Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Chodzi lato po bezdrożach

2015-06-21 21:39:06, komentarzy: 0

Adam już tak ględził, że Iza miała dość. Otworzyła jego torbę podróżną: "Co robisz?" - "Zabieram jedzenie" - odpowiedziała, ale zabrała mu też ukochany aparat fotograficzny i wyszła z domu. Tego on już znieść nie potrafił, oczywiście. Podobno widział, jak wsiadałyśmy do pociągu na Grabiszynie, ale nie zdążył dojechać.

 

Siedziałyśmy w pociągu same. Nikt nie truł, nikt nie ustawiał, gdzie mamy wysiąść, żeby zobaczyć antenę albo wiatrak. Bilet kupiłyśmy do Bolesławic Świdnickich, po chwili konduktorka przyszła i powiedziała, że musi unieważnić bilet, bo wypisała nam promocyjny, a promocja obowiązuje na trasie Świdnica-Wrocław, a z Wrocławia do Świdnicy już nie. Takie to genialne "promocje" wymyśla samorząd...

 

- Co to jest? To jest stacja - powiedziała niepewnie Iza, kiedy szynobus zarył się w trawie i stanął. Konduktorka odprawiła nas do drzwi, tłumiąc śmiech: "Miłej wycieczki!" Iza zrobiła mi kilka ładnych zdjęć na torach w trakcie targania roweru ponad syznami i pojechałyśmy "do wiesi". Sklep powinien nazywać się galerią handlową, bo zdobiła go oszklona, piętrowa galeria z... gipsowym orłem i dwiema flagami od ulicy. Uroczysta instalacja.

 

Jako że nasza mapa zaczynała się 10 km dalej, Pan Sklepowy objaśnił nam, którędy jechać, żeby dojechać do Marcinowic.

 

Słońce paliło, pszczoły buczały w koronach starych lip jak orkiestra i pachniały wilgotne trawy, a myśmy wstępowały na stare cmentarzyki, zacienione,  zarośnięte, gdzie w murze rysowały się resztki niemieckich tablic, albo na cmentarze zajęte już przez groby polskich wygnańców. Pałace na tej trasie były fantastyczne: w Bagieńcu to twierdza otoczona fosą, podobnie w Pankowie. Wieś podnosi się tam z ruiny, coraz więcej ładnych domów i trawników.Z pałaców powstają hotele, stąd na tabllicy przed pałacem w Bagieńcu zatarty napis: "Teren prywatny", a przed nią tablica dla niedowiarków: "DO OKULISTY".

 

Do Marcinowic nie pojechałyśmy, do Kraskowa też nie, bo pomyliłyśmy drogę, więc nasza trasa powtórzyła trochę dawne wyprawy. Była to jazda po pagórkach, między łanami maków i bladą pszenicą, polami truskawek i ziemniaków. Co i rusz nad polami pokazywały się granatowe czuby Gór Sowich, a w gęstych lasach  czerwone dachówki pałaców.  Zjeżdżałyśmy ze wzgórz razem z wiatrem i zapachem kwiatów. Chłonęłyśmy słońce i wiatr, i tasiemkę dróg, rozwijającą się przed nami bez końca, jak makaron. Lato po prostu wyszło na drogi!

https://www.youtube.com/watch?v=5olxjWHJCp4

 

Na koniec stwierdziłyśmy, że nie chce nam się jechać do Kątów Wrocławskich, i usiadłyśmy nad zbiornikiem w Maniowie. To stamtąd na horyzoncie przed burzą widać Góry Wałbrzyskie i Karkonosze. Fale szumiały, a czasem woda dudniła przy betonowym brzegu, dudniła jak cała dyskoteka. Zjadłyśmy z sakwy wszystkie zapasy i pojechałyśmy na stację w Mietkowie, na której zwykle można pocałować koniec pociągu, bo mało co tam się zatrzymuje. Nie do końca wierzymy internetowi, więc trzeba było dane zweryfikować na miejscu. Cóż, rozkład jazdy był tylko na 2. peronie, bo na naszym go nie było, toteż wrzasnęłyśmy do pana, który siedział na peronie 1. Pan odwrzasnął, że rozumie pytanie, i sprawdził odjazd w rozkładzie. "19.12. Zgadza się!" - wrzasnął nad torami w naszą stronę. Rzeczywiście, Koleje Dolnośląskie podpisały w końcu jakiś ważny dokument, bo krótka pesa się w Mietkowie zatrzymała i wchłonęła jeszcze nas i dwa nasze rowery. Iza oglądała mijane stacje i przypominała, jak to kiedyś peron był "trzy piętra niżej", i czasem rower potrafił zablokować się przy wysiadaniu z ETZT-u. Z tych czasów została na linii jeleniogórskiej jedna rudera w starym stylu: stacja Sadowice Wrocławskie, do której mamy sentyment.  Pamiętam, jak z ruin Adam wywlókł zgrabną wycieraczkę, która robiła za podkładkę w bagażniku wózka małej Zuzi. Miał wielką satysfakcję z tej zdobyczy!

 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW