Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Kierowca i suwak

2016-12-21 13:22:04, komentarzy: 0

Rozżaliłam się na dobre. A bo mylę biegi, a bo mi gaśnie i mogę stworzyć zagrożenie na drodze, a bo co ja zrobię, jak będę mieć problem. Jechać, nie jechać? "Teraz albo nigdy" - podjęłam żeńską decyzję. Wsiadłam do auta sama, otarłam zaprzyjaźniony słupek i wyruszyłam w trasę przez tzw. miasto. Efekty uboczne były tylko dwa: raz zapomniałam kierunkowskazu, a w czasie powrotu jakiś "suwak" wcinał mi się na chama. Puściłam go, a mój liść na przedniej szybie w tych okolicznościach aż spadł. Dobrze, że zamocowan od środka.

 

Jechało się luksusowo! Raz, że jazda w ciszy i cieple - będę to powtarzać - a nie kołowrót i gwizdanie po uszach. Dwa, byłam zdana na siebie i swoje błędy widziałam tylko ja. A przede wszystkim nie miałam już kłopotu z ruszaniem. Nie asekurowałam się, lecz tak jak na kursie, dodawałam porządnie gazu. Efekt: auto już nie gasło, a jeśli nawet wrzuciłam za wysoki bieg, bez wyhamowania, to zawsze mogłam wyjść z opresji cało. Co więcej, koncentrowałam się na tym, by powoli robić to, czego uczono na kursie, i wszystko grało.

 

Pogoda była piękna, niebieskie lśniące niebo, widoczność doskonała. Zawróciłam tam, gdzie wtedy, ale wolno, ostrożnie i z dobrze osuszoną szybą tylną. Auto stanęło równolegle względem płotu i tam też je zostawiłam na hamulcu ręcznym. 

 

Powrót w porze przedkorkowej, ale już w radosnej atmosferze Świąt. Suwak z lewego pasa - kierowca auta 7-osobowego - ruszał szczęką, patrząc na mnie z kwaśnym wyrazem twarzy. Mełł chyba w ustach zniewagi, wpychając dziób swego auta w obręb mojego pasa. W odpowiedzi skrzywiłam się równie niemiłosiernie jak on i machnęłam ręką: "A jedź pan!" Nic mu to nie dało, tym razem to on zaczął spowalniać mnie, a do celu dojechaliśmy równocześnie. Zauważyłam, że aż liść na przyssawce spadł mi z przedniej szyby.

 

Jechałam spokojnie dalej. Często musiałam hamować, ale podjeżdżałam na półsprzęgle, zostawiając sobie duży odstęp od aut. No wreszcie. 2 miesiące od egzaminu wróciłam do półsprzęgła, bo przestałam się bać, że albo spalę sprzęgło, albo za szybko puszczę. Zauważyłam albowiem przy okazji jedną cenną cechę tego auta. Pedały chodzą, w stosunku do szkolnego Clio, jak gdyby opornie. Ani ostro nie przyspieszę na danym biegu, ani też gwałtownie nie da się puścić sprzęgła. Za dużo zepsuć się nie da. To i nie zepsułam. 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW