Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Kpię i pytam o drogę

2012-06-27 18:20:39, komentarzy: 7

Mogę za to powiedzieć, że pojechałam do Łyżeczkowa po to, żeby kupić mapę Krainy Łyżeczkowej. Po sześciu latach, czyli od momentu poznania rodziny Łyżeczków, kiedy miałam już serdecznie dosyć jazdy szosą pod górkę w towarzystwie TIRów, wpadłam na to, że lasami i polami mogą przecież iść szlaki rowerowe. Mapy turystyczne- prowadziły mnie wszędzie, ale jeszcze nigdy do Łyżeczkowa. Dziwne. 

 

Dworzec Wrocław Główny czysty, jasny i przestronny, a gładkie powierzchnie peronu przypominają autostradę. To również coś nowego i obcego zarazem. Dopiero niedziałające windy, zmiana peronu w ostatniej chwili i brak  przedziału dla rowerów, choć jest zaznaczony w rozkładzie - wszystko to mimo złości, dało mi poczucie pewnej ciągłości, uczestniczenia w tradycji. Jak słusznie zauważył Dawniej też Stary, bez kolejowych problemów na świecie byłoby nudno.


Po 5 godzinach wysiadłam na stacyjce, gdzie peron był "piętro niżej" od progu pociągu, i po chwili w krzakach dojrzałam schody, a nad schodami budynek. Ufff. Ruszyłam przed siebie. Tego dnia kilka razy wryłam się oponami w piasek. Ale i tak byłam na miejscu w ciągu godziny, a nie dwóch, pełnych męczarni, gwałtownych zjazdów na pobocza i podjazdów. Po drodze kupiłam jeszcze torbę lodów Grycana i zjechałam do pewnego domu na rozstaju dróg.


Drzwi domu były otwarte i z wnętrza wiało przyjemnym chłodem. Zaraz wybiegła ku mnie gromadka Małych i Większych, a każde wyciągało do mnie rączki. Posadzono mnie przy drewnianym stole kuchennym i podano talerz ciepłej fasolki po bretońsku. Gdy pierwsza porcja pysznej strawy zaczęła krążyć w żyłach, rozejrzałam się wokół siebie przytomnie. Stary stół, ten, który do niedawna stał pod oknem, zniknął. W rogu nie bylo już łóżeczka, tylko kojec. A z drugiego rogu kuchni patrzyły na mnie bystro niebieskie oczy rocznego Chłopczyka  J. Siedział i energicznie machał widelcem. Pan swojego życia i swojego krzesełka. Żaden niemowlak patrzący bezradnie z głębin białego łóżeczka. O rany! Ale zmiana.

 

Bardziej wymagające stały się Panny. "A wiesz ciociu, co to jest...?", "a słyszałaś, ciociu, o tym?", "a widziałaś to...?" Wieczorem, kiedy towarzystwo usiadło przed telewizorem, wyjęłam z płóciennej torby robótkę na drutach i nuże kończyć ostatnią część kamizelki. - Ciociu! - powiedziano ostro - Ty nie masz robić na drutach, ty masz oglądać! Oszustwo nie było możliwe, byłam na wyrywki odpytywana z treści programu. Nie oszczędzano mnie. W niedzielny poranek weszłam do kuchni w lekkiej bluzeczce przywiezionej z Węgorzewa (gdzie jej zakup doradziła Ufka). - Ubierasz się w róż? Do kościoła??? - zapytała panna T. - No co ty, przecież jesteś dorosła!


Pani Łyżeczka i Pan Łyżeczka bardziej zmęczeni, ale w ich oczach, kiedy patrzą na dzieci, widać jeszcze większą dumę i satysfakcję. Niedzielną, 30-kilometrową w sumie trasę Chłopczyk S. pokonał dzielnie, tylko opalone nóżki śmigały w powietrzu, gdy przyciskał pedały. Przypominał lokomotywkę z jego ulubionej bajki rysunkowej. Panny zaakceptowały w końcy moje druty i szydełko, więc zrobiłam stos ubranek dla lalek. Obie zapragnęły nauczyć się tego rzemiosła. Panna T. z lubością nabierała oczka i złościła się, nie mogąc przeciągnąć przez nie nitki. Panna Ł. nie bardzo rozumiała nabieranie oczek, ale z werwą przerabiała oczka prawe i lewe.


Wieczorami, kiedy dzieci leżały w łóżkach, na stół w kuchni wjeżdżały zapasy czekolady. Wreszcie można było pogadać. Chyba  że na schodach słychać było ostrożnie robione kroki i do kuchni wsuwał się, mrużąc oczy, Chłopczyk S., który akurat "nie mógł zasnąć".

 

Któregoś dnia na stole pojawiła się jednak świeżo zdobyta mapa i ona nie dawała mi spokoju. Wracałam do domu nowo odkrytą drogą, przez sosnowe pachnące lasy, z  ominięciem dróg jezdnych. Przed każdą tablicą na skrzy żowaniu szlaków stałam po 10 minut, zastanawiając się, który szlak będzie przyjemniejszy. I tak pierwszy raz od 5 lat dotarłam do stacji niezlana potem. PKP nie dało jednak za wygraną. To, że przedziału dla rowerów nie mam się spodziewać, wiedziałam od początku. Rower zostawiłam na końcu wagonu, tuż obok drzwi. I gdzieś tak przed Opolem, gdy siedziałam przy drzwiach przedziału, uderzył we mnie znienacka ostry podmuch powietrza. Okno zamknięte, więc cóż to takiego? Moja sąsiadka poszła w jego kierunku i wróciła z ciekawą wiadomością. Mój rower nie wypadł z pędzącego pociągu  właśnie dzięki temu, że go przypięłam. No bo drzwi otworzyły się same, w biegu.


W takim razie dobrze, że nie stałam całą drogę oparta o rower, tak jak to zwykle robię.

Kategorie wpisu: Łyżeczkowo
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Pani Łyżeczka 23:10, 27 czerwca 2012

    5 lat, 5 oczywiście :)
    I, jak już mówiłam, następnym razem i Ty się przypnij w tym pociągu.

    A poza tym - witaj na nowych śmieciach :)

    Odpowiedz
  • follow 21:32, 29 czerwca 2012

    Nie wiem czy Ci się to może na cos przydać, ale mam kopię zeskanowanego kompletu wojskowych map topograficznych całej Polski w skali 1:50000. Pewnie są tu i ówdzie nieaktualne, ale w sumie drogi lesne to się pewnie bardzo nie pozmieniały...

    Odpowiedz
  • Sosenka 17:27, 30 czerwca 2012

    O, skorzystam bardzo chętnie.
    Dziękuję!

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 1:35, 3 lipca 2012

    Jeszcze do niedawna wojskowe mapy były niezastąpione, a dostępne mapy turystyczne nawet się do nich nie umywały. Nie sprawdzałam tego dokładnie, ale podejrzewam że nawet dzisiaj w dobie map satelitarnych mapy w tej samej skali z naniesioną treścią turystyczną nie są tak szczegółowe, o czym przekonałam się w terenie wiele razy. Dla przełajowego wędrowca istotne okazują się zupełnie inne szczegóły niż dla turysty niedzielnego :) Dlatego dołączam do grona chętnych, ciekawie byłoby skonfrontować tak dla eksperymentu co się pozmieniało, często wnioski są zaskakujące. No i jest też jeeszcze jedna zaleta map wojskowych: obejmują nawet te tereny, których nie ma na żadnych mapach turystycznych, a to jest bezcenne!

    Odpowiedz
  • follow 13:42, 4 lipca 2012

    Mogę wysłać pocztą na DVD (wtedy adres pocztowy mailem poproszę), albo (na chwilę) umieścić gdzieś w sieci do sciągnięcia. To ok. 2GB danych.

    Odpowiedz
  • Admin 16:34, 4 lipca 2012

    (Okazuje się, że ja tu występuję jako Admin :)))
    Tak, proszę, prześlę Ci adres mailem! Wielkie dzięki!

    Odpowiedz
  • Sosenka 17:27, 30 czerwca 2012

    Łyżeczko, no tak, zrobię w ramach protestu przeciwko temu, co się dzieje na kolei, mogę nawet przypiąć się na stacji u Was. Tam ładniejsze widoki :)

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW