Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Marzenia ściętego lusterka

2017-11-20 19:19:19, komentarzy: 0

Stało się dokładnie to, przed czym przestrzegają szeregowi kierowcy, a czego ja bym się spodziewała akurat na drodze publicznej. Wyjeżdżałam z posesji. Rozważałam, że oto już jestem na prostej do tego, aby jeździć płynnie i bezkolizyjnie, i zanurzyłam się w górnych myślach. Prędko i bez trudu zgrzytnęłam lewym bokiem o skrzydło bramy. Bęc! Lusterko na ziemi.

 

Za pół godziny mam być na drugim końcu miasta. Co robić?! Jęłam dopasowywać oderwane lusterko do korpusu, ale chociaż końcówki różnych drutów i rurek do niego pasowały, żadna końcówka w zagłębienie wejść nie chciała. W dłoni został mi poza tym ułamany "patyczek".- A, niepotrzebny - zarechotałam. Ale potem się okazało, że niepotrzebny patyczek koordynuje ustawianie lusterka w górę i w dół. Spróbowałam siłą. No nie, to już Instruktor przestrzegał, że mam unikać siły. Czas biegł. Ach... co robić?!

 

Wiesiek!

 

Wiesiek, odwieczny mechanik naszych aut, zawsze w pogotowiu, z niezwruszoną miną przyjmuje zgłoszenia o awariach i dziwnych problemach nowego kierowcy. Nikomu nie podaje swojego numeru komórkowego, bo by go zjedli, i jest wiecznie zarzucony zleceniami. Ale to jest sytuacja nagła. Ruszyłam do Wieśka, to prawda, bez lewego lusterka kaplica! ale przejechać dwie ulice problemem nie było. Zaparkowałam, z przyzwyczajenia upewniając się w lusterku, którego oczywiście nie było.- Niech pan ratuje! - Wiesiek, który grzebał oczywiście w jakimś ponurym wraku, zawieszonym nad kanałem rewizyjnym, się nie zdziwił. Z kamiennym wyrazem twarzy ruszył ze mną na ulicę.- A ma pani jeszcze jakąś część? - nie wiedziałam, czy mam, ale na dnie kieszeni znalazła się nibywykałaczka. Oj, złamana... Ale przyjrzawszy się ustrojstwu, przyłożył wyrwaną część do korpusu, skutecznie przywalił dłonią. Ustawił lusterko, poleciwszy jednak kupić nowe. I nie wziął za pomoc ani grosza. 

 

Taśmą klejącą już się nie bawiłam, gdybym tylko ruszyła lusterko, byłoby jeszcze gorzej. Ruszyłam w miasto, tyle że aby widzieć w nim dalszy punkt, musiałam za każdym razem się lekko przykurczyć. Ono już długo przed kolizją nie chciało się ustawiać góra - dół, a teraz już w ogóle, utkwiło w jednej pozycji, ale na szczęście jest ruchome na boki.

 

Pogodę nazwałabym przejściową. Ni to szaruga, ni to dzień parny, chmury, zaraz ostre słońce - za moment zimny, drobny deszcz. Raz się myślało dobrze, a raz chciało się spać, no ale po drodze pętały się żyjątka wszelkiej maści, spieszące na cmentarz. Drzwi otwarte w stronę jezdni, facet wychodzi, nie patrząc, co ma za plecami. Różni wyjeżdżają z parkingu na jezdnię i stoją z wysuniętym przodem, prosząc o kolizję. No, cyrk. Ustawiałam się akurat do prawoskrętu z ulicy Stacyjnej, gdy facet przede mną usiłował przecisnąć się między krawężnikiem na prawoskręcie a autem z platformą. Utkwił tamże i zaczął szarpać się z drzwiami. Myślałam, że porysował tamto auto, ale kiedy się wygramolił wreszcie, podniósł z ziemi jakiś czarny kształt i począł go oglądać. - Ooo, przywalił bokiem? Pan popatrzył w moją stronę i gestem przeprosił. Nikogo nie skrzywdził, ruchu nie spowolnił, bo i tak stała przede mną ta furgonetka. Ściął obudowę lusterka. Tak, najwyraźniej następny taki przypadek.

 

Nie wiem, za co on mnie przepraszał.

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW