Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Dymy na cześć kobiet

2015-03-08 21:00:13, komentarzy: 2

Gdziekolwiek się pojawiliśmy, dymiło. Dymiły grille w ogrodach, dymiły (jeszcze!) kominki domowe, a przede wszystkim, gdzie nie spojrzeć, dymiło się w polu. Jak wściekłe mrówki po rozdeptanym kopcu, krążyły szosami w tę i z powrotem samochody pożarnicze. Także w nadrzecznych zaroślach dymiło. Szli w tym kierunku panowie z podzwaniającymi torbami. W ściśle męskim gronie czciło się tam właśnie Dzień Kobiet. 

 

Pierwsze oznaki wiosny chcę oglądać w Dolinie Bystrzycy. Pierwsze przebiśniegi, przylaszczki, pączki na drzewach i zielony cień w wodzie. Mury pałaców zasnute mgiełką listków. Jakoś tak było od lat, że w Dolinie pojawiamy się już w lutym i tam przedzieramy się przez  grząskie zarośle i uroczyska, by z radością stwierdzić, że zimy na tych bezdrożach już niet. Bardzo boleję, jeśli trafiamy do niej już w porze kwitnienia drzew. Dzisiaj udało się zobaczyć ją jeszcze nagą, bezlistną i grząską, że nie dało by się przejechac dróżką w widełkach rzeki.

 

Urok komina i dwóch hydrantów

Trasa była standardowa: Muchobór - Smolec - Kębłowice - Krzeptów - Skałka - Jarnołtów. Razem z nami pół Wrocławia wyległo na drogi z roweremi, rolkami, wózkami, motorami i pieszo. Za miastem Adam wiódł nas dziwnymi zakosami, uważając, że warto przedrzeć się przez pole ziemniaków tylko dlatego, że za rok zostanie ono zaorane i przykryte drogą. Iza dostała zadanie sfotografowania... hydrantów (chronią ziemniaki przed pożarem). Niby po co mamy jechać po żwirze, jak mamy obok drogę asfaltową? "Bo TAM o! jest taki komin" - padła odpowiedź. Naburmuszona z powodu wariactw Iza już nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.


Wśród uroczyście dymiących pól dojechaliśmy do Skałki. Stary młyn już dostał nową technologię i produkował prąd. W lesie zaś za śluzą dojrzałam kłęby dymu. Popatrzyłyśmy na siebie porozumiewawczo i oto zza krzaków wyszło dwóch młodych panów. - ....na pusty żołądek przecież nie będziemy pili - przekonywał jeden kogoś przez słuchawkę. Kiedy po skończonym biwaku zbieraliśmy sakwy i torby, panowie wracali z wioski, targając wypchane torby. Na moście, jak się tez okazało, nastąpiła zmiana warty. Dwóch kumpli, którzy ich odprowadzali, poszło do wioski, a tych dwóch, z wypchanymi torbami, udało się do owej nadrzecznej kępy. 

 

Zepsute ruiny

Pomarańczowe słońce odbijało się w czystej wodzie i Bystrzyca szkliła się we wzór nadbrzeżnych kamieni. Wraz ze zmierzchem dróżki idące wzdłuż brzegów stały sie jeszcze bardziej sekretne. Co jeszcze by się znalazło w głębi tych lasów, gdyby pójść  wbrew rozsądkowi po tych kamieniach, zwalonych pniach, ku grzęzawiskom? Czy stare śluzy, fragmenty domków, brukowaną drogę, którą jeździły wozy na targ? Czy może bunkier? Dolina Bystrzycy o każdej porze odsłania nowe tajemnice. Najwięcej chyba późną jesienią i wiosną, kiedy gałęzie wodolubnych drzew i pnączy przybierają kształty baśniowych postaci, woda płynie dziko, tak jak lubi, a światło zmienia co chwilę kolor cienia rzucanego na wodę.


W tym wszystkim ruiny pałaców, śniące spokojnie o czasach limuzyn i balów. Wioska Samotwór. - O, Sam otwór - ucieszyła się Iza, która bardzo chciała zobaczyć Pałac Alexandrów (zapis oryginalny). - Ten Sam otwór - poprawiłam. Ten sam, ale niby nie ten sam. 10 lat temu wdrapaliśmy się po skarpie na dawny taras, położony nad fosą. Teraz to już hotel i teren prywatny, że ha. Adam marudził, że ani wejść, ani porządnie zdjęcia zrobić. - Tatusiu, dlaczego oni zepsuli ten pałac? - zapytała w końcu Zuzia.


Nie piję, a w rowie

Nadeszła ciepła noc, gdy dojeżdżaliśmy do Karczmy Rzym w Jarnołtowie. Powietrze pachniało, asfalt oddawał ciepło! To wrota Doliny Bystrzycy. Pisałam już nich x razy, a nazachwycać się nią nie mogę. Dzisiaj w dodatku stary młyn nie straszył już poszarpaną sylwetką, tylko zaprezentował nieco odnowione mury. Ha! Karczma Rzym jak zawsze, pełna ludzi i obstawiona samochodami, wysyłająca w stronę nas ciepłe błyski z okien.


Iza i Adam zapakowali się tu do autobusu miejskiego. Mnie to nie pasowało i śmignęłam rowerem. Po drodze zaliczyłam lądowanie w rowie, brrr! lepiej nie myśleć, jak by się to mogło na nieoświetlonej drodze wśród pól naprawdę skończyć. Byle do lotniska, a dalej prosto jak w pysk strzelił, autostrada dla rowerów. Jako że z początku nie do końca pewna byłam, czy jadę w dobrym kierunku, zasięgnęłam rady pewnego pijaka z Jerzmanowa. Dla ułatwienia zapytałam, którędy do lotniska. Pijak skamieniał. - Lotnisko?! Popatrzył na mnie, popatrzył na rower z jedną sakwą i całkiem przytomnie stwierdził, że jestem turystka-artystka.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Daniel 14:44, 3 kwietnia 2015

    Fajny wpis. A na Podlasiu właśnie spadł śnieg. Wesołego Alleluja!

    Odpowiedz
  • Sosenka 17:28, 7 kwietnia 2015

    Danielu! Wesołego Alleluja. Śnieg się zmył.

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW