Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Et ego in Arcadia

2015-06-28 20:45:46, komentarzy: 0

Ponad trawą wiejskiego cmentarzyka wznosiły się dwie ponure tablice grobowe, na których dostrzegłam napis: ŚP. URODA - bo dalsze słowa przykrywały źdźbła. Ponure to było również proroctwo dla całej wycieczki, dla Izy, dla jej nogi.

 

27 czerwca wybrałyśmy się na wyryp bez Adama, bo pełnił on w sobote rolę nańka (został z Zuzią). Trasa, dość lekka z początku, od Szwajcarki zamieniła się w gonitwę. Stare, pttkowskie wyjadacze, niektórzy koło 80, zostawiały nas daleko w tyle. Odcinek między Szwajcarką a Gruszkowem przebyto w takim tempie, że przewodnik grupy nie zauważył nawet, że szlak skręca, i przeciągnął nas asfaltem aż pod samą górę. Zdziwił się, ale zaraz pognał dalej.

 

Był to najdłuższy dzień w roku. Lato pyszniło się w trawach, zielonkawej pszenicy, w kępach krwawnika, dziurawca i koronach dębów. Przy parnej pogodzie, horyzont był zamglony, ale w miarę nadciągania ulewy odsłaniały się partie Karkonoszy. Łąki aż puszyste od traw, drogi wiły się i znikały w smakowitym gąszczu, i aż się chciało pójść za każdą z nich z osobna, aby odkryć... Nic jednak nie dało się odkryć, bo przystanków w ogóle nie planowano.

 

Na Skalniku 20 minut przerwy. W głowie czułam pracujący młot i byłam cała mokra. "Idziemy, idziemy, proszę koleżeństwa!" Idąc, a raczej zbiegając, zauważyłam, że schronisko Czartak (ech! ile razy tam...) zamieniło się w agroturystykę, biedne wioski wcale się nie wyludniają, ale odbudowują w nich ludzie chaty sudeckie i zakładają ogrody. Tylko torowisko linii Kowary - Kamienna Góra i nieczynne zakłady robią przygnębiające wrażenie.

 

Tymczasem przewodnik znowu się zamyślił i znowu zgubił szlak. Błądziliśmy trochę po wzgórzach, które nagle nastały po przejściu tej bramy w Karkonosze, przed nami ukazały sie Góry Kamienne. Zamieszkałe wioski zniknęły i... znowu to przygraniczne odludzie, gdzie kończą się tory, kruszy się asfalt, a trasa S3 ma dość i mówi, że zawraca i zostaje w Bolkowie, bo dalej nie dostała pozwolenia.

 

Na bliskich wzgórzach blokowiska. Przejazd kolejowy z nastawnią KG1. "Kamienna Góra". Starzy ludzie pamiętają ośrodek produkcji lnu i sanatorium. No, kominy zostały i została duża stacja towarowa, z nikłym akcentem w postaci pociągów osobowych do Trutnova i zurueck (następny za 2 godziny). Na drzwiach walącego się budynku, od strony peronu zabite dyktą okna i napis: "Arkadia" ("Et ego in Arcadia"???). Z drugiej strony budynek dworca, pięknego niegdyś, bo zaprojektowanego w stylu wschodniego pałacu, zabarykadowany na amen. Ba, 10 lat temu jeszcze przyjmował podróżnych. Fronton podstemplowany - za parę lat zawali się samoczynnie.


Strasznie chciało mi się pić... a tu ani sklepiku. W tej postindustrialnej pustce kamienice i trzy supermarkety obcych firm. Aldi, Lidl i Kaufland. Aha, i apteka. 

 

Na tablicy przystanku PKS wypisano busy do Wrocławia, ale spotkana wpodle Tutejsza przysięgała, że tam nic nie staje, i pokazała nam jakieś stanowisko na skraju dworca. Coś mi to przypominało i Izie też, a godzinę później wyszło na to, że intuicja nas nie myli. Otóż kolega Tutejszej akurat odwiózł weselników do knajpy i właśnie miał ochotę dorobić. Stojąca na czatach Tutejsza w mig zorganizowała dla niego grupę turystów. Toteż podjął się zadania, przysięgając, że kiedy wsiądziemy do jego busa, na pewno złapiemy "Kamieńczyka", jak nie w Marciszowie, to w Sędzisławiu.


W Sędzisławiu busiarz-weselnik szybko zgarnął pieniądze i z podejrzanym uśmiechem słuchając komplementów, zmył się. Wtedy się okazało, że pociąg odjechał 5 minut wcześniej i mamy przed sobą 1,5 godziny czekania. Kiedy już ostatni niedowiarek uwierzył, że zegar mówi prawdę, śmy się rozłożyli na starych ławkach, kamiennych stopniach, nawiedzili sklep z napojami, a na koniec sprawiedliwie podzielili na grupy adekwatne do wymagań promocji PKP "Ty i Raz, Dwa, Trzy". Kiedyś gdy człowiek kupował od razu bilet w dwie strony, dostawał zniżkę 50%. Tłumaczę to sobie faktem, że z czasem jednak PKP musiały przyjąć do licznego grona błogosławionych (tj. jeżdżących za darmo) europosłów, i to wymagało "zmiany strategii".


Młoty w głowie pracowały dalej. Odwodnienie. Kolega starszy o jakie 40 lat mimo wszystko kolorowe wody i słodycze odradzał. Szturchnął mnie, gdy jadłam chałkę, i podsunął grahamkę: "Bierz, to lepsze". W pociągu wypiłam 2 litry lemoniady firmy "Zbyszko", gdyż Iza poleca ją jako niezawierającą słodzików i innych świństw. Siedziałam, patrząc w okno. W tle koledzy o pokolenie starsi gwarzyli o dawnych czasach. Widzieli dymiące kominy w Wałbrzychu, górników w ogródkach niedzielnych, pykające fajki, pociągi pełne wracających ze służby. Widzieli cmentarz żołnierzy II Armii WP, polskich chłopaków w wieku 18-20 lat, co do których przechodnie pytają: "a jakie oni mieli poglądy? Czy nie komuniści???". Niebo za oknem blakło, Wzgórza Imbramowickie wtapiały się w nizinę. Pesa sunęła po wyremontowanych szynach, w szeleście powietrza szeleściły rozmowy. Powrót z arkadii, w starym stylu.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW