Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Kierowca, istota nieprzewidywalna

2016-10-06 19:18:19, komentarzy: 0

Trzyma nas krótko, łomot potrafi spuścić nieprzeciętny, nawet nie używając krzyku. Za niesłuchanie komend, niepatrzenie na znaki i nieszanowanie skrzyni biegów - nie ma litości. W miarę jednak upływu czasu i napływu umiejętności u kursanta, wielce doświadczony pedagog łagodnieje i już można pogawędzić, a nawet się pośmiać.


- Debil! No debil! - wychodzi z siebie i wygraża kierowcy - Jak ty jedziesz, debilu! - A to też jakiś debil, proszę pana? - zauważam, pokazując następnego pirata. - Oczywiście, że debil, jest ich wielu, ale cóż... nie my mamy na to wpływu - instruktor rozkłada ręce - jedziemy dalej. Razu pewnego nieostrożnie stwierdziłam, że wolę jeździć z kobietami, bo one jeżdżą ostrożniej, i odtąd przez parę lekcji za każdym razem wysłuchiwałam osobnych uwag: "kretynka, no kretynka!", "debil... debil... eee... debilka???". Ponieważ jednak i mnie zdarza się po serii bardzo dobrych jazd zaliczyć dzień fatalny, na który składa się ciąg katastrof, ostatnia scena, tj. postój na parkingu szkolnym, kończy się stosownym napomnieniem: "że też pani zawsze musi wjechać w tę bramę?!", i westchnieniem, które jest jego złotą sentencją: "Ja się już przyzwyczaiłem, że ja kobiet nigdy nie zrozumiem".


No, musiało to mieć swoje głębsze przyczyny. Gdy przypadkiem zobaczyłam Panią Instruktorową, wszystko się wyjaśniło. Tego dnia zawinęliśmy z jakiegoś powodu pod ich dom prywatny. Popatrzyłam we wsteczne. Z bramy wyszła niewiasta słusznej postury, rzuciła coś na chodnik i grubym głosem zgrzytnęła: "Masz!", i poszła. W oczach adresata gestu dostrzegłam wiele ciepła i łagodności.


Ale zanim do tego doszło, ciekawie dopytywałam:
- No dobrze, ale jednak jeżdżą tu z panem głównie kobiety i pan to wytrzymuje?
- Przyzwyczajenie zawodowe... - wzrusza ramionami. Tłumiąc szeroki uśmiech, szybko ucieka do biura. 

 

Na co dzień srebrny, od święta (egzamin) czerwony

Na co dzień srebrny, od święta (egzamin) przeważnie czerwony

Dzisiaj ćwiczyliśmy w WORD na ich placu, przed egzaminem praktycznym. Między pachołkami spacerował jakiś pan. - A to kto? - zapytałam - Szef WORD? - Ach gdzież! - wzruszył ramionami pedagog - Widziała kiedyś pani, żeby szef był o tej porze w pracy? No fakt, w państwowej pracy to nie. - Ach, to znaczy tutejszy cieć? - zapytałam. - Eee... Nie... To jest egzaminator. O mało nie walnęłam w słupki z któregoś tam łuku po drodze, ale on pokierował, i na chwilę przystanęliśmy. Egzaminator zajrzał do auta: "I co, jak szkolenie?" Tym razem niewiele miałam do powiedzenia, bo miałam dość ćwiczeń. - Zestresowana kobieta - stwierdził instruktor radośnie, bo coś musiał powiedzieć - Przecież wiadomo, że to istoty nieprzewidywalne są.


Jednego razu, na placu manewrowym, zacny pedagog zamyślił się nad losem, zapominając, że wcześniej zdjął z karoserii tablice (na magnes) i położył na dachu auta. Wyrwaliśmy z placu do miasta, jak się okazało, zrzucając te emblematy gdzieś na drogę. - Ej ty! Tablice zgubiłeś! - ryknął na zakręcie inny kierowca, który odczytał adres i nazwę szkoły. Instruktorowi gniewne błyski zagrały w oczach, ale stłumił wściekłość i kazał wrzucić wsteczny. Zrobiliśmy kunsztowną nawratkę i ruszyli na poszukiwania tablic. Jedna się znalazła na poboczu, a drugiej nie było wcale. Pewnie ktoś sobie zabrał na podkładkę pod mysz

:)


Kategorie wpisu: prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW