Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

Z biznes class do tunelu dla żab

2016-08-08 21:00:11, komentarzy: 0

Pół roku potrzebowaliśmy, żeby dopiąć swego i znowu spotkać się w wesołej kompanii w pociągu jadącym przez złocisto-zielone pola. Był to szynobus relacji Wrocław - Lubań Śląski, w którym jakiś dowcipniś przykleił na szybie przekreślony sierp i młot. Iza powiedziała, że jest to zakaz zajmowania miejsca przez ludzi z klasy robotniczej, a więc miejsce oznaczone naklejką to jest biznes class. I oczywiście zaraz ją sfotografowała.

 

Na pociąg o 11.30 oczywiście nie zdążyliśmy, bo Adam rozłożył się z jakimś rowerem, a Zuzia rozwlokła narzędzia po mieszkaniu. Trasę zmieniono więc z Doliny Bystrzycy na Dolinę Odry. Miałam nadzieję, że pojedziemy gdzieś dalej, ale po 8 nieudanych podejściach do wycieczkek od początku roku 2016, szczęśliwa byłam, że wysiadamy chociaż w Miękini. Sklep znaleźliśmy, szlak zgubiliśmy, ale obeszło się bez awantur, bo już tak dawno nie byliśmy na łąkach i polach, że każdy cieszył się zapachem igieł, dzikim bzem dojrzewającym przy drodze i równie dzikimi jabłkami... W Zaborze spotkaliśmy panów ornitologów, obserwujących ptaki, krzyczące żurawie. Adam bardzo chciał się popisać. - Teraz - mówił - jest ich okres godowy. Panowie oczekujący odlotu bocianów do Afryki na te słowa oniemieli. - Sarny teraz mają okres godowy - załagodził jeden z nich sytuację. - Aaa - nie chciał się poddać Adam - ale pamiętasz, Iza, jak byliśmy tu 20 lat temu, to... - Adam, ale 20 lat temu jeszcze mnie nie znałeś. - Ale pamiętasz, były tutaj takie ptaki - tłumaczył Adam zagadkę okresu godowego ptaków w sierpniu. Ornitolodzy poczuli się zbici z pantałyku. - Ja znam żonę prawie 20 lat - zwrócił się do ornitologów, których kompletnie nie interesował okres narzeczeński Adama i Izy (nudni ludzie!), tylko ptasi, ale przecież oba już dawno minęły, i pożegnali się grzecznie. Potem na szlaku usunęli się z drogi. Lepiej się trzymać z daleka.

 

Piaszczysty szlak skończył sie w Głosce, pod drogą przelotową Wrocław - Brzeg Dolny. Szlak zanurkował pod drogą. W porę zanurkowałam i ja - nie jadąc wyprostowana, bo bym zdrowo wyrżnęła głową w sufit. Tak zwany tunel dla rowerzystów  ma wysokość korytarza dla zwierząt i nasze pierwsze skojarzenie było: tunel dla żab. Za drogą ciągnął się już asfalt - i tym asfaltem mieliśmy szorować do samego Wrocławia. Dla osłody - widok nowego mostu na Odrze (kiedyś jeden był w mieście wojewódzkim, a drugiego nie było, tylko był prom w Brzegu) i kępy lasu, jakie przejeżdżaliśmy. Niebo było tego dnia mocno szafirowe, a białe ściany pałaców lśniły jak jakieś zabytki Południa. - Na drogach Italii... - śpiewnym głosem mówiła Iza i wybuchałyśmy śmiechem na myśl o ruinach obory w Gąsiorowie, która w naszej wyobraźni była resztką  greckiego pałacu.  


Pod wieczór wsie się ożywiły. Spracowani gospodarze siedzieli na leżakach w towarzystwie klombów kwiatów i kociaków, na stacyjkach stali pojedynczy podróżni, a z krzaków dobiegał głos pijaka, który z troską pochylał się nad kumplem: "...i strracif sfojje pieńsset plusss...". Po wzgórzach, pokrytych srebrzystozielona trawą albo jeszcze zbożem, które pracowicie walcowały kombajny, pedałowaliśmy na wschód. Na północy roztaczała się ciemnoniebieska panorama Wzgórz Trzebnickich, na południu wychylał się  czub Ślęży. Na wschodzie, jakby w misce, Wrocław: jak makieta najeżona szpileczkami kościołów i kamienic, tyczkami kominów elektrociepłowni i pajęczyną Mostu Rędzińskiego.


Prawdziwego turystę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna, i jak długo pamiętam, nigdy nie skończylismy według planu, a dzisiaj się udało. Zjechaliśmy ze wzgórz do Wrocławia idealnie, gdy na pętli w Leśnicy motorniczy "20" zadzwonił na odjazd.


Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW