Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Nim zima zaskoczy drogowców

2016-10-21 17:08:39, komentarzy: 0

...ja zdam egzamin, a zasady egzaminacyjne się zmienią, podsuwam źródła, z których korzystam w ramach powtórek. Wymądrzać się nie będę: wszak moje egzaminy kończą się zawsze tak samo: "dobrze pani jeździ i gdyby nie ten jeden błąd..."


"Na początku było słowo". A właśnie że nie. Na początku był internet:


  1. Teoria, pytania do ściągnięcia po kosztach bezwzględnie tu: www.poprawojazdy.pl
  2. Teoria i praktyka, blog instruktora z Poznania. Spokojnie i życzliwie wyjaśnia zawiłości, odpowiada na pytania czytelników!
  3. Seria filmów instruktażowych Ośrodka Szkolenia Kierowców Turbo w Pabianicach. Wyjątkowo cierpliwie i przyjaźnie wyjaśnione podstawowe manewry. Parkowania, zawracania itd. Turbo niejednemu pomogło zdać egzamin
  4. Seria filmów na kanale prawkonline. Uczy równoległego tak, jak mój instruktor, a reszty może inaczej, ale też prosto, po chłopsku. Wot, smatritie:


  5. Obsługa Renault Clio III: światła TUTAJ i TUTAJ, a bajery pod maską TUTAJ Uwaga: różne warianty świateł przeciwmgłowych, ustawianie lusterek (joystick lub nie)...
  6. Strony www poświęcone egzaminom w danym mieście. Nie fora, tam lepiej nie wchodzić, żeby sobie nie podnieść ciśnienia. Mam na myśli serwisy na temat tras i skrzyżowań. We Wrocławiu spodobało mi się TO i TO
    Różne szkoły jazdy mają też swoje filmy na youtube, ale ja najbardziej lubiłam filmy StrefaEgzaminacyjna.pl, ze względu na zwięzłe instrukcje bez paplania o niczym. O, tutaj poległam 14 X, tyle że na skręcie w lewo:


  7.  Google Street View, dla oswojenia sie z terenem. Jedzie się kursorem przez ulice i skrzyżowania, trochę pomaga to opanować topografię i panikę. Ale, ale. Drobna uwaga: powtórzyć, ale nie uczyć się tras na pamięć, bo zdjęcie GSV zrobiono ileś miesięcy temu, a świat się zmienia, i na skrzyżowaniu mógł nagle wyrosnąć nakaz jazdy w prawo, a za skrzyżowaniem wydzielono pas dla rowerzystów. GSV przydaje się w sensie ogólnym: układ dróg, linie tramwajowe itd. Na pamięć trzeba generalnie strasznie uważać...


Osobna kategoria to wydawnictwa papierowe, z których:


  1. "Kierowca doskonały" (Image). Byłby doskonały, gdyby nie poziom redakcji. Już pomijam, że na okładce nie ma autora, tylko dziwna fraza: "wg Henryka Próchniewicza" (co to znaczy książka "wg"?)... Brak porządnych podpisów pod ilustracjami i ich numeracji, brak indeksu hasłowego ("tramwaj", "wyprzedzanie"...), rażące błędy interpunkcyjne i ortograficzne, na zdjęciu holowane auto z trójkątem za szybą... po prawej stronie (niechlujstwo grafika). Mnie to odpycha, ale instruktor polecał, więc widocznie merytorycznie książka jest poprawna. Uczyłam się z niej do egzaminu teoretycznego, ale potem korzystałam już z Kodeksu drogowego, i tak jest do dziś, bo straciłam cierpliwość do bałaganu.
  2. Kodeks drogowy. Może i nudny, ale rzeczowy, i przynajmniej problemy są tam przedstawione w określonym porządku rzeczowym. Łatwo z niego wyryć na pamięć dane liczbowe do egzaminu z teorii.
  3. Plansza ze znakami, gdzie są umieszczone dokładne definicje znaków: nie żaden tam "zakaz wyprzedzania", tylko "zakaz wyprzedzania pojazdów silnikowych przez...".


Celowo nie oceniam meritum, czyli zaleceń, nie mnie to oceniać, a wiadomo, że trwają zaciekłe dyskusje, czy włączać migacz, wjeżdżając na rondo, czy nie, i czy wolno wjechać na pasy, zanim piewszy całkiem je opuści (u nas za to oblewają, a "Miesięcznik OSK" twierdzi, że to mit na temat egzaminowania). Miałam dyskusję z egzaminatorem o pierwszeństwo pieszych na drodze poprzecznej i... nie miał racji.

Nie ja jednak o tym decyduję.




"Kierownik" kwestią kluczową

Generalnie, w trakcie kursu od początku do końca wyrocznią jest instruktor, a jeśli komuś ten egzemplarz nie odpowiada, niech go go zmieni, tylko szybko. Co do rzeczy elementarnej, czyli wyboru OSK, zależy, czy kto wierzy w "największą i najlepszą", czy woli szukać na własną rękę i samemu odkryć, co jest dla niego dobre.


Niby to oczywiste, a jednak - jak każda umiejętność kierowcy - przychodzi z czasem. Nie liczyć słupków i machnięć kierownicą, tylko patrzeć, dokąd idzie auto. Wykonywać polecenia i nie ubiegać egzaminatora w działaniu (u mnie skończyło się to błędem - mylnie włączony migacz). Powtarzać sobie ostrzeżenia z lekcji, pierwszeństwo, ograniczone zaufanie, itd. Na wypadek, gdyby ktoś się czepiał, że zbyt długo czekam na włączenie się do ruchu, przygotowałam argument: "Gdyby u nas kierowcy jeżdzili z dozwoloną prędkością, to bym teraz wjechała na ten pas, ale u nas wszyscy przekraczają, i dlatego czekam". Najważniejszy mój wniosek w trakcie jazdy pershingiem "L": nigdzie nie muszę być pierwsza.


Na koniec - najważniejsze: nie bać się pytać egzaminatora. Nie wolno kierować się zasadą: "Siedzę cicho, bo mnie obleje". Są sytuacje, kiedy trzeba schować ambicję do kieszeni. Moja historia pokazuje, że zaczęłam oblewać wtedy, jak sama założyłam, że mam sytuację bez wyjścia, i pokazuje, że egzaminator to też człowiek, ze wszelkimi konsekwencjami. 

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW