Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Kiedy nie mam wyjścia

2017-02-24 19:47:02, komentarzy: 0

Pokonanie ul. Grabiszyńskiej długo uważałam za mistrzostwo świata kierowcy. Przed oczami miałam zawsze pędzące auta, łomot i omijanie tramwajów na lewym pasie. Kiedy już zrobiłam prawo jazdy, przekonałam się, że to nie ulica jest niebezpieczna, tylko kierowcy, których obserwowałam, aż dopraszali się o wypadek! Jadąc swoi autem, a była to pora rannego szczytu, czułam się i spokojnie, i bezpiecznie. 


Gdy egzaminie w ogóle bałam się jeździć po mieście, ktoś mądrze mi poradził: "Pomyśl, że nie masz wyjścia". Dzisiaj miałam przywieźć sobie książki. Trudno przewieźć kilogramy w sakwach rowerowych. Nie miałam wyjścia, wsiadłam do auta i pojechałam. Złamałam się tylko w jednej kwestii, za którą na kursie dostałam ostry ochrzan, w takiej samej sytuacji zresztą: stojąc na światłach, odebrałam telefon. Mam na szczęście na tyle uporu, żeby tego nie powtórzyć. Zdaję sobie sprawę, że bywają głupie przepisy, ale też mam świadomość, że odpuszczenie sobie jednego, "bo głupi", oznacza powolne schodzenie z przepisów na psy. Uczę się, uczę i uczę.


Grabiszyńska okazała się bardzo wygodna, szczególnie z perspektywy tego samego, prawego pasa. Szarpałam się trochę z biegami, bo znowu wchodziło nie to, co chciałam, ale nie na tyle, żeby mi auto stanęło. Kiedy chciałam, zjechałam z drogi głównej i dojechałam do umówionego podwórka. Stojąc na poboczu, obserwowałam, jak chytry słupek na komendę pilota sam skrywa się w ziemi, żeby mi zrobić miejsce do wjazdu. Ale tu Ameryka się skończyła: dostałam polecenie zaparkowania między samochodami.

 

Dotąd, nie ukrywam, tak zawsze kombinowałam, żeby nie mieć sąsiedztwa z dwóch stron. "Bo porysuję", "Bo uderzę" - a jeszcze Asystent z uporem powtarzał: - Unikaj parkowania między samochodami - co mi wcale nie dodawało motywacji do nauki. "Unikaj" to najgorsza rada dla początkujących kierowców, bo skutek jest taki, że unikając różnych rzeczy, nagle traci się wprawę. Wtedy dopiero jest cyrk!

 

Ale dzisiaj, właśnie, "nie mam wyjścia". Nie mam wyjścia, więc muszę. Przy parkowaniu zawsze ratował mnie najszerszy łuk, więc z wyciem silnika wjechałam między auta. Trafiłam na to, co mnie paraliżowało podczas ćwiczeń kursowych na Hubach: na pochyłą powierzchnię! Na oko to nie był żaden skos, ale auto wjechać na półsprzęgle nie chciało. Dwa razy zgasł mi silnik i pudło zaczęło się toczyć do tyłu (znowu uratował mnie Egzaminator II). Potem dojechało do końca, ale gdy puściłam nożny, znowu się cofnęło, bo... ręczny za słabo był zaciągnięty. "Zaciągnę mocno, to go potem nie opuszczę. Ale nie mam wyjścia". Zaciągnęłam. Na koniec poczułam znajomy zapach - palonego sprzęgła (zamiast się zmartwić, poczułam się swojsko: na kursie to była norma). Powrót z tej części miasta był za to cudownie łatwy. Z zimną krwią zachowywałam przepisy drogowe, katując się 40 km/h w miejscu, gdzie to nakazane. Przeszkadzają mi ograniczenia prędkości, ale na drodze jest dość kłopotów, więc nie będę sobie dokładać kolejnych, żeby mieć potem pretensje do siebie samej.

 

Kiedy wróciłam, różnymi drogami i zakosami, nie mogło do mnie dotrzeć, że mam za sobą 15 minut jazdy. Jako rowerzystka przed długą trasą zawsze liczyłam 40, 50 minut. Godzinę zjadał dojazd, a przy złej pogodzie dochodziły jeszcze komplikacje innego typu.


Została mi jeszcze wyprawa do OSK. Gwarancji bezpiecznego parkowania tam nie ma, więc zostawiłam auto w domu. Instruktor zapytał, jak mi się jeździ, i chociaż na słowa: "To jest komedia" trochę się nasrożył, to jednak wyszłam stamtąd umocniona. Wjeżdża w bramę, jak na kursie? "Aha, czyli to samo". Zdążyła porysować maskę? "A to jest normalne". Surowy pedagog po raz kolejny potrafił w trzech słowach wyjaśnić sytuację. Dobrze, że się tam ruszyłam sama, bo trzeba było z nim pogadać.

 

Kategorie wpisu: Wrocław, prawo jazdy
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW