Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Cud w południe i inne cuda

2014-05-06 21:57:12, komentarzy: 4

Zacznę od podsumowania. Bilans dzisiejszej wycieczki, chciałam napisać "wycieraczki", co i tak nie jest odległe znaczeniowo, to: przegadana stacja docelowa i przymusowa wysiadka na następnej, złamany dyszel od przyczepki, wyrwana szprycha i opadnięty łańcuch. Zważywszy na to, jak udało się pokonać te trudności, mamy dowód - mówi Iza - że Opatrzność na nami czuwa.


Mieliśmy to w planie już dawno - okolice Świdnicy. Wszystko szło według planu, ale w pociągu zagadaliśmy się i zamiast w Imbramowicach, trzeba było wysiąść w Żarowie. Po jakieyś godzince kręcenia się po mieście, kiedy już byliśmy na rogatkach, coś głośno gruchnęło w okolicach roweru Adama. To poszedł, tradycyjnie, dyszel łączący rower z przyczepką Zuzi. No to w tył zwrot. Ponieważ Żarów, jak się okazało, jest miejscem, gdzie chętnie zbiera się  złom i wszelkie metale (co rusz - albo kupa żelastwa, albo skup, albo przetwórstwo metali), mieliśmy większą szansę na naprawienie dyszla tu, niż byśmy mieli w małych Imbramowicach. Tak, Opatrzność nas nie zostawiła. Co prawda w pierwszej złomiarni spawaczy nie zastaliśmy, bo mieli akurat pracę w terenie, a firma "Kowalstwo artystyczne" niewiele mogła nam pomóc, za trzecim razem trafiliśmy do warsztatu samochodowego. Tam zespawano nam dyszel, i to za darmo. - Cuda się zdarzają w południe - rzekła z namaszczeniem Iza. Tyle tylko, że o godzinie 13 nie było już szans na zrobienie trasy, jaką planowaliśmy, i skróciliśmy ją znacznie.

 

Już po katastrofie

 

Nie da się opisać, co czułam, gdyśmy jeździli w kółko po tym Żarowie. Najpierw, żeby "zwiedzać" (nie za bardzo jest co, ale ja jeżdżę z takimi, którzy pchają się tylko po to, żeby zobaczyć pętlę pekaesu i bar "Mariuszek"), potem, szukając drogi, a potem szukając spawacza. Słońce grzało, kurz unosił się nad drogą... Jak już wydawało się, że szczęśliwie opuszczamy szare miasteczko, ktoś musiał w przysłowiowe krzaki, a komuś wypadła szprycha.

 

W końcu zawitaliśmy do wsi Kalno. Tu pamiątkowa fotka na przystanku PKS z szyldem Gmina Żarów. nad głową (stylowa!). Stamtąd, skrótem pojechaliśmy do Siedlimowic. Za nami TIRY, przed nami TIRY, pędzące z rykiem z kalnowskich kamieniołomów, czy czegoś tam. Na chwilę zboczyliśmyn z tej trasy i zanurzyliśmy się w zielonym, wilgotnym lesie. Stoi tam piękna ruina, wciąż piękna, bo i pałac musiał być wspaniały - z wieżą zdobną w płaskorzeźby. Nawet ruiny obór i spichrzy barzo nam się podobały. A tu wieża:

 

Teraz myk! dróżką przez las i odkryliśmy "Młyn Gospodarczy"

 

Zawiodły nas tam chmary gołębi, które mieszkają w budynku obok. To prawdziwy młyn z ukośnym podjazdem dla przyczep, starymi urządzeniami do mielenia i zapachem mąki, unoszącym się w chłodnych wnętrzach. - Pod dachem mieszkają jaskółki, na dachu gołębie, a na strychu mieszkają białe worki z bialutką mąką. - Dopiero co skończyliśmy mleć - powiedziała miła pani, która wpuściła nas do środka (tj. po prawdzie sami się, jak zwykle, wpuściliśmy, ale byliśmy tam mile przyjęci). Młyn działa od czasów niemieckich, wciąż według starej technologii. Niewykluczone, że kiedyś będzie to obiekt oficjalnie przeznaczony do zwiedzania.

 

 

W popołudniowym słońcu powlekliśmy się z powrotem na ową tirową drogę. Tam też Adamowi spadł łańcuch.

Zuzia szczęściem przysnęła, więc przyholowaliśmy rowery do Gołaszyc, do sklepiku z lodami (pałac jakoś okazał się mało ciekawy, no, może płaskorzeźba Pasji - skąd sie tu wzięła?). Usiedliśmy wygodnie na trawie, ale znowu w słońcu. Cień, jak zauważyła Iza, był "zajęty". Dochodziły z niego, tj. zza krzaka bzu, monologi jakiegoś pijanego pana. Słów jego nie przytoczę, ale i nie warto, bo była to przeplatanka terminów k... i ch... Chodziło, w skrócie, o to, że jego słuchacz kupił (sobie i koleżce) wódkę, ale jej nie wypił, i teraz ów pan - główny beneficjent - usiłuje go nakłonić, żeby jednak też wypił.

 

Droga z Siedlimowic do Gołaszyc. Siedlimowice w dole

 

Ponieważ było już późno, zwlekliśmy się z trawy i pojechali do Śmiałowic, omijając TIR-y. Warto zauważyć, że licząc już od Siedlimowic, trasa dzisiejsza była pewną powtórką wycieczki sprzed lat 5 Z tego powodu nie chciało nam się już odwiedzać niektórych obiektów. W Śmiałowicach już nie zahaczyliśmy o dwór, a tylko o kościół (za plecami tiry ze żwirem) i jakieś przykościelne drzewo, którego gatunku nie znamy, ale znamy obwód, bo Adam zmierzył (ponad 4 m), no i cmentarz. Z wzgórza cmentarnego  roztaczała się majowa panorama Sudetów, zepsuta tylko unijnymi wiatrakami. We wzmagającym się wietrze halnym śmignęliśmy w dół, do Pankowa.

 

 Widok ze wzgórza cmenarnego w Gołaszycach

 

Ruiny pałacu w Pankowie

 

Doszliśmy do wniosku, że po 5 latach w tych okolicach pojawiły się nowe chodniki i wiatraki, odnowiono domy, a stadnina w Pankowie (to tam, gdzie tabliczka głosi "18 Panków") nowo otynkowana. Zmieniło się niestety także dojście do zabytków. W Wierzbnej zniesmaczona Iza oznajmiła, że dojście do ruin pałacu, które stoją za pocysterskim kościołem, zostało odcięte. Objechaliśmy kościół dookoła i wróciliśmy na drogę do Żarowa. Tam złapaliśmy pociąg KD, którego nie było w elektronicznym rozkładzie (ten rozkład wariuje - przekonałam się nie raz). Jechało się szybko, cicho i bezpiecznie - ani wrzeszczeć do siebie nawzajem nie trzeba było, ani zataczać się od szyby do szyby, gdy się na chwilę wstało. Wszyscy byli w dobrych humorach.  W pewnej chwili poczułam, że moją szyję obejmują dwie małe (lepkie po całym dniu) rączki: - Wies - szepnęła Zuzia - ja cię bardzo kocham, ciociu. 4-letnia Zuzia dorośleje w oczach: sama zapina sobie szelki w przyczepce, a w wolnej chwili ochoczo studiuje mapy (zakłada  elegancko obutą turystycznie nogę na nogę i zatapia się w lekturze).

 

O sztuce przemawiania

 

W owym szynobusie Kolei Dolnośląskich powiedziano nam, że PKP Regio i KD się nie lubią (kto by honorował kursy rakiet kosmicznych, kiedy sam dysponuje hulajnogą?), z naciskiem na PKP Regio. Gdy konduktorka wypisywała nam bilety (taśma miała w sumie z pół metra!), Adam słodkim głosem wypytywał o różne kwestie organizyjne i ekonomiczne. Nie szczędził przy tym komplementów dla KD, a sednem tego byłą propozycja, by pociąg stanął na dworcu Zachodnim, chociaż w ogóle nie ma tego w rozkładzie, "bo naszej koleżance pasuje tam wysiąść". On jest aktorem! Konduktorka słuchała, stukała w maszynkę, odrywała wzrok od niej, odpowiadała Adamowi i... Wypisywanie biletu przeciągało się w nieskończność. Oczywście, nikt nie zamierzał zatrzymać pociągu na żądanie. Już w latach 90. kolega spóźnił się na osobowy i prosił maszynistę pospiesznego, żeby może zatrzymał się w Kątach Wrocławskich. - Panie, to nie taksówka! - usłyszał.

 

A jak się starają spikerzy na Dworcu Głównym. Eleganckie (pustawe) wnętrza wymagają stosowania nie tylko modnego gongu, ale i specjalnych konstrukcji oraz intonacji, czyli ogólnie mówiąc, patosu. Kiedyś z tonu dworcowego mówcy można było wyczytać niedospanie, czy też kaca, albo ignorancję. Teraz Pani Głośnikowa szanuje każde słowo. - Pociąg osobowy...........do Mię.....dzylesia podstawia się na tor 3. Pociąg ten......... .-  Pani Głośnikowa starannie dobierała słowa. - Ależ dworcowi spikerzy używają zdań wielokrotnie złożonych! - wybałuszyła oczy Iza.  "Pociąg TEN..." - faktycznie, brzmi uroczyście. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wobec tego dziś rano, na Wrocławiu Zachodnim spiker był w stanie wykrztusić tylko: "Uwaga, pociąg osobwy do Szklarskiej Poręby Górnej", i umilkł. - Pewnie kopnął coś pod stołem i się zepsuło - powiedziała Iza - ja też tak miałam z komputerem. Ta interpretacja nadzwyczaj zadowoliła wszystkich członków grupy. Może nie widać, ale my tylko czekamy, aż coś się zepsuje.

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Marco 22:33, 8 maja 2014

    Z jajem, werwą, szczegółami i polotem - dobry tekst o dobrej ekipie. ;)

    Odpowiedz
  • Iza Fotołazik 22:39, 8 maja 2014

    Tiaa.. o żelaznym tercecie (teraz już kwartecie), który ma szansę na powiększenie liczby członków tylko na zasadzie przyrostu naturalnego ;)

    Odpowiedz
  • Sosenka 20:25, 9 maja 2014

    Marco, ekipa dobra, zależy do czego - na pewno dobrana i nienudząca się :))))

    Odpowiedz
  • Sosenka 20:27, 9 maja 2014

    Izo - amen :)))

    Odpowiedz
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW