzę do niej jak do swojej babci. Odpowiedziała, że miło jej to słyszeć.

 

Babcia B. ma powyżej 90 lat. Jest osiem lat młodsza od mojej zmarłej babci A. I tu dopiero zaczynają się hece. Babcia A. urodziła się  na Kresach i chciała skończyć polonistykę, a pracowała w radiu. B. urodziła się w Wielkopolsce, chciała pracować w radiu, a skończyła polonistykę. Obie miały po trzy córki i mężów profesorów. Losy ich zetknęły się na jednym wrocławskim osiedlu, dokąd babcie przyjechały na początku lat 50. Tutaj wcale się aż tak nie lubiły. Dam głowę, że teraz, zaocznie, lubią się bardzo!

 

Babcia B. ma hiszpańską urodę. Jest w dalszym ciągu piękna. Zawsze zadbana, ma dyskretnie podmalowane usta. Moja "prawdziwa" babcia A. miała niebieskie oczy, w wieku 93 lat miała też piękne białe, falujące włosy i różaną cerę. Obie wciąż chorowały i straciły wzrok w podeszłym wieku. Za to obie zachowały bystrość umysłu, charakter i ogromną ciekawość świata, szczególnie młodych.

 

Babcia B. spędza dzień w małym pokoju, pełnym książek. Kiedy akurat nie ma gości, przypomina sobie i systematyzuje wiedzę z dawnych lat. Opisuje w myślach sylwetki polityków, pisarzy, księży, artystów, których znała albo których znali jej rodzice. Pilnie przysłuchuje się wiadomościom z radia i natychmiast wychwytuje informację o jakiejś rocznicy – zaraz ma gotowy cały wykład na temat konkretnej postaci historycznej albo wydarzenia. Na drugi dzień ma już gotowy plan.

 

Jej celem jest przekazać jak najwięcej do narodowej skarbnicy wiedzy. Cierpliwie pyta, czeka i tłumaczy – i podaje do muzeum, uczelni, archiwum lub dziennikarzowi zwartą relację, opartą na samych faktach. Wychowywała się w inteligenckiej sferze II RP, więc jej przekazy są na ogół wręcz unikatowe. Babcia B. jest dokładna, do bólu rzetelna i „naukowa”. Nie ma tu miejsca na fantazje. Ostatnio często zdarzało mi się czytać razem z nią listy lub przedwojenne gazety. Ona zna się na wszystkim! Ten był jej krewnym, a ten kolegą ojca, o tym słyszała, a tamtego spotkała na końcu świata. A kiedyś pewna wysadzona z siodła, że użyję dawnego określenia, arystokratka ukazała jej się w fartuszku kuchennym i książęcych klejnotach.

 

Literaturę zna, że ha, mimo że już tak długo nie czyta sama. Twórczość, recenzje, plagiaty, spotkania dyskusyjne, cenzura – pamięta jak dziś. Dla odmiany, zna kapitalne anegdotki z pierwszych lat PRL, o ludziach, z którymi na co dzień rozmawiała na ulicy: o wykładowcach, sklepowych, cyrkowcach i pegeerowcach. Tydzień temu zrobiła mi wykład o przedwojennych służących: kształcenie, opieka socjalna, angaż, wynagrodzenie i awans (konkretne stawki!). – Nie chcę nikogo obrazić – powiedziała – ale w Wielkopolsce służące były na wyższym poziomie niż kresowe. I uzasadniła.

 

Babcia B., w przeciwieństwie do A., chętnie nawiązuje znajomości, tak samo z profesorami, jak z wędrownymi kupcami. Szanuje tak samo dorobek naukowy, jak wiedzę wiejskiej kobiety o ziołach, kwiatach i ptakach. Pyta, słucha i opowiada. Zna dzięki temu wielu ludzi. Zapytana o konkretną osobę, wyjaśnia zależności rodzinne i zawodowe, ale nie plotkuje.

 

Nazywam ją rekompensatą za rodzoną babcię A. Tak mogę powiedzieć, bo już przydszedł ten moment, że możemy siedzieć razem w jej pokoju i milczeć, a milczenie nie jest krępujące.Wiadomo, gdzie jest to i tamto, co podać, do kogo zadzwonić. Ważne są już nie tylko sprawy bardzo ważne, ale i drobiazgi codzienne - o tym się dyskutuje.

Babcia A. też siadywała w fotelu i nie mogąc czytać, albo po prostu - czekając na wnuki, słuchała radia, i można z nią było rozmawiać o wszystkim, bo też na wszystkim się znała. Była bardzo inteligentna i bezkompromisowa. Babcia A. nie mówiła tak chętnie i tak często jak babcia B., ona musiała mieć natchnienie. Znajomości  nawiązywała powoli i z namysłem, a z ludźmi niższego stanu raczej się nie zadawała, oprócz sytuacji koniecznych. Mógł to być powód, dla którego z moją obecną babcią B. nie były w bliskich kontaktach. Z kolei babcia J. nie miała po prostu okazji poznać babci K. Moim zdaniem, szkoda, bo wszystkie one miałyby sobie wiele do powiedzenia.      

 

Byłabym zapomniała: przybrani dziadkowie nie zdążyli zostać moimi przybranymi dziadkami. Kobiety jednak żyją dłużej! 

  

Kategorie wpisu: Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW