Tego nie było w rozkładzie!

Wycieczki śmieszne i dziwne

Blog wycieczek

2019, od początku

2019-09-09 22:32:44, komentarzy: 0

Za trzy miesiące będziemy pewnie siedzieli w cichym bukowym lesie, na rdzawych liściach i zajadali smakołyki z wigilijnego stołu. A jeszcze nie zostało spisane to, co się działo od stycznia. Ani ostatnie mrozy zimy, ani pierwsze upały wiosny. Czas zaczął pędzić jak mój samochód, który w pewnej chwili stał się nieodłączny, konieczny, choć kudy mu tam do swobodnej kolei...

 

Czas pędzi. Zuzia już nie jeżdzi w przyczepce, Adam ma nowy rower, po tym jak pewien "przedsiębiorca" ukradł mu słynną niebieską kolażówkę (śledztwo wykazało, że był to menel z okolic torowiska przy Krakowskiej, lecz w poprzemysłowej dżungli ślad się w końcu urwał ), a Izie w tym roku nic nie ukradli. Samorząd tutejszego Przyodrzańskiego Kraju z uporem wykupuje i remontuje linie kolejowe, i wiele wskazuje na to, że wycieczki rowerowe będą u nas częstsze. A ponieważ gdzie rower nie może, tam auto pośle, wczesną wiosną mieliśmy kilka wycieczek tam, skąd trudno wrócić autobusem, a kolej jeszcze w krzakach. Miało to wiele zalet, ale nie miało uroku.

 

Potwierdzam, że było w tym roku kilka ważnych wyryp.

  • W okolice Ślęży, pod Szczepanowem. Piękne popegeerowskie okoliczności z pamiętnym szyldem "BAR NIEDŹWIAD" (EK ktoś musiał ukraść)
  • Z Kleciny przez Karwiany i Ślęzę, Domasław do Wrocławia z powrotem.
  • W dolinę Bystrzycy, bo to trasa ostatniej szansy, kiedy wszystko odbywa się "za późno", z finiszem w Zachowicach. Trasa pełna zadumy, no bo po drodze sarna utopiona w rzece
  • W dolinę Baryczy, śladem dawnej wąskotorówki. Daliśmy radę wstać na pociąg o 7.50, tyle lat po ostatnim takim wyczynie...
  • W Książański Park Krajobrazowy, gdzie odbywał się jakiś festiwal średniowieczny (postępowe "czarownice" padły ofiarą ciemnego inkwizytora, a cała historia udowadnia tylko potęgę plotki). Upał nie dawał żyć, chyba najlepszy moment to było sprawdzanie biletów w klimatyzowanym szynobusie. Konduktor stanął przed kupą splątanych kierownic, szprych, stertą toreb i sakiew, i zachmurzony wrócił tam, skąd przyszedł
  • Między Lubinem a Chojnowem, przez co uczciliśmy odbudowę linii kolejowej do Lubina. W tych lasach, gdzie na polanie, przy zdziczałej jabłoni stoi łemkowska cerkiewka. W tych lasach jak w Beskidzie Niskim, w domku pod srebrną "cebulką" zatroskany Chrystus o ogorzałej twarzy posyła błogosławieństwo w stronę drewnianych domów
  • Między Rokitkami a Bolesławcem. Tam to był istny skansen, włączając w to stację kolejową w Rokitkach. W Gromadce, na skrzyżowaniu dróg można by kręcić film obyczajowy. Życie tętniło tam w okręgu tworzonym przez sklep, komisariat i kiosk z szyldem "książki, kasety".

 

Jakoś dajemy radę wstać rano, rowery się nie psują, tylko słońce zwala z nóg. Stacje kolejowe coraz ładniejsze, ale coraz rzadziej służą sprzedaży biletów. W Świebodzicach na dworcowym okienku wisi szyld "Kasa pomocy społecznej" (i można płacić kartą), w Chojnowie jak w salonie, ale też bez kasy, a w Wałbrzychu-Szczawienku - niegdyś symbolu upadku stacji - człowiek się zastanawia, czy nie powinien chodzić w kapciach a la zamek wawelski, bo odrestaurowana hala robi wrażenie kaplicy. Swojsko pozostało na linii do Milicza i Krotoszyna, ledwie wyremontowanej, a już przeznaczonej do naprawy.

 

Zuzia pokonuje na rowerku 20 km. Iza na kursie jazdy. Wrocław terroryzują chmary hulajnożników elektrycznych. Od zeszłorocznego lata 2018, czyż nie minęła cała epoka?

 

 

Kategorie wpisu: wycieczki śmieszne, Wrocław
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW