Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

I osioł rżeć będzie...

2012-07-23 13:01:38, komentarzy: 7

W sobotę Iza oznajmiła mi, że nazajutrz planują wycieczkę w obrębie miasta. Takie wycieczki wypadają nam wtedy, gdy albo nie mamy czasu, albo pieniędzy, albo wszyscy są tak zmęczeni, ze nie chce nam się pakować do pociągu. To wtedy umawiamy się na skraju miasta. Adam daje nura w jakąś boczną uliczkę i wyprowadza nas nagle do miasteczka z czasów Fryderyka Wielkiego, do fabryki z czasów Bismarcka, kościółka z czasów Piastów lub kresowej wsi. To coś na kształt doświadczenia rodzeństwa Pevensie z opowieści narnijskich.

 

Jak wygląda planowanie czasu, wiadomo. Tym razem jednak Iza z troską w głosie zauważyła, że nalezy wyjechać „wcześnie“, koło 12. – Albo po prostu – uzupełniła – ty zjesz obiad i wtedy dasz znać, że już jesteś po.

 

Reżim czasowy na naszej wycieczce – to było coś niezwykłego.

 

Postanowiłam trwać w gotowości. Rano wyprowadziłam psa, ugotowałam zupę, zrobiłam ileś cm swetra na drutach, ugotowałam drugie danie, zjadłam cały obiad, zmyłam naczynia, posprzątałam, nastawiłam pranie, zrobiłam kilka cm swetra więcej. Była 14.30. Wtedy otrzymałam pierwszą wiadomość od Izy. Właśnie wyszedł od nich szczęśliwy szwagier, który odwiedził był rodzinę, żeby dostać poradę turystyczną. – Myślę, że za chwilę możemy wyjeżdżać – powiedziała spokojnie. Wobec tego zebrałam kilka kg jabłek, wyprowadziłam psa po raz drugi, wyjęłam pranie (1.45 h), rozwiesiłam, posiedziałam w słońcu. Wtedy dowiedziałam się, że „już”.  Leniwie przygotowałam się do wyjazdu. W punkcie zbornym byłam akurat na czas, to znaczy czekałam na nich jeszcze około 40 minut.

 

Iza, Adam, Zuzia, Bożena i ja. Nasza wycieczka zaczęła się przy kościółku na Muchoborze Wielkim. Mały, kochany kościółek romański pw. św. Michała, otoczony (polskim) cmentarzykiem. Mieliśmy stamtąd dojechać do Parku Tysiąclecia, nowego parku, stworzonego tym razem na bazie ziemi ornej, a nie na terenie przedwojennego cmentarza. Wokoło ślimaki nowych dróg, autostrady A8, zjazdy, podjazdy, ścieżki – póki trwały wykopy, wszystko grało. Dzisiaj nie wiedziałam, gdzie jestem.

 

Ale w tym dzisiejszym trybie faktycznie, kiedy tylko tam dotarliśmy, oczywiście musiałam zacząć planować powrót, na niedzielną mszę. Ponieważ po 20 minutach od rozpoczęcia wycieczki nikt mnie nie chciał puścić, dowleczono mnie do Żernik. Tam wszyscy poszliśmy na mszę w uroczym namiocie (remont kościoła). Jedno, co pamiętam z czytania i kazania: „Idźcie na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Kiedy ksiądz zalecał alternatywne formy wypoczynku, nie mogłyśmy odmówić sobie komentarza. – W tym miejscu on naprawdę mógłby wspomnieć o naszych wycieczkach! – szepnęła Iza.

 

Po mszy usiedliśmy nad stawem, zjedliśmy trochę chleba i nuże się przechwalać, jakie to mamy plany na sierpień, a jakie trasy możemy pokonać jeszcze dziś wieczorem. Już zbieraliśmy się do odwrotu i zapadła chwila ciszy, gdy zza płotu dobiegł nas przeraźliwy głos, jak śmiech wariata. To rżał osioł z pobliskiej hodowli.

 

Cóż, Iza zwinęła się do pracy, na dyżur, a my z Adamem pojechaliśmy w stronę naszych domów.

Z ciekawostek tym razem spotkaliśmy samolot odrzutowy w ogródku restauracji i łabędzie pływające wokół zalanego transformatora. Chcieliśmy jeszcze zwiedzić lotnisko, złamał się dyszel od Zuzi przyczepki. Bez wyraźnej przyczyny, podczas spokojnej jazdy, na gładkiej ścieżce rowerowej.

 

 Jak sobie przypomnę nasze przechwalanki i tego ryczącego osła...

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • na zielonej okrainie 14:17, 25 lipca 2012

    Ja zwykle wycieczkuję od 5-6 rano ale to ze względu na kluczenie po opłotkach i "umówione" spotkania z braćmi mniejszymi.

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 17:09, 25 lipca 2012

    Pogięło się kółko, złamał uchwyt do dyszla...

    Wczoraj po żłobku wybraliśmy się z Zuzią na przejażdżkę. Już na estakadzie na Armii Krajowej natknęliśmy się na poturbowaną, zakrwawioną rowerzystkę, która - jak się okazało - zderzyła się z innym rowerzystą. Zastanawialiśmy się jak to możliwe, że na chodniku szerokości 4 metrów mogli się stuknąć kierownicami. Cóż, policja i karetka już zostały wezwane, więc na polubowne rozwiązanie biedak (rzekomy sprawca, jadący z mozołem pod górkę środkiem chodnika) raczej nie mógł liczyć...
    Pojechaliśmy dalej ostrożnie, bo nigdy nic nie wiadomo, w końcu człowiek i sprzęt zawsze może nawalić. Po drodze wydawało mi się, że słyszę znowu ryczenie osła, a kółko w przyczepce zatacza coraz większe ósemki, zostawiając na drodze wężowaty ślad. Dwie przecznice przed domem ostatecznie skapitulowało, wydając z siebie ostatnie tchnienie - z 16 szprych całe ostały się ino 3, i to na nich zajechaliśmy pod dom. Po tym doświadczeniu Adam stwierdził, że musimy zamówić tyle części, że chyba lepiej już kupić nową przyczepkę, bo z tą strach się oddalać od domu. Napisał do konstruktora długi list sugerując, co by można poprawić w konstrukcji, ale zastanawia się, czy jest go sens wysyłać ;)
    Ten histeryczny ryk osła najlepiej oddaje, co myśleć o tym wszystkim :D

    Odpowiedz
  • Izo 20:41, 17 sierpnia 2012

    Jak widziałam, kareta działa :)

    Odpowiedz
  • SławekP 16:30, 26 lipca 2012

    A właśnie kilka dni temu oglądnąłem "Rytuał". Wpisuje się jak ulał w tematykę notki ;)

    Odpowiedz
  • Sławku 20:40, 17 sierpnia 2012

    A ja... Ja czytam ostatnio polemiki z Lutrem i Machiavellim. To dlatego tytuł traktuje o osłach :)

    Odpowiedz
  • Shork 0:25, 5 sierpnia 2012

    pw. św. Michała Archanioła.
    Byłem tam bierzmowany :-)

    Jechaliście prawie moją trasą. Z Żernik, zjeżdżam do Karczmy Rzym na małe jasne, oglądam młyn, albo farmę kóz, czasem turlam się tak po prostu drogą patrząc na ruiny przemieszane z nowymi domami. A czasem wracam przez Skałkę.

    Odpowiedz
  • Shorku 20:38, 17 sierpnia 2012

    Moja ulubiona! Najlepszy powrót jesiennym wieczorem i przycupnięcie przy drewnianych ławach Karczmy, w półmroku, gdy przypominają się baśnie.

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW